Duchowość,  Prawo przyciągania,  Szczęście

Czy Jezus był buddystą?

Uważam, że Jezus był niesamowitym facetem. Całkowicie przerastał swoją epokę. Próbował wytłumaczyć innym ludziom wiele prawd, do których ówczesne społeczeństwo jeszcze nie dojrzało. Mało tego, po ponad 2 tysiącach lat mało kto tak naprawdę prawidłowo interpretuje jego nauki. Jezus był mistrzem prawa przyciągania. Mistrzem bycia Tu i Teraz oraz mistrzem bezinteresownej miłości. Wiedział, czym jest równowaga między ascezą (medytacją i łącznością z Bogiem), a normalnym życiem. Istnieje wiele teorii, według których Jezus opierał swoje nauki na buddyzmie. Niektórzy uważają, że był on wcieleniem bodhisattwy. Uważa się go za człowieka oświeconego. Religia chrześcijańska przekonuje, że był on Synem Bożym. Ja również uważam, że nim był. Wiesz dlaczego? Bo wszyscy mamy w sobie cząstkę Boga. Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. Jezus był po prostu jedną z nielicznych osób w dziejach świata, które odważyły się mówić o tym głośno.

Czy Jezus naprawdę istniał?

Co do istnienia Jezusa historycy nie mają wątpliwości. Fakt ten potwierdza wiele dokumentów zarówno chrześcijańskich, jak i niechrześcijańskich. Środowisko naukowe zgadza się bezwzględnie co do dwóch wydarzeń z jego życia: chrztu udzielonego przez Jana Chrzciciela i skazania na śmierć przez Poncjusza Piłata. Uznane za prawdziwe są również wydarzenia takie jak powołanie apostołów i konflikt z faryzeuszami w świątyni (choć tutaj spotykamy się już z polemiką ze strony badaczy).

Kim według badaczy był Jezus?

Historycy ustalili kilka wersji tego, kim tak naprawdę mógł być Jezus: prorok apokaliptyczny, charyzmatyczny nauczyciel, filozof-cynik, żydowski mesjasz, prorok zmiany społecznej.

Według niektórych był prorokiem apokaliptycznym, który miał na celu przygotować Żydów na apokalipsę. Inni uważają go za charyzmatycznego uzdrowiciela – pobożnego mistyka i wizjonera. Jako filozof-cynik miałby być całkowicie wolnym, nieposiadającym niczego człowiekiem. Mędrcem chcącym obalić system hierarchii społecznej. Wielu badaczy przypisuje mu rolę żydowskiego mesjasza, który miał obwieścić Żydom początek lepszego świata. Niektórzy zakładają też, że był prorokiem zmiany społecznej (obalenie hierarchii społecznej), ale niemającym nic wspólnego z apokalipsą.

Jezus w Biblii.

W Polsce religii uczymy się przez cały okres edukacji do osiągnięcia pełnoletniości, kiedy to sami możemy zdecydować, czy chcemy uczyć się na temat religii katolickiej. Z tego powodu chyba każdy Polak wie, kim był Jezus według tego, co głosi Biblia. Uczymy się cudzej interpretacji Biblii, natomiast nie uczy się nas samodzielnego myślenia. Do tego jednak przejdziemy za chwilę. Co mówi Nowy Testament o Jezusie? Opowiada o jego narodzinach i okresie przed nimi (zwiastowanie Marii narodzin syna, poszukiwanie odpowiedniego miejsca do narodzin itd). Wiadomo co działo się wkrótce po tym, jak urodził się Jezus (m. in. odwiedziny trzech mędrców ze wschodu). Jest też krótki fragment dotyczący dwunastoletniego Jezusa. O okresie między 12 a 29 rokiem życia Jezusa ewangelie milczą. Później możemy przeczytać o jego nauczaniu, które trwało 3 lata. Nauczanie to dotyczyło miłości względem bliźnich oraz tego, że wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi. Możemy dostać od Boga wszystko, jeśli tylko nasza wiara jest dostatecznie silna. Jezusowi nie podobał się też system hierarchii społecznej, który obowiązywał wówczas w Jerozolimie. Jego nauczanie nie podobało się rządzącym, dlatego postanowili się go pozbyć. Skazali go na śmierć na krzyżu. Po śmierci Jezus zmartwychwstał i obiecał uczniom, którzy go ujrzeli, że jeszcze do nich wróci.

Czy Jezus był buddyjskim mnichem?

Co Jezus robił między 12 a 29 rokiem życia? Słyszałeś kiedyś o teorii, że uczył się wtedy nauk buddyjskich pod okiem tybetańskich mnichów? Ja spotkałam się z tą teorią wielokrotnie, z różnych źródeł. Na różnych etapach mojego życia. Nie wiem, czy jest w tym ziarno prawdy. Myślę jednak, że teorie te stanowią doskonałe uzupełnienie brakujących fragmentów Biblii. Myślę również, że doskonale wyjaśniałyby skąd w Jerozolimie 2 tysiące lat temu wziął się facet, który medytował, pościł, czynił cuda (w tym uzdrawiał chorych i wskrzeszał zmarłych!) i potrafił przewidzieć, co dokładnie czeka go w przyszłości. Mówił o miłości do bliźnich i szacunku względem osób, do których nikt go nie miał (prostytutka, trędowaty, itp).

Christopher Moore “Baranek”.

Na teorię głoszącą, że Jezus był buddyjskim mnichem natknęłam się kiedyś w przezabawnej książce Christopher’a Moor’a “Baranek”. Czytałam ją w gimnazjum, jest to powieść humorystyczna, więc oczywiście nie potraktowałam jej wtedy na poważnie. Fabuła książki opowiada o tym, że Szef Zaświatów (czyli Bóg 🙂 ) postanawia dać ludziom piątego ewangelistę, aby mogli się dowiedzieć, co Jezus robił zanim zdecydował się na publiczne “wystąpienia”. Ewangelia według Biffa, czyli kumpla Jezusa z dzieciństwa wskazuje, że pojechał on na Daleki Wschód, aby szkolić się na Mesjasza. Moore w swoich książkach nie kpi z żadnej religii, po prostu w ironiczny i groteskowy sposób przedstawia podejście ludzi do wielu spraw. Opowiada o “rzeczach ostatecznych” – śmierci i apokalipsie w sposób pozbawiony zbytniej powagi i podniosłości. Śmieje się raczej ze sposobu, w jaki ludzie traktują religie – tzn. śmiertelnie poważnie. Po przeczytaniu “Baranka” zaczęłam się zastanawiać, skąd autor czerpał inspiracje do napisania tak świetnej książki. Czy sam wymyślił motyw z Jezusem-buddystą? Czy może istnieją jakieś historyczne przesłanki, świadczące o tym, że Jezus rzeczywiście pobierał nauki u mnichów z Dalekiego Wschodu?

Baird T. Spalding “Życie i nauki Mistrzów Dalekiego Wschodu”

Kilka lat temu przeczytałam pierwszy z pięciu tomów książki Spalding’a “Życie i nauki Mistrzów Dalekiego Wschodu”. Bardzo trudno się ją czytało ze względu na język jakim posługiwał się autor. Zdarzało mi się zasnąć. Jednak warto przebrnąć przez tą skomplikowaną powieść historyczną. Książka opowiada o tym, jak w 1894 roku jedenastu amerykańskich uczonych zorganizowało bez rozgłosu medialnego specjalną wyprawę do Indii, Tybetu i Chin, w celu przeprowadzenia badań nad niezwykłymi osiągnięciami tamtejszych Mistrzów (wtajemniczonych, mistrzów jogi, fakirów, cudotwórców), których oficjalna nauka traktowała jak oszustów. Badacze spędzili na Dalekim Wschodzie kilka lat. W naukowy i bezsporny sposób badali dokonania owych Mistrzów, będąc z nimi w ścisłych i osobistych kontaktach. Członkowie ekspedycji dostąpili zaszczytu poznania wielu dokumentów nie znanych na Zachodzie. Dotyczyły one historii naszej planety i dawnych cywilizacji. Działania te miały na celu przygotowanie ludzkości do wchodzenia w nadchodzącą erę. W owej powieści historycznej imię Jezusa jest wspominane wielokrotnie. Mówi się o nim jako o “Mistrzu Jezusie”, który podobnie jak inni Mistrzowie był oświecony i potrafił czynić cuda. Wspominana jest też Maria – matka Jezusa. Postaci te przedstawione są jako pełne miłości, spokoju i wiedzy absolutnej.

Dokument BBC “Jesus was a Buddhist Monk” oraz książka Notowicza “Nieznane życie Jezusa Chrystusa”.

Polecam Ci obejrzeć bardzo ciekawy dokument BBC rozprawiający na temat tego, czy Jezus był buddyjskim mnichem. Obejrzysz go tutaj. Główne tematy, które porusza to narodziny Jezusa, lata pominięte w Biblii, ukrzyżowanie, zmartwychwstanie oraz wydarzenia, które miały po nim miejsce. Jednak opowieści o buddyjskim wychowaniu Chrystusa to nie wymysł XXI wieku. Hipotezy dotyczące życia Jezusa wśród mnichów buddyjskich pojawiły się wraz z wydaniem książki w 1894 roku przez rosyjskiego podróżnika i badacza Nikołaja Notowicza, pt. “La Vie onnue de Jésus-Christ” (Nieznane życie Jezusa Chrystusa). Jakie dowody wysuwają oba te materiały (film i książka)?

Narodziny Jezusa – obecność Trzech Mędrców ze Wschodu.

Zaczynając od narodzin Chrystusa – kim byli Trzej Królowie, którzy przybyli ze Wschodu? Skąd mędrcy z Dalekiego Wschodu wiedzieli, że w Jerozolimie urodzi się chłopiec, który zmieni oblicze świata? Czy byli to buddyjscy mnisi, którzy wiedzieli, że narodzi się nowe wcielenie Buddy? W buddyzmie jest tradycja mówiąca o tym, że po śmierci każdego Lamy starsi mnisi rozpoczynają poszukiwania jego nowej inkarnacji. Informacje o jego narodzinach odczytują z gwiazd, a następnie ruszają w podróż, aby spotkać wybrańca. Nicolas Notoviwicz hipotezę taką wysunął na podstawie odkryć, których dokonał podczas podróży w Himalaje. W jednym z buddyjskich klasztorów w miejscowości Ladak, znalazł on starożytne pisma, opowiadające o życiu świętego Issy – rzekomego odpowiednika Jezusa. Notowicz przetłumaczył manuskrypt mówiący o boskim dziecku narodzonym w ubogiej rodzinie w Palestynie. Dokładnie w czasie przypadającym na narodziny Jezusa. Dziecko miało dotrzeć od klasztoru w Himalajach w wieku 14 lat i przez kolejne lata uczyć się zasad filozofii buddyjskiej pod okiem mnichów. Następnie wrócić do Jerozolimy w wieku 29 lat.

Edukacja Jezusa.

Manuskrypt znaleziony przez Notiwicza (“Żywot świętego Issy”) opowiada między innymi o okresie, w którym Jezus pobierał nauki na Wschodzie. Po przybyciu do Indii miał on stać się jednym z buddów. W Indiach panował jednak system kastowy (i nadal panuje), co nie podobało się Jezusowi. Zabronione było nauczanie niższych kast (chorych, ubogich itd.), z czym nie zgadzał się Issa. Z tego powodu popadł w konflikt z braminami (należącymi do najwyższej kasty). Opuścił klasztor i udał się do Kapilawastu (dzisiejsza Lumbinia), miejsca narodzin Buddy w Nepalu, gdzie studiował buddyzm. Potem udał się do Lhasy w Tybecie na pięć lat, następnie podróżował do Grecji i Egiptu, a potem (w wieku 25 lat) wyjechał do Heliopolis i studiował przez kolejnych kilka lat. W wieku 29 lat powrócił do Palestyny.

Nauczanie Jezusa.

Cechy wspólne nauk Jezusa i Buddy.

Omówiłam narodziny i edukację Jezusa. Teraz przechodzimy do jego nauczania. Gdy prześledzisz prawdy, które głosili obaj oświeceni Panowie okazuje się, że mówili dokładnie o tym samym!

Czy Jezus i Budda uważali się za Boga?

Czego uczy Jezus po powrocie do Galilei? Jego nauki, bardzo przypominają mądrości wygłaszane pięć wieków wcześniej przez Buddę. Co prawda Budda nigdy nie odwoływał się do Boga, natomiast Jezus nazywał się Synem Bożym. Słowa nie zawsze ujmują jednak wszystko to, co chcemy przekazać. “Bóg” to tylko słowo, pewna personifikacja. Nikt rozsądny nie myśli przecież o Bogu jako o kolesiu siedzącym na tronie w niebie. Dalajlama XIV powiedział, że jeśli Bóg jest miłością, to wierzy w Boga. Buddyzm to filozofia człowieka i rzeczywistości, nie stawiająca na piedestale nikogo na kształt człowieka. Co prawda Buddyści modlą się obecnie do wizerunku Buddy, on jednak nigdy do tego nie nawoływał. Przyjrzyjmy się jednak dokładnie temu, co głosił Jezus. Mówił – “Wszyscy jesteśmy Dziećmi Bożymi”. Nigdy nie kazał jednak nikomu czcić jego samego. Mówił o miłości do Boga i do innych ludzi. Nie wywyższał się. Mało tego – szanował wszystkich ludzi, nawet tych najbiedniejszych. Tych, którymi inni gardzili. Nie oceniał, wszystkich traktował na równi. Łącznie z celnikiem Mateuszem, urzędnikiem, którego z kolei biedni nie lubili. On mył nawet stopy swoim uczniom! Czy rzeczywiście zatem uważał się za lepszego od innych? Kogoś przed kim trzeba klęczeć?

Asceza i medytacja kontra korzystanie z uciech życia.

Oprócz częstego przebywania w towarzystwie zwykłych ludzi, w życiorysach zarówno Jezusa, jak i Buddy znajdujemy również inne cechy wspólne. Na przykład oddanie się ascezie i medytacji. Budda wyrzekł się normalnego życia i postanowił szukać duchowego oświecania w ascezie. Umartwiał się, pościł, odmawiał sobie wszystkiego. Z czasem doszedł do wniosku, że to bez sensu. Postanowił usiąść po drzewem figowym i medytować przez 49 dni i nocy. Po tym czasie doszedł do fantastycznych wniosków. Stwierdził, że droga do oświecenia (a więc osiągnięcia duchowego spełnienia i szczęścia w życiu) nie jest drogą prowadzącą przez skrajności. Ważny jest złoty środek. Złe jest zarówno ascetyczne życie poświęcone tylko i wyłącznie duchowości, jak i konsumpcjonistyczny styl życia w pałacu (bo Budda był księciem). Do podobnych wniosków doszedł Jezus po tym, jak pościł na pustyni przez 40 dni i nocy. Często powtarzał – “Proście, a będzie Wam dane”, ponieważ wiedział, że jeśli tylko w to wierzymy – możemy dostać od Boga wszystko, czego pragniemy. W związku z tym możemy wysnuć wniosek, że nie uważał ascetycznego trybu życia za słuszny. Wkurzał się też na faryzeuszy w świątyni o to, że są zbyt rozrzutni. Stąd wniosek, że Jezus podobnie jak Budda zalecał złoty środek między ascezą a korzystaniem z uciech życia.

Kuszenie przez szatana.

Zarówno Jezus na pustyni, jak i Budda podczas pamiętnej medytacji byli kuszeni przez szatana/Marę (indyjski szatan). Podejrzewam, że nie chodzi tutaj o diabła z piekła z ogonem i rogami, ale raczej o głos własnego ego. Pokusy tego świata, których nadmiar może prowadzić do zagubienia. O wsłuchanie się w to, co podpowiada nam dusza, zamiast kierowanie się w życiu tym, co inni uważają za słuszne. Ego, ten wiecznie paplający głos w naszej głowie, każe nam myśleć, że to my jesteśmy najważniejsi. Dopiero, gdy odrzucimy poczucie własnego “ja”, a odnajdziemy połączenie ze wszystkim co dobre i piękne, dojdziemy do oświecenia. Wtedy, gdy przypomnimy sobie, że jesteśmy połączeni ze wszystkim, co istnieje. Nie jesteśmy bowiem wyobcowanymi jednostkami, samotnie poszukującymi sensu życia. Ten sens jest ukryty głęboko w nas samych, a dostrzec go możemy dopiero wtedy, gdy odrzucimy ego. I postanowimy w życiu służyć innym. Dać im 100% siebie. Nauczymy się dawać miłość, zamiast jej oczekiwać.

Cztery Szlachetne Prawdy.

Budda po tym, jak stał się oświecony wygłosił Cztery Szlachetne Prawdy. O Cierpieniu, O Przyczynie Cierpienia, O Ustaniu Cierpienia oraz O Ścieżce Prowadzącej Do Ustania Cierpienia. Z grubsza ich treść sprowadza się do tego, że przyczyną cierpienia jest pragnienie. Aby być szczęśliwym musimy tak prowadzić swoje życie, taką drogą podążać, aby dojść do wniosku, że usilnie dążąc do realizacji pragnień będziemy nieszczęśliwi. O co chodzi? Pisałam o tym trochę w tym i tym wpisie. Każde pragnienie rodzi następne pragnienie. Dopóki będziemy myśleć – “Będę szczęśliwy jak tylko…(jak tylko będę bogaty, znajdę miłość życia, kupię dom, zrealizuję wszystkie swoje marzenia, schudnę, itd, itd…) – nigdy nie będziemy szczęśliwi. Trzeba tutaj odróżnić pragnienie, od chcenia czegoś. To zupełnie co innego. Chcieć możemy wszystkiego. I jeśli wierzymy, że to otrzymamy, to tak się stanie. Pisałam o tym we wpisach na temat prawa przyciągania. Natomiast pragnienie, to coś bez realizacji czego, czujemy się nieszczęśliwi. To coś co wypala nas od środka i sprawia, że nie cieszymy się tym, co już mamy. Po realizacji jednego pragnienia, rodzą się następne. Goniąc za realizacją tych pragnień nigdy nie będziemy szczęśliwi, bo prawdziwe szczęście to szczęście wewnętrzne. Co to ma wspólnego z Jezusem?

Co cztery szlachetne prawdy mają wspólnego z Jezusem?

Prawdy te mają bardzo dużo wspólnego z tym, co głosił Jezus. Wydaje mi się, że Jezus był mistrzem prawa przyciągania. Idealnie opanował mechanizm kreowania swojej rzeczywistości za pomocą myśli. Świadczą o tym cuda, których podobno dokonywał. Uzdrawianie, wskrzeszanie zmarłych, rozmnożenie jedzenia, chodzenie po wodzie. Jeśli to prawda, że robił takie rzeczy, to musiał do perfekcji opanować mechanizm prawa przyciągania. A jak to zrobić? Co jest najtrudniejsze w świadomym “przyciąganiu”? Pozbycie się pragnień własnie… Najłatwiej przyciągamy to, czego nie potrzebujemy. Szczerze nie potrzebujemy, nie oszukując naszej podświadomości. Często powtarzał “Wierzcie, a będzie Wam dane” albo “Twoja wiara Cię uzdrowiła”. Myślisz, że gdzie nauczył się tego mechanizmu? Mógł oczywiście sam się go nauczyć. Stwierdzić, że gdy wyzbędzie się pragnień to może stworzyć, co mu się podoba. Ale nie wiem, czy da się tego nauczyć samodzielnie. Musiałam przeczytać milion książek, żeby dojść do pewnych wniosków i nauczyć się mechanizmu prawa przyciągania. A i tak nie potrafię jeszcze przyciągnąć wszystkiego. Nie wskrzesiłabym zmarłego na przykład 🙂 Myślę więc, że gdzieś musiał się tego wszystkiego nauczyć…

Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa.

Istnieje wiele spekulacji na temat tego, czy Jezus rzeczywiście zmartwychwstał. We wspomnianej książce Spaldnig’a “Życie i nauki…” opisane są przypadki takich wyczynów. Znaczy, że Mistrzowie Dalekiego Wschodu rzeczywiście potrafią zmartwychwstawać. Tyle w temacie, bo wiem, że to mega kontrowersyjne. Istnieją też teorie, że Chrystus wcale nie umarł, a co za tym idzie – nie zmartwychwstał. Być może przeżył po prostu coś takiego jak “doświadczenie śmierci” (near-death experience). W starożytności bowiem nie wiedziano jeszcze, że coś takiego istnieje. Pochowali go, bo myśleli, że umarł, a Jezus tak naprawdę jeszcze żył. Wstał z grobu i poszedł pogadać ze swoimi uczniami. Inna teoria głosi, że gdy dowiedział się, że Rzymianie chcą skazać go na śmierć postanowił wyjechać z Palestyny. Pożegnał się ze swoimi uczniami (zapowiedział, ze jeszcze wróci) i udał się do Kaszmiru. Możliwe też, że Jezus doświadczył “near-death experience”, złożono go do grobu, z którego wyszedł, a potem udał się do Kaszmiru.

Czy Jezus udał się do Kaszmiru?

Podobno istnieje wiele dowodów poświadczających, że Jezus rzeczywiście udał się po śmierci do Kaszmiru. Historyczne księgi z tego obszaru Indii donoszą, że z odległego kraju około 2 tys. lat temu przybył w tamte tereny prorok zwany Yuz Asaf. Jego misją było uzdrawianie i nauczanie. Imię Yuz Asaf, oznacza „uzdrowiciel” albo „pasterz”. Prorok nazywany był też imieniem Issa (!!!). Podobno Yuz Asaf spędził resztę życia w Kaszmirze i zmarł naturalną śmiercią ok. roku 80. Pochowano go w sanktuarium Roza Bal w małym miasteczku Srinagar, gdzie do dzisiaj można odwiedzać jego ciało. Jego szczątki złożone są (zgodnie z żydowską tradycją) w kierunku zachodnim, w przeciwieństwie do pochowanego obok mędrca związanego z religią muzułmańską – zwróconego w kierunku Mekki. Dodatkowo przy krypcie znajduje się kamień z wyrzeźbionymi stopami. Widoczne są na nich blizny sugerujące, że stopy osoby pochowanej byłe wcześniej przebite na wylot.

Podobno więcej informacji na temat proroka z Izraela można było znaleźć na kolumnach zniszczonej już dzisiaj świątyni Srinagar (Świątyni Salomona). Napisy głosiły, że odwiedził on Kaszmir kilka wieków wcześniej i często medytował na szczycie góry. Czternastowieczna inskrypcja umieszczona w świątyni głosiła: „W roku 54 Yuz Asaf ogłosił swoje prorocze powołanie i potwierdził, że jest Jezusem – prorokiem z domu Izraela”. Inskrypcja ta została stamtąd usunięta, ale pamięć o niej przetrwała.

Jezus jako bodhisattwa.

Jest jeszcze jedna bardzo ciekawa teoria ukazująca Jezusa jako bodhisattwę. W buddyzmie jest to istota, która przez systematyczne wyzwalających działań dąży do stanu buddy, kierując się altruistyczną motywacją przynoszenia pożytku innym (źródło: Wikipedia). To by pasowało do obrazu Jezusa, jaką wykreował Kościół. Jeśli Chrystus umarł na krzyżu dla naszego zbawienia, to postąpił przecież nad wyraz altruistycznie. Ale jest to tylko kolejna z teorii, ciekawy punkt widzenia. Nikt z nas nie wie dokładnie jakie były dzieje i motywacje Jezusa. Jedno jest pewne. Jego działania i nauczanie, bardzo przypominają to, co głosił Budda.

Czy Jezus był buddystą?

Myślę, że nawet jeśli te wszystkie teorie są prawdziwe to sam Jezus na pewno tak by o sobie nie powiedział. Buddyzm to tylko filozofia, wytyczne do tego w jaki sposób żyć, aby być szczęśliwym i spełnionym (bo tym właśnie z grubsza jest oświecenie). On był przede wszystkim nauczycielem. Chciał pokazać ludziom jak żyć. Jak kochać. Przybliżyć ludziom Boga, który jest po prostu miłością. Nie oceniał innych za ich status społeczny. Był Bogiem, bo wszyscy po części nim jesteśmy. Ponieważ Bóg przenika wszystko, co istnieje. Pisałam o tym tutaj. Ale przede wszystkim był człowiekiem. Niesamowitym, przerastającym swoją epokę, przez co mało kto go w ogóle zrozumiał. Zamiast miłości, po jego śmierci zaczęto czcić jego śmierć. Myślą przewodnią w chrześcijaństwie stały się ból i cierpienie. Umartwianie. Władza kościelna stała się nieprzyjemną instytucją, a kościoły kłębiskiem pychy i zbytniego bogactwa duchowieństwa kosztem najbiedniejszych. Czy nie o to właśnie Jezus wkurzył się na faryzeuszy? On chciał nauczyć ludzi, że wystarczy wiara w Boga, w MIŁOŚĆ, aby wieść szczęśliwe i spokoje życie.

Uczył modlitwy/mechanizmu prawa przyciągania, ale ludzie nie uwierzyli mu, że oni mogą czynić dokładnie to samo co Jezus. Takie same cuda! On mówił – Twoja wiara Cię uzdrowiła”. A nie – “Ja Cię uzdrowiłem”. Ludzie zamiast sami nauczyć się kreować swoją rzeczywistość, stwierdzili, że cuda potrafi czynić tylko i wyłącznie Bóg. Dlatego stwierdzili, że Jezus był właśnie Bogiem. I później historia (wszystkie te sobory watykańskie) uczyniła chrześcijaństwo religią, jaką jest obecnie. Jezus był super kolesiem. Uwielbiam go i jest dla nie przykładem. Ale gdy zamykam oczy i sobie go wyobrażam, widzę chodzący spokój i miłość. Pokorę i dobroć. Nie zaś zakrwawionego faceta, który chciał, aby go czczono, a jego wizerunki pokrywano złotem.

komentarzy 5

  • Alexa

    “Informacje o jego narodzinach odczytują z gwiazd”- tak napisałaś. Wierzę w Boga i dużo osób także wierzących w moim otoczeniu mówi mi, że wierzenie w horaoskopy, czytanie z gwiazd jest złe. Nikt nie wytłumaczył mi tak na prawde dlaczego. Pytanie to:Jak ty uwarzasz? Czy wierzenie w horoskopy to grzech? i ogólnie czy wpowiedzialbys się na ten temat?

    • Urszula Falkowska

      Na temat “grzechu” wypowiedziałam się już odpisując na Twój poprzedni komentarz. Tutaj odpowiedź brzmiałaby tak samo. Pozdrawiam ciepło!

  • Sylwia

    WoW! super dowiedzieć się czegoś szerzej o Jezusie…obejrzę polecony dokument…tak warto odkrywać nowe rzeczy o Jezusie…on zawsze do mnie wraca…wierzę w niego całą mocą…nieraz mi pomógł…nie raz z nim rozmawiam przez modlitwę…wiem,że często przychodzi do mnie poprzez inne osoby…i może ktoś się śmiać…ale taką Miłością Jezusa jest wobec mnie mój Mąż <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.