Prawo przyciągania

“Sekret”. Czy prawo przyciągania istnieje?

rozmarzona kobieta na wzgórzu z psem

“Sekret” Rhondy Byrne. Czym jest prawo przyciągania?

Zakładam, że większość osób, które czytają mojego bloga, wie lub przynajmniej słyszało o tym, czym jest prawo przyciągania. Sama pewnie nigdy nie nazwałabym tego mechanizmu w ten sposób, ale to właśnie taką nazwę rozpropagowała autorka książki i filmu pod tytułem “Sekret” Rhonda Byrne. Mechanizm wpływania na rzeczywistość, która nas otacza za pomocą myśli, był znany od wieków. “Proście, a będzie Wam dane”, “Twoja wiara Cię uzdrowiła”- to słowa Jezusa. Podobne aforyzmy przypisuje się Buddzie: “Jesteśmy kształtowani przez nasze myśli. Jesteśmy tym, czym one są. Gdy umysł jest niezmącony, przychodzi szczęście i podąża za nim jak cień” oraz “Jesteśmy tym, co sobie myślimy. Wszystko, czym jesteśmy, wynika z naszych myśli. Naszym myślami tworzymy świat”. Einstein powiedział: “Świat, jaki stworzyliśmy, jest wynikiem naszego myślenia. Nie można go zmienić bez zmiany naszego myślenia”.

“Sekret” ma swoje wady i zalety.

sekret

Rhonda Byrne przypomniała ludziom o tym, jak potężną moc maja ich myśli. O tym, że nasze przekonania, codzienne nawyki, sposób myślenia mają ogromne znaczenie – kształtują całe nasze życie. I mogłoby się to wydawać oczywiste, gdyby nie fakt, że wyżej wymienione sentencje zostały w jej dziełach potraktowane DOSŁOWNIE. To znaczy, autorka przekonuje, że każda nawet najmniejsza myśl, która przyjdzie nam do głowy, może mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości. Wtedy, gdy myślom tym towarzyszą emocje. Albo wtedy, gdy myślimy o czymś długotrwale i wierzymy, że dojdzie do tego, czego pragniemy. Sekret Rhondy Byrne opowiada historie osób, które uświadomiły sobie istnienie prawa przyciągania i dzięki temu odmieniły swoje życie. Pokazuje, że dzięki świadomemu dobieraniu myśli i ukierunkowywaniu ich na swoje pragnienia w odpowiedni sposób, można osiągnąć w życiu wszystko – bogactwo, miłość, zdrowie, sukcesy.

Sekret może zniechęcić do siebie po pierwszych minutach z uwagi na sposób, w jaki autorka zdecydowała się przedstawić owo prawo. Atmosfera filmu, sposób wypowiedzi osób w nim występujących każe sądzić, że mamy do czynienia z jakimiś tajemniczymi mocami, które posiada nasz umysł, a o których istnieniu wiedzą tylko nieliczni. Odbiorca może mieć wrażenie, że mowa jest o jakiejś magii lub że tematyka filmu zahacza o pewnego rodzaju ezoterykę. Nie zrażaj się tym proszę. Pamiętaj, że nawet jeśli sposób przedstawienia informacji Ci nie pasuje, treści przedstawione w tym materiale mogą zmienić Twoje życie. Film Pani Rhondy jest dostępny na YouTube. Jeśli nigdy wcześniej go nie widziałeś polecam Ci go obejrzeć, a dopiero potem przeczytać dalszą część mojego wpisu: https://www.youtube.com/watch?v=SpLQxcDwh8Y

Sekret

Jeśli nigdy wcześniej nie słyszałeś o prawie przyciągania – poczytaj o nim.

stare książki w bibliotece

Na temat prawa przyciągania powstało bardzo wiele książek. Zanim powstał Sekret pisali o nim na przykład (bezpośrednio lub pośrednio):

  • Joseph Murphy “Potęga podświadomości”
  • Esher i Jerry Hicks “Proś, a będzie Ci dane”
  • Wallace Delois Wattles “Sekret spełnionego życia”
  • Neale Donald Walsch “Rozmowy z Bogiem”
  • Vadim Zeland “Transfering rzeczywistości”
  • Baird Spalding “Życie i nauki mistrzów Dalekiego Wschodu”.

Po opublikowaniu filmu i książki “Sekret” o mechanizmie prawa przyciągania pisali między innymi:

  • dr Joe Vitale “Prawo przyciągania. 5 prostych kroków do zdobycia bogactwa”, “Przebudź się!”, “Klucz do sekretu”
  • Tomek Kania “Prawo przyciągania”
  • Agnieszka Maciąg “Pełnia szczęścia”
  • dr Dawson Church “Myśli to materia. Szokujące odkrycia o tym, jak mózg tworzy materialną rzeczywistość”.
  • Ja – Urszula Falkowska, “Narzędzia Prawa Przyciągania”.

Moment w życiu, w którym obejrzałam “Sekret” i dowiedziałam się o prawie przyciągania.

dwa roboty

Na studiach jedna koleżanka zapytała mnie w jaki sposób zaliczam wszystko w pierwszym terminie nie ucząc się przy tym więcej niż inni. Rzeczywiście nie miałam większych problemów z zaliczeniem nawet najtrudniejszych przedmiotów. Studia zaczęło wraz ze mną 160 osób. W terminie (to znaczy po pięciu latach) tytuł magistra inżyniera obroniło chyba około 25. Nigdy nie uważałam się za zdolniejszą od innych. Na studiach poświęcałam dużo czasu na naukę, ale nie wydaje mi się, aby ten czas różnił się znacznie od czasu, jaki wkładali w przygotowania do zaliczeń inni studenci. Co odpowiedziałam koleżance? „Ja po prostu nie zakładam, że mogę nie zdać. Uczę się po to, aby zaliczyć. Innej możliwości nie zakładam. Z drugiej strony nie przykładam do zaliczenia zbyt dużej wagi. Jeśli się nie uda – trudno, to nie koniec świata. Jest drugi termin.” Sara, bo tak nazywała się tamta koleżanka, zadała mi wtedy pytanie – „O, widzę, ze oglądałaś Sekret”? Nigdy nie oglądałam takiego filmu. Sara powiedziała, żebym koniecznie to nadrobiła.

Film “Sekret”.

Po powrocie do domu (nie pamiętam, czy tego samego dnia, czy później) obejrzałam Sekret na YouTube. Mimo specyficznego klimatu filmu, Sekret zrobił na mnie duże wrażenie. I myślę, że Sara, choć nie ma o tym pojęcia (od czasu studiów nie mamy ze sobą kontaktu) w pewien sposób, nieodwracalnie odmieniła moje życie. Od razu wiedziałam, dlaczego poleciła mi obejrzeć ten film. Ludzie w nim występujący opowiadali dokładnie o tym, o czym powiedziałam Sarze w odpowiedzi na jej pytanie. Zdałam sobie sprawę, że w całym moim życiu wydarzyło się mnóstwo sytuacji świadczących o tym, że istnieje coś takiego jak prawo przyciągania. Wiedziałam, że “Sekret” mówił prawdę, choć nie całkowitą. Podświadomie zawsze wiedziałam, że moje myśli mogą wywoływać określone reakcje. Ten film tylko dobitnie mi to uświadomił.

Skąd wiedziałam, że to wszystko prawda? Dlaczego w trakcie oglądania poczułam skurcz w brzuchu, wewnętrzną radość? Nieuzasadnioną pewność, że wiedza, którą właśnie zdobyłam w ogromnym stopniu wpłynie na moje życie? Ponieważ całe moje dotychczasowe życie było idealnym przykładem na to, że prawo przyciągania istnieje.

Skąd wiedziałam, że “Sekret” mówi prawdę? Spełniające się prośby w dzieciństwie.

dłonie dziecka i dorosłego złączone palcami

Dorastałam w rodzinie niereligijnej. Większość moich rówieśników musiało co niedzielę uczęszczać do kościoła, ponieważ wymagali od nich tego rodzice. Ja chodziłam na mszę, bo chciałam. Dlaczego? Ponieważ byłam przekonana o tym, że Bóg istnieje. A że od dziecka ludziom wtłacza się do głowy przekonanie o tym, że wiara w Boga wymaga pewnych obowiązków względem Kościoła, robiłam to co wydawało mi się w tej kwestii właściwe. Skąd wiedziałam, że Bóg istnieje mimo, iż nikt we mnie tego przekonania nie wpoił? Dziecko w podstawówce raczej nie zadaje sobie pytań na temat istnienia życia po śmierci, powstania wszechświata, czy kwestii dobra i zła. Nie o to chodziło. Ja wiedziałam, że Bóg istnieje, ponieważ spełniał wszystkie moje prośby. A przynajmniej tak to sobie wtedy tłumaczyłam. Naprawdę wszystkie. Pamiętam, że wypracowałam sobie wtedy system wieczornej modlitwy, w której rozmawiałam z Bogiem jak z kumplem. Nie recytowałam przed snem paciorków, których sensu nie rozumiałam. Formuła mojej modlitwy miała następujący schemat:

  1. Dziękuję
  2. Przepraszam
  3. Proszę

System dziecięcej modlitwy.

Najpierw dziękowałam Bogu za wszystko co dla mnie robi. Za zdrowie, rodzinę, dobre oceny w szkole, za spełnienie wszystkich próśb, które do niego wcześniej kierowałam. Potem przepraszałam za wszystko, co w moim dziecięcym mniemaniu złego zrobiłam. Że źle o kimś pomyślałam, obgadywałam koleżanki, powiedziałam brzydkie słowo, byłam leniwa, pokłóciłam się z którąś z sióstr. Na koniec prosiłam o nowe rzeczy. Czasami ponawiałam wcześniejsze prośby, ale miałam ogólne przeświadczenie, że Boga nie trzeba o nic prosić dwa razy. Skoro jest mądry, wszechmogący i miłosierny to przecież powinna wystarczyć Mu jedna prośba. Wydawało mi się, że gdybym prosiła o coś powtórnie, to tak jakbym nie wierzyła, że Bóg może spełnić moja prośbę. Tak jakbym wątpiła w Boga. Każda kolejna prośba wydawała mi się zaprzeczeniem tego, że mam pewność, iż Bóg jest wszechmogący. Chyba, że wybierałby sobie, które prośby spełnić, a które nie.

Prośby do Boga.

modlące się dziecko

O co prosiłam Boga? O wszystko co przyszło mi do głowy. Świadectwo z czerwonym paskiem, dobre oceny, wygrane konkursy, o nowe ubrania, książki, dobre relacje z przyjaciółkami, zdrowie. O wszystko. Prosiłam nawet o to, żebym dostała dużo laurek i kwiatków na Walentynki, bo to bardzo miłe. I Bóg spełniał ZAWSZE każdą prośbę. Jak więc miałam w niego nie wierzyć?

Modliłam się najczęściej na leżąco, właściwie w dowolnej pozycji. Nigdy nawet nie przyszło mi do głowy, aby klęczeć podczas rozmowy z Bogiem. Po co? Na klęczkach miałby mnie wysłuchać, ale na leżąco już nie? I nie przyszło mi też do głowy, aby modlić się na głos. Skoro Bóg jest wszechmogący, to przecież mnie usłyszy. Zawsze jednak byłam pewna, że moje modlitwy zostaną wysłuchane. Modliłam się też w myślach w ciągu dnia, w wielu sytuacjach. Na przykład, gdy wiedziałam, że mama będzie martwić się, że wracam sama, późno, spóźniona (zawsze musiałam powiedzieć, o której wrócę) i do tego w burzę (mama boi się burzy) w drodze do domu mówiłam sobie – „Spraw żeby mama się nie martwiła. Dzięki”. I wtedy zastawałam mamę całkowicie spokojną. Gorzej, gdy zapomniałam się pomodlić, bo w danym dniu dużo myśli zaprzątało moją głowę.

Wiara i wdzięczność.

Prosiłam o coś Boga i miałam PEWNOŚĆ, że On mnie wysłucha. Ufałam, że wszystko w jakiś sposób samo się poukłada w taki sposób, abym dostała to, o co prosiłam. W końcu sprawę ogarniał sam Bóg. Czemu tym razem prośba miałaby się nie spełnić, skoro wszystkie, zawsze się spełniają? Czasami było mi nawet głupio, że ja dostaję od Boga tak wiele, a na ludzie na świecie cierpią: biedę, choroby, samotność. Dlatego właśnie wieczorną modlitwę zaczynałam zawsze od WDZIĘCZNOŚCI za wszystko co mam. W ten sposób dzięki modlitwom: nigdy nie chorowałam, poznałam swojego obecnego cudownego męża (w pierwszej klasie liceum), dostałam się na studia, wygrywałam liczne konkursy, miałam świetnych przyjaciół, podjęłam wiele ważnych decyzji.

Prawo przyciągania. Kto za nim stoi – Bóg czy mechanika kwantowa?

wzniesiona ręka modlitwa sekret przyciągania

Dlaczego od razu miałam pewność, że prawo przyciągania naprawdę istnieje i wszystko, o czym mówi Sekret to nie głupoty? Ponieważ wykorzystywałam to prawo przez całe swoje życie. Modląc się. Kierując strumień swoich myśli do Boga i otrzymując odpowiedź – realizacje prośby. Czy prawo przyciągania różni się czymś od zwykłej modlitwy kierowanej do Boga? To zależy w jaki sposób się modlisz. Czy masz pewność, że każda prośba zostanie zrealizowana. Czy modlisz się zgodnie z pewnym schematem.

Istnieje pewien mechanizm postępowania, a w zasadzie „myślenia”, bez którego nigdy nie otrzymamy tego, czego chcemy. Nie wykreujemy rzeczywistości, tak jak nam się podoba. Osobiście nadal wierzę w Boga (bardzo polecam Ci wpis: “Gdy wszystkie techniki prawa przyciągania nie działają”). Jednak zagłębiając się w tematykę prawa przyciągania, po wyćwiczeniu stosowania pewnych mechanizmów postępowania (o których stosowaniu piszę we wpisie: “Prawo przyciągania, mechanizm krok po kroku”) można zacząć się zastanawiać, czy Siła Wyższa rzeczywiście istnieje. Czy może mechanizmy, o których mowa to „czysta fizyka”? Osobiście kiedyś się nad tym zastanawiałam.

Bóg, mechanika kwantowa i prawo przyciągania.

Jeśli Ty również zastanawiasz się nad takimi sprawami to polecam Ci wpisy: “Mechanika kwantowa, czyli jak uzasadnić naukowo działanie prawa przyciągania” oraz “Dlaczego religie są szkodliwe? Czy Bóg istnieje?”. Moim celem nie jest jednak wpajanie nikomu wiary w Boga, a jedynie wyjaśnienie, w jaki sposób myśli mogą wpływać na rzeczywistość, która nas otacza. Bardzo nurtowało mnie, dlaczego mechanizm, który stosuję jest tak powtarzalny. Dlaczego przypomina to fizyczne oddziaływanie, coś co można wyćwiczyć. I co w ogóle oznacza słowo „Bóg”. Przecież nie faceta siedzącego na tronie w chmurach. Raczej rodzaj subtelnej energii, oddziaływania, siły przenikającej wszystko co istnieje. Wiedziałam, że Sekret mówi o prawie, które istnieje naprawdę, ponieważ stosowałam je tysiące razy w życiu. Choć nie miałam wtedy świadomości, że je stosuję. Jest jednak kilka nieścisłości, niedopowiedzeń w owym filmie. Jednak o tym przekonałam się dopiero później. Musiałam nauczyć się w sposób powtarzalny i pewny wykorzystywać prawo przyciągania.

Jedna z sytuacji z mojego życia, która pokazała mi, że prawo przyciągania istnieje.

obój

Opowiem jednej z sytuacji w moim życiu, która dała mi pewność, że prawo przyciągania istnieje. Była to konieczność rezygnacji ze szkoły muzycznej. Pod koniec liceum zastanawiałam się, czy kontynuować karierę muzyczną i iść na Akademię Muzyczną, czy przyłożyć się bardziej do matury i dostać się na medycynę. Muzykę uwielbiałam, ale wiedziałam, że chleba z tego nie będzie (tak mi się wtedy wydawało, tak mi powtarzano). Na medycynę nie do końca chciałam iść, mimo że wszyscy tego ode mnie oczekiwali. Czułam, że nie jest to moje powołanie. Już wtedy wiedziałam, że chciałabym w życiu pomagać ludziom, ale intuicyjnie czułam, że nie ciągnie mnie do bycia lekarzem. Chyba dlatego, że za bardzo przywiązuję się do ludzi. Wydawało mi się, że jako lekarka musiałabym podporządkować się „systemowi”, to znaczy traktować ludzi schematycznie, nie zżywać się z nimi za bardzo. Większość znanych mi wtedy lekarzy była mało empatyczna, bo studia nauczyły ich dystansu wobec pacjentów lub po prostu nie mieli czasu na empatię, bo tryb pracy zmienił ich w roboty. Oczywiście mówię o swoich odczuciach z tamtego okresu. Obecnie znam lekarzy o wielkich sercach i nie pasujących do powyższego opisu.

Boże, daj mi jakiś znak.

W każdym razie, nie wiedziałam, jaką drogę życiowa wybrać. Pomodliłam się wtedy – „Co mam zrobić? Niech będzie co ma być. Proszę daj mi jakiś znak co mam zrobić”. Co się wtedy stało? Z dnia na dzień coś porobiło mi się z układem oddechowym (grałam na oboju). Dmuchając w stroik zaczynałam się dusić, a powietrze ulatywało mi nosem. Nie mogłam zagrać do końca nawet najkrótszych utworów! Mama zabrała mnie wówczas do laryngologa, foniatry, alergologa i chyba jeszcze do kogoś. I nikt nie znalazł przyczyny problemu. Lekarze mówili, że może to być na przykład rozszczep podniebienia lub inna wada mechaniczna układu oddechowego, alergia. Przypuszczenia były różne, ale nic nie dało się zrobić. Dlatego musiałam zrezygnować ze szkoły muzycznej. Płakałam wtedy strasznie. 🙁 Na początku nie powiązałam tego jeszcze z prośba jaką wcześniej pokierowałam do Boga. Dopiero potem uświadomiłam sobie – „No tak, chciałaś znaku, to masz”. Najciekawsze jest to, że odpowiedz przyszła tak szybko i gwałtownie. Podczas gdy nigdy wcześniej nie miałam problemów z podniebieniem, alergii, ani nawet najmniejszych problemów z grą na oboju. Nigdy, żadnych. Do teraz nie wiem, co było przyczyną tego, że nie mogłam grać.

Wszystko potoczyło się samo.

Skupiłam się na maturze. Podświadomie wiedziałam, że nie chcę iść na medycynę. Jednak czułam ogromną presję z zewnątrz, ponieważ wszyscy najlepsi uczniowie wybierali właśnie ten kierunek. Nie wypadało nie chcieć iść na medycynę. Wszyscy mówili – „Dostaniesz się, kto jak nie ty?”. A ja się nie dostałam. Przynajmniej za pierwszym razem, bo większość osób próbuje kilkakrotnie. I odetchnęłam z ulgą. Pozostała decyzja, jakie studia wybrać? Może fizjoterapia? Mogłabym pomagać innym. Ale nie umiałam za dobrze pływać, a kolega opowiadał, że wymagają tego podczas rekrutacji. Rodzice doradzili mi Politechnikę. Studia „zamawiane”, ze stypendium dla najlepszych studentów, przyszłościowe – biotechnologia. Dostałam się.

Czy biotechnologia były to wymarzone studia? Nie. Jednak wtedy jeszcze nie wiedziałam, że powinnam była wybrać taki kierunek, który mnie najbardziej ciekawi, a nie taki, który wydaje się najbardziej prestiżowy. Studia skończyłam, wiele mi dały. Przede wszystkim umiejętność analitycznego myślenia i pewność, że mogę osiągnąć wszystko, jeśli tylko wierzę w siebie. Lecz drugi raz nie popełniłam tego samego błędu. Na studiach poznałam już Sekret i od tamtej pory wiedziałam już, że prawo przyciągania istnieje.

“Sekret” dał mi wiarę.

Wiedziałam, że mogę robić w życiu co tylko zechcę, ponieważ wierzę w siebie i starannie dobieram swoje myśli. Nauczyłam się je kontrolować. Myśleć pozytywnie. Nie wybrałam drogi życiowej takiej, jakiej ode mnie oczekiwano. Proponowano mi doktorat, program Erasmus. Już na magisterce napisałam dwie publikacje naukowe związane z nutrigenetyką. Wiedziałam też, że z doktoratem nie będę miała większych problemów. Odczuwałam ogromna presję z wielu stron. Ale już wtedy znałam mechanizm prawa przyciągania i wiedziałam, że jakąkolwiek inną drogę wybiorę – uda mi się. Dlaczego wybrałam masaż? To kolejna bardzo ciekawa historia.

Jak to się stało, że wybrałam masaż?

biblioteka z półkami do nieba książka sekret

Po studiach na Politechnice jedyne czego byłam pewna to tego, że nie chcę pracować w zawodzie. Nie chciałam całego życia spędzić w laboratorium, wdychając toksyczne opary związków chemicznych, za najniższą krajową i na śmieciowej umowie (bo takie miałam doświadczenia po stażu w jednej ze znanych firm). Wiedziałam, że gdybym tylko chciała, mogę znaleźć fajną pracę w biotechnologii, mogę osiągnąć wiele. Tylko, że czułam, że nie jest to moje powołanie. Chciałam pomagać ludziom. Pragnęłam mieć pracę, w której nie ma rutyny, ciekawą, w której łatwo o własną działalność. Taką, w której ciągle poznaję nowe osoby.

Zrobiłam sobie na papierze listę cech, które powinna posiadać moja idealna praca. Bardzo szybko znalazłam pracę, która spełniała wszystkie wymagania z listy. Zostałam dietetykiem. Pozwalało mi na nią wykształcenie związane z naukami o żywności. Nie była to praca moich marzeń, ale lubiłam ją. Tak jak wspomniałam, spełniała wszystkie wymogi, jakich oczekiwałam od mojej pierwszej pracy. Ciągle jednak szukałam jeszcze swojego powołania. Wtedy jeszcze nie znałam dokładnie mechanizmu prawa przyciągania. Sekret zawiera wiele błędów. Musiałam posiłkować się raczej własnym doświadczeniem. Nie wiedziałam, jak dokładnie działa prawo przyciągania, ale miałam pewność, że istnieje.

Poprowadziła mnie pewna siła. Musiałam tylko odpuścić.

Poprosiłam o pomoc Boga. Płakałam, modliłam się. Powiedziałam Mu o tym, ze nie wiem co mam robić. Nie miałam pomysłu na siebie. Nie wiedziałam jaką drogę wybrać. I czy nie robiłam największego błędu swojego życia porzucając biotechnologię (choć podświadomie czułam, że nie). Powiedziałam: “Boże, ogarnij to proszę. Ja nie wiem, co mam robić. Jakoś mnie poprowadź”. W życiu nie pomyślałabym, że zostanę masażystką. Nie przyszło mi to do głowy ani w dzieciństwie, ani na studiach. Nie wpadłabym na to też rozważając: “Co by tu fajnego zacząć robić?” albo “W czym jestem dobra, jakie mam talenty? Powinnam robić to co lubię”. Uważam, że drogę tą pokazał mi Bóg w odpowiedzi na moją modlitwę. Jakaś siła poprowadziła mnie w bardzo sprytny sposób. Odpowiedzi na nasze pytania, drogowskazy, które prowadzą do ścieżek naszego przeznaczenia znajdują się najczęściej w najbardziej nieoczekiwanych miejscach i przychodzą w najbardziej nieoczekiwanych chwilach.

W jaki sposób przyszła do mnie odpowiedź?

Odpowiedź na pytanie dotyczącego mojego powołania znalazłam w bibliotece i na Facebooku. Często, gdy idę do biblioteki nie zastanawiam się wcześniej, co wypożyczę. Szukam książki, która mnie w jakiś sposób do siebie przyciągnie: okładką, opisem, tytułem albo niczym szczególnym, po prostu mój wzrok się na niej zatrzyma. I z tysięcy książek w bibliotece natknęłam się na zwykłą babską powieść „Opowieści ze studia jogi”. Zwykle nie czytam tego typu książek, ale coś mnie do niej przyciągnęło.

Przyjaciółka głównej bohaterki tej książki była masażystką. Pomyślałam sobie wtedy – „Jaka cudowna praca. Przychodzą do Ciebie uśmiechnięci ludzie, a wychodzą jeszcze bardziej uśmiechnięci. Pomagasz im się zrelaksować, poczuć się dobrze, ograniczyć ból fizyczny i psychiczny. Możesz pracować na własny rachunek. Wolny zawód, w którym pracujesz kiedy chcesz i ile chcesz. Cały dzień słuchasz relaksującej muzyki i wąchasz olejki eteryczne. Niczym się nie stresujesz”. I tyle. Przeczytałam, powieść jak powieść, dość przeciętna – więcej o niej nie myślałam. I w ogóle nie myślałam o zostaniu masażystką, serio! To była tylko luźna dygresja, krótka myśl zaistniała w głowie. Nie szukałam informacji w internecie na tematy związane z tym zawodem. Nie myślałam o przekwalifikowaniu, o zupełnie nowym zawodzie. Choć cały czas byłam otwarta na różne inspiracje od losu.

Wybrałam więc masaż 🙂

Jakiś czas później na Facebooku wyświetlała mi się reklama Studium Pracowników Medycznych i Społecznych w Kościerzynie. Dwuletnia szkoła masażu, zajęcia co weekend, darmowa, kształcenie kończy egzamin państwowy i otrzymanie uprawnień do wykonywania zawodu masażysty. Dla najlepszych studentów istniała możliwość wyjazdu na staż do Hiszpanii. Pomyślałam sobie wtedy – „No fajnie, może bym się zapisała, tylko szkoda, że w Kościerzynie, a nie w Gdańsku”. Mimo, że nie kliknęłam tej reklamy to potem cały czas, chyba przez tydzień wyświetlała mi się na tablicy. W końcu weszłam na stronę szkoły. Niespodzianka – oddział szkoły znajduje się też w Gdańsku. Postanowiłam, że się zapiszę. Nie myślałam wtedy na poważnie o zostaniu masażystką. Stwierdziłam po prostu, że skoro mam w pracy wolne weekendy, to dlaczego nie nauczyć się czegoś nowego i ciekawego. Czułam wewnętrznie, że chodzenie do tej szkoły to będzie czysta przyjemność, pewnego rodzaju przygoda. I tak właśnie było.

Moje powołanie.

W trakcie studium odkryłam świat masażu i całkowicie przepadłam. Byłam kilkakrotnie na Festiwalu Masażu, Festiwalu Świadomej Pracy z ciałem, odbywałam różne praktyki i kursy. Odkryłam, że oprócz masaży leczniczych, tych, o których uczyli nas w szkole, istnieją też inne, starsze odmiany tej sztuki. Poznałam masaże orientalne, wywodzące się z różnych zakątków świata. Poznałam medytację, świadomy oddech i jogę. I wiedziałam, że to moja droga. Poczułam, że to moje powołanie. Skąd wiedziałam, że się uda? Że warto przewrócić swoje życie do góry nogami i zacząć wszystko od nowa? Już wtedy wiedziałam, że wszystko zależy ode mnie, a nie od żadnych zewnętrznych czynników. I we wszystkim prowadzi mnie pewna Siła.

Inne dowody na istnienie prawa przyciągania z mojego życia.

szczęśliwa kobieta poznała sekret prawa przyciągania

Inne dowody na istnienie mechanizmu „przyciągania”? Po tym, jak poznałam Sekret zaczęłam eksperymentować. Sprawdzać, co uda mi się przyciągnąć, a czego nie. Wyciągałam wnioski, uczyłam się wykorzystywania prawa przyciągania w sposób powtarzalny.

Stypendia, dobrze płatne staże na studiach – udawało się. Wygrane w konkursach, pieniądze napływające z różnych źródeł, szybkie rozwiązywanie problemów, podróże, spontaniczna decyzja o pracy w Anglii jeszcze w trakcie studiów – do tego wszystkiego udało mi się doprowadzić świadomie. Ktoś może powiedzieć, że nie ma w tym niczego spektakularnego. Zwykłe szczęście, połączone z pozytywnym nastawieniem i otwartością na zmiany. Podam ciekawsze przykłady. Wspominałam o stażu w Hiszpanii – dostałam się. Wygrałam wycieczkę na Cypr o wartości 5tysięcy złotych. Kurs masaży Orientalnych i Ajurdedyjskich o wartości 6 tysięcy złotych – odbyłam go za darmo.

Wielokrotnie wygrywałam w grach losowych. Kolacje w drogich restauracjach, kosmetyki – takie konkursy chciałam wygrywać (i wygrywałam) po to, aby przekonać się o tym, jak działa prawo przyciągania. Wymarzony ślub, samochód, kolejne mieszkania – dokładnie takie jak chciałam (na razie wynajmowane, własne niedługo). Koncert Davida Gilmoura (w pierwszym rzędzie, staliśmy z mężem naprzeciwko tego wielkiego muzyka. Bilety dostaliśmy za bardzo małe pieniądze). Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam chora, nawet przeziębiona. Udało mi się „naprawić” problemy z cerą, mam gęstsze włosy i dłuższe rzęsy. I oczywiście założenie działalności, fajne zarobki, satysfakcja zawodowa 🙂

Sekret prawa przyciągania a relacje z innymi osobami.

splecione dłonie dwa serca

Co jeszcze udało mi się odmienić za pomocą kontrolowania swoich myśli? Nieprzyjemne relacje z niektórymi osobami. Udało mi się je naprawić w bardzo łatwy sposób. Zmieniając swoje myślenie na ich temat. Zauważając, że problem zawsze jest we mnie, w moim postrzeganiu rzeczywistości, a nie w nich. Wystarczyło, że przestałam oceniać innych. Szukać w każdym tego, co najlepsze. Zdawać sobie sprawę, że każdy człowiek posiada traumy i wpojone od najmłodszych lat przekonania na różne tematy, które wpływają na jego postępowanie w danej sytuacji.

Nauczyłam się pewnej „sztuczki” Za każdym razem kiedy ktoś mnie denerwował, starałam się patrzeć na niego tak, jakbym patrzyła na małe dziecko. Nie oceniając, z pewnego rodzaju troską, cierpliwością i zrozumieniem. My wszyscy głęboko w środku mamy w sobie coś z małych dzieci. Każdy z nas chce być po prostu szczęśliwy. Jedyne co nas różni to sposoby, dzięki którym do tego szczęścia dochodzimy, albo raczej dzięki którym uświadamiamy sobie, na czym prawdziwe szczęście polega. Dlaczego te drogi są różne? Ponieważ nasze doświadczenia życiowe są różne. Nasza osobowość i opinie na konkretne tematy ukształtowały się poprzez odmienne przekonania przekazywane nam przez rodziców, nauczycieli, media, znajomych. Każdy ma prawo być inny. Tylko od nas samych zależy, jak będą układać się nasze relacje z poszczególnymi ludźmi. Musimy tylko uszanować ich opinie i poskromić nasze własne ego. Jedno z moich ulubionych powiedzonek, które gdzieś kiedyś przeczytałam lub usłyszałam brzmi: „Co wolisz – mieć rację czy być szczęśliwy?

“Sekret” to nie bzdura 🙂

stary rower antyki wspomnienia

Wymieniłam z grubsza tylko ciekawsze „przyciągnięcia”. Mniej spektakularne zdarzenia dzieją się oczywiście w moim życiu co chwilę. Cały czas. Na przykład, nie chcę się spóźnić, chociaż wszystko wskazuje na to, że do tego dojdzie. Zdaję sobie sprawę z sytuacji, uspokajam się, uruchamiam myśli, które sprawią, że się nie spóźnię. Jestem na czas. Inne przykłady. Nowi klienci. Nowe, niespodziewane pomysły. Sukienka o konkretnym kroju i kolorze. Ktoś przeprasza mnie za swoje zachowanie, chociaż był przekonany o swojej racji. Promocja na masło orzechowe. Piękna pogoda (to akurat dość spektakularne – wszystkie wycieczki planujemy z wyprzedzeniem, nawet w Tatry. Mąż wie, że jak chcę gdzieś jechać to na 100% będzie ładnie). Ktoś przepuszcza mnie w gigantycznej kolejce. Jestem całkowicie zdrowa, mimo że wszystkie osoby dookoła mnie są przeziębione. Ostatnio wygrałam w konkursie internetowym zestaw wegańskich maseczek do twarzy. Przyciągam wszystko. Tysiące drobnych rzeczy, które dzieją się w moim życiu z moją PEŁNĄ ŚWIADOMOŚCIĄ. Dzieją się, ponieważ nauczyłam się stosować w sposób powtarzalny prawo przyciągania. Serio, “Sekret” to ni bzdury 🙂 Zajrzyj jeszcze do wpisu: “Prawo przyciągania w praktyce”.

Możesz myśleć, że “Sekret” to bzdury.

cienie ludzi na wzgórzu miłość sekret szczęścia

Tak jak mówiłam, możesz mi uwierzyć i czytać mojego bloga 🙂 Nauczyć się mechanizmu, dzięki któremu będziesz potrafił robić dokładnie to samo, co ja. Możesz też stwierdzić, ze to wszystko bzdury. Nie istnieje niestety urządzenie, które zweryfikowałoby to, że mówię prawdę. Jakiś zaawansowany elektroencefalograf, który zapisywałby w czasie rzeczywistym wszystkie moje myśli, weryfikowałby ich powtarzalność i natężenie emocji, które tym myślom towarzyszą (a później obserwowałoby się odzwierciedlenie tych myśli w rzeczywistości). W takim przypadku, nie będę namawiać cię na dalsze czytanie. Twoje doświadczenia życiowe, przekonania, które są zakorzenione w twoim umyśle widocznie każą Ci mieć swoje zdanie na temat prawa przyciągania. Ja to szanuję. Tak jak szanuję zdanie i indywidualne doświadczenie każdego człowieka.

Polecaj “Sekret” tylko tym, którzy są na to gotowi.

Z doświadczenia wiem, że nie wszystkich przekonam do swoich racji. Kiedy odkryłam prawo przyciągania myślałam, że każdy komu o nim opowiem, tak jak ja poczuje, że to wszystko ma sens. Z czasem zdecydowałam, że nie będę opowiadać o moich odkryciach nikomu, chyba że poczuję, że mam do czynienia z osobą, która jest już zaznajomiona z tematem lub otwarta na rozwój osobisty. Po prostu zdałam sobie sprawę, że nie każdy jest gotowy na uświadomienie sobie, iż sam odpowiada za wszystko co dzieje się w jego życiu. I nie ma żadnych zewnętrznych przyczyn, które warunkowałyby nasz los (pewnie zadajesz sobie teraz pytanie – a co z dziećmi z bardzo ubogich rodzin, co z nieuleczalnie chorymi od urodzenia – zajrzyj do wpisu: “Przyciągamy do siebie choroby.” oraz “Jaki jest sens życia”).

Stwierdziłam, że jeśli ktoś jest gotowy i w pewien sposób dojrzały do tego, aby mieć wpływ na swoją rzeczywistość, to prędzej czy później natknie się na filmy, książki, materiały, ludzi, dzięki którym stopniowo dojdzie do tego wszystkiego co ja. Tak jak wspominałam wcześniej, mi uwierzyć było być może łatwiej, ze względu na doświadczenia, które zbierałam przez całe życie. Po prostu od zawsze intuicyjnie wiedziałam, że myśli należy kontrolować, a wszystkie życzenia i prośby do Boga formułować ostrożnie, ponieważ z całą pewnością się spełnią.

Jeśli tutaj trafiłeś, to znaczy, że tak miało być 🙂

Dlaczego zdecydowałam się mimo wszystko opowiedzieć o prawie przyciągania, mimo że zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy zgodzą się z moimi opiniami? Ponieważ wiem, że mojego bloga przeczyta wiele osób, które tego potrzebują. Nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny. Jeśli trafiłeś na ten wpis to znaczy, że go do siebie przyciągnąłeś. Świadomie lub nie. Wiem, że pomogę ogromnej ilości osób odmienić swoje życie. Czy boję się krytyki? Nie. Nie dopuszczam do siebie myśli o krytyce. A nawet, gdyby moje wpisy z krytyką się spotkały to nieprzychylne opinie, w żaden sposób mnie nie dotkną. Dlaczego? Ponieważ szanuję zdanie innych osób. Nikomu nie wciskam nic na siłę i nie oczekuję, że wszyscy mi uwierzą. Każdy ma „swoją prawdę”, opartą na własnych doświadczeniach, traumach i przekonaniach. Krytykowanie innych jest tylko próbą dowartościowania się, podbudowania swojego ego. Tylko dzięki uciszeniu głosu w głowie, który każe nam oceniać wszystko i wszystkich możemy skupić się na tym, co nieuchronnie prowadzi do poczucia szczęścia i radości w sercu. Poczucia spokoju.

Reasumując, prawo przyciągania działa, natomiast Sekret to nie bzdury, jak sądzą niektórzy.

Pozdrawiam ciepło i zachęcam do śledzenia bloga oraz zakupu mojej książki, Ula 🙂

komentarzy 12

  • Monika

    Bardzo ciekawe spostrzeżenia, ciekawe treści a nie tylko puste formułki . Na pewno zostanę tu na dłużej . Bardzo dziekuje , ze dzielisz sie z ludźmi swoją wiedza?Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy ?

      • Michał

        Jeszcze niedawno czułem się znakomicie, czułem podwyższona wibrację, akceptację i miłość do świata. Ale myśli z przeszłości zaczęły się o siebie upominać, urażone ego, obwinianie siebie samego i kogoś kto bardzo mnie skrzywdził. Nawet obrzydzenie do siebie samego, jak mogłem być tak głupi, naiwny… Przez ostatnie dwa miesiące balansowałem na granicy depresji, ciężko było mi się odciąć od tych cieni z przeszłości, zaakceptować je. Cienie zaczęły się rozrastać, bo ja wciąż karmiłem je swoimi myślami rozmyślając o nich coraz więcej, mimo że tak naprawdę wcale nie chciałem o nich myśleć. Wpadłem w jakieś błędne koło… Nie mogłem spać, straciłem apetyt. Straciłem na wadze prawie osiem kilogramów. Natarczywe myśli same pojawiały się w mojej głowie. Wczoraj jednak przeczytałem ten wpis ponownie, po długiej przerwie i znów pojawiło się światełko w tunelu. Znów poczułem się lepiej. Zdecydowanie muszę tu zaglądać częściej, gdy przychodzą cięższe chwile. I tutaj Ula mam pytanie do Ciebie, Czy istnieją jeszcze jakieś metody by skutecznie poradzić sobie ze świeżymi traumami, bolesnymi doświadczeniami i krzywdami? Myślami które potrafią zatruć życie, zdając się rosnąć i przybierać na sile. Jak odpuścić ten żal do kogoś i samego siebie? Pozdrawiam serdecznie.

        • Urszula Falkowska

          Myślę, że potrzeba po prostu czasu. Skoro traumy i przykre myśli wracają, to znaczy, że masz coś jeszcze do przepracowania. Musisz wybaczyć i sobie i tej osobie, która Cię skrzywdziła. Ale tak szczerze wybaczyć. Pomysł o tej o sobie inaczej – nie jak o kimś, kto Cię skrzywdził i postąpił źle, ale jak o kimś, kto sam kiedyś został skrzywdzony. Wiem, że to bardzo trudne. Trudno jest współczuć komuś, kto nas skrzywdził. Też miałam taką sytuację, że zrobiłam coś, czego potem bardzo zalowalam. Wiesz, co mi pomogło, gdy nawracały okropne myśli? Przebaczyłam sobie.

          Zobacz w tej osobie skrzywdzone dziecko, postaraj się współczuć jej, że jest tak pogubioną osobą.
          I przede wszystkim wybacz sobie. I daj sobie czas. Takie traumatyczne wydarzenia są najczęściej początkiem czegoś dobrego. Pomagają nam coś ważnego zrozumieć, zmienić się, rozwinąć się duchowo. Kiedyś podziękujesz tej osobie za to, że dzięki niej rozwinąłeś się tak bardzo.
          Możesz też spróbować wejść w głęboką medytację i postarać się skierować piękne uczucia w stronę tej osoby. Przebaczenie, miłość i wdzięczność. Ale to wymaga naprawdę głębokiej medytacji. Spróbuj. Pozdrawiam 🙂

          • Michał

            Już mi się kilka razy udało, właśnie współczuć, spojrzeć szerzej. Wybaczyć. I wtedy poczułem błogość, lekkość na sercu. Ale negatywne myśli zaczęły powracać. Chociaż, skoro udało mi się spojrzeć szerzej już wcześniej, uda się i tym razem. Może skupie teraz cała uwagę na innych sprawach, na sobie, a kiedy temat nieco ostygnie, wtedy będzie łatwiej zmienić przekonanie i sposób w jaki postrzegamy te wydarzenia. dziękuję za błyskawiczną i inpirującą odpowiedź 🙂 wszystkiego dobrego

  • Iwona

    Witam, dziękuję za możliwość głębszego zrozumienia ,,sekretu,, jestem na początku swojej drogi z nim ale już doświadczyłam małe ślady tego że Bóg jest ze mną. Pozdrawiam

  • Sylwia

    Ojej…jak cudnie,że Cię odnalazłam…a i owszem szukałam…przesyłam dużo ciepła…cudownie,że się dzielisz tym wszystkim 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.