Duchowość,  Nauka,  Szczęście

Jak przejść na wegetarianizm?

Przeszłam na wegetarianizm około dwóch lat temu. Niektórzy myślą, że ryby albo drób to nie mięso. To też jest mięso 🙂 Jem jajka, nabiał i inne produkty pochodzenia zwierzęcego, nie jestem więc weganką. Przeszłam na wegetarianizm nie dlatego, że jest to coraz bardziej popularne. Decyzję taką podjęłam z wielu powodów, które w tym wpisie omówię. Dojrzewałam do tego stopniowo, aż w końcu z dnia na dzień po prostu przestałam jeść mięso. Wpis ten postanowiłam napisać głównie ze względu na osoby, które chciałyby przejść na wegetarianizm, ale z jakichś względów nie mogą podjąć ostatecznej decyzji. Jak przejść na wegetarianizm? Dlaczego warto? Jak wyglądają moje posiłki? Dlaczego nie warto namawiać innych na ograniczenie mięsa? Jaki sposób żywienia jest najlepszy, aby po prostu czuć się dobrze, mieć dużo energii, a co za tym idzie mieć kontakt ze swoim ciałem i duszą (nie tylko rezygnacja z mięsa)? Jak przejść na wegetarianizm, gdy Twój partner/ka kocha mięso? Oprócz odpowiedzi na powyższe pytania, w tym wpisie dam Ci wiele gotowych rozwiązań i ciekawych rad na temat diety wegetariańskiej.

Nikogo nie oceniam. Nikogo nie krytykuję.

Zanim przejdę do rzeczy chciałabym podkreślić, że nie krytykuję osób, które jedzą mięso. Artykuł ma za zadanie pomóc osobom, które same zastanawiają się nad przejściem na wegetarianizm, ale z jakichś powodów z tym zwlekają. I potrzebują argumentów, które popchną ich w kierunku decyzji rezygnacji z mięsa. W artykule będzie mnóstwo odniesień do osób jedzących mięso, co nie znaczy, że w mam na celu je krytykować. Chce po prostu podać pewne przykłady i przedstawić Ci mój punkt widzenia. Niech każdy je, co mu się podoba. Każdy ma prawo do własnych decyzji i wie, co jest dla niego najlepsze. Najważniejsze, abyśmy wszyscy byli szczęśliwi 🙂 Ja jestem szczęśliwsza, nie jedząc mięsa.

Jak przejść na wegetarianizm?

Z dietą, tak jak ze wszystkim w życiu jest tak, że aby coś zmienić, trzeba najpierw do tego dojrzeć. Zatem, jeśli w tym momencie Twojego życia czujesz, że wegetarianizm to nie jest dieta dla Ciebie, to nie rób nic na siłę. Najpierw w Twoim umyśle musi powstać klarowny obraz odpowiedzi na pytanie, dlaczego właściwie to robisz. Opowiem Ci, jak było u mnie. Jeszcze dwa lata temu normalnie jadłam mięso. Niby jakoś je ograniczałam, ale wiadomo, jak to jest. Jak nie podejmiesz jasnej decyzji, że nie jesz mięsa, to tak naprawdę jesz je często. Bo szynka albo ryba na kanapkę, bo pierś kurczaka to szybki obiad, bo w gościach się nie odmawia, bo mama gotuje najlepiej na świecie. Stopniowo dochodziło do mnie mnóstwo argumentów z różnych źródeł. I w końcu było ich tak dużo, że postanowiłam podjąć decyzję – nie jem mięsa. Jakie to argumenty?

Dlaczego przeszłam na wegetarianizm?

Świnia i krowa nie różnią się niczym od psa i kota.

To jeden z naczelnych argumentów, które przekonały mnie do przejścia na wegetarianizm. Dlaczego jest tak, że ludzie kochają psy i koty, a świń i krów już nie? Czemu większość ludzi bulwersuje się złym traktowaniem czworonożnych, domowych pupili, ale pozostałe zwierzęta ich nie interesują? Ciągle widzę na Facebook’u wpisy znajomych, którzy uczestniczą w zbiórkach na rzecz schronisk dla zwierząt albo wkurzają się pod artykułami donoszącymi, że ktoś zakatował psa. Codziennie na świecie katuje się w rzeźniach miliony zwierząt, ale o tym nie pisze się artykułów. Dlaczego tak jest?

Mięso – gotowy produkt.

Odpowiedź jest oczywiście prosta. Kupując mięso kupujemy gotowy produkt. Nie myślimy o tym, że było to zwierzę bardzo podobne do psa lub kota. Mięso to mięso. Nie mięsień, ścięgna, żyły i kości zabitego zwierzęcia. Produkt – mięso. Jemy je, nie zastanawiając się nad ważnym faktem – ten zwierzak żył i czuł, a zatem trochę ogarniał co się dookoła niego dzieje.

Psy i koty uważa się za mądrzejsze i bliższe człowiekowi.

Po drugie wiele osób, które uwielbiają mięso uważa, że psy i koty są mądrzejsze od innych zwierząt. Albo, że przez lata rozwoju cywilizacyjnego te zwierzaki zawsze towarzyszyły ludziom. Farmerom psy pomagały w prowadzeniu gospodarstwa, niewidomych przeprowadzały przez jezdnię, a policjantom ułatwiały prowadzenie śledztw. Zawsze były przyjacielskie i wierne w stosunku do człowieka. Szczekały nad grobem swojego zmarłego pana. Pytanie tylko, czy takie zachowanie psów w stosunku do ludzi wynika z ich wyższego IQ, czy może po prostu są to jedyne zwierzęta, którym daliśmy szansę na zbliżenie się do nas?

Świnia miała pecha…

Prawda jest taka, że jedyny powód, dla którego faworyzujemy psy i koty w stosunku do innych zwierząt jest taki, że…są one ładne. Maja puchate futerka, można je przytulać i głaskać. Małe prosię również wzbudza sympatię. Wszystkie małe zwierzęta uważamy za słodkie i urocze. Był nawet taki film “Babe, świnka z klasą”. Ale gdy świnia dorośnie jest gruba i nieładna. Nie ma miękkiego futerka i rozbrajającego spojrzenia. Świnia po prostu miała pecha 🙂 Los chciał, że jej mięśnie i tkanka tłuszczowa osiągają większe rozmiary niż te same organy u zwierząt domowych. Łatwo ją utuczyć i poćwiartować. Świnie je się, nie dlatego, że są głupsze od psów, ale dlatego, że są od nich grubsze.

Świnie i krowy są mega mądre.

Uwaga! Świnie i krowy to bardzo, bardzo mądre zwierzęta. Kiedyś czytałam ciekawy artykuł o tym, że świnie są mądrzejsze od 3-letnich dzieci i mądrzejsze od psów! Tak przynajmniej wynikało z wyników eksperymentu, o którym czytałam. Niestety nie mogę go teraz odnaleźć w internecie 🙁 Ale odsyłam do tego wpisu fundacji Viva!, jest równie ciekawy. Podobnie krowy. Miałam kiedyś koleżankę, która wychowała się na wsi. Jej rodzice zajmowali się hodowlą bydła. W celach mleczarskich. I ta dziewczyna NIGDY w swoim życiu nie zjadła wołowiny. Uważała krowy za zwierzęta domowe. Każda z nich miała swoje imię przypisane do charakteru. Każda była inna. Nerwowa, leniwa albo zaczepna. Szukająca uwagi albo empatyczna (względem innych krów, a nawet ludzi!). Jedna z nich miała na imię “Gwiazda” albo “Aktorka” (nie pamiętam), bo chodząc była pewna siebie i stawiała nogi niczym gwiazda filmowa.

Gdzie jest granica?

W Chinach jedzą psy, we Włoszech konie, w Wietnamie robaki,w Japonii delfiny. Podobno na świecie nadal istnieją jeszcze pewne plemiona kanibali. Podstawowe pytanie, które dźwięczało mi w głowie, kiedy jeszcze jadłam mięso brzmiało – “Gdzie jest granica i kto ją wyznacza? Kto ustala, które zwierzęta można zabijać i jeść, a które nie?” Przecież człowiek pod względem klasyfikacji biologicznej również jest zwierzęciem. Czemu ludzie bulwersują się, gdy cierpią psy, a za nic mają cierpienie zwierząt tucznych?

SurfBurger kocha ZWIERZĘTA?

Jakiś czas temu koleżanka na Facebook’u udostępniła post SurfBurgera (restauracja specjalizująca się w burgerach wołowych). Zobacz go tutaj. Wspierali schronisko dla psów, kupili karmę dla psów w zamian za lajki i udostępnianie. To CUDOWNIE! ❤️ Świetna akcja! ALE… Pod postem było napisane: ” Kochamy burgery, kochamy zwierzaki i kochamy pomagać, dlatego ZNOWU TO ROBIMY ❤️” Halo, coś w tym zdaniu jest nie tak 🙁 Napiszcie proszę, jak jest naprawdę… Kochacie psy, a nie ZWIERZAKI. Jak można kochać jednocześnie burgery mięsne i zwierzaki? 🙂 Kochamy je tak bardzo, że aż je musimy zjeść ? Świnia i krowa to też zwierzak. Zdanie to bardziej mnie rozśmieszyło niż zbulwersowało. Piszę o tym, aby zwrócić Twoją uwagę na ten paradoks – jako “zwierzęta”, którym warto pomagać traktuje się tylko i wyłącznie psy i koty.

Nie ma gorszych i lepszych zwierząt.

Także to jest własnie koronny argument, który przekonał mnie do przejścia na wegetarianizm. Nie ma gorszych i lepszych zwierząt. Wszystkie zwierzęta czują, są zdolne do odczuwania bólu. Większość z nich wykazuje też silny instynkt macierzyński. Na przykład krowy często płaczą, gdy zabiera się od nich cielaki. Albo nie chcą rozstać się ze swoimi dziećmi, dlatego podążają za ciężarówką, która ma za zadanie zawieźć cielę do ubojni. Tak jak na tym filmiku:


Zwierzęta bardzo cierpią w ubojniach.

Któregoś dnia obejrzałam na YouTube film pod tytułem “Ziemianie”. I chyba to była wisienka na torcie 🙂 Strasznie się wtedy popłakałam i stwierdziłam, że nie chcę przyczyniać się do masowego cierpienia zwierząt. Nie wiem, czy we wszystkich rzeźniach zwierzaki cierpią tak samo. Wiadomo, są różne standardy, sanepidy, organizacje nadzorujące warunki uboju zwierząt. Jednak wiadomo jak to jest… Standardy standardami, ale do wizyty sanepidu można się przygotować. Ktoś, kto codziennie zajmuje się zabijaniem zwierząt przywyka z czasem do tego widoku. Po jakimś czasie pojawia się znieczulenie wobec cierpienia. Gdy cały czas jesteśmy czegoś świadkiem, nawet traumatycznego przeżycia, nasza podświadomość przyzwyczaja się do tego. Większość osób nie chce oglądać takich filmików, bo obrazy tego typu są dla nich zbyt drastyczne. Ale tak to własnie wygląda… Nie wiem czy wszędzie – pewnie nie. Ale wystarczy mi przypuszczenie – co jeśli zwierzęta, które jem również tak cierpiały?

Ziemianie

Szkodliwość jedzenia mięsa.

Tak więc najważniejsze są dla mnie kwestie etyczne niejedzenia mięsa. Oprócz tego ogromne znaczenie ma dla mnie wartość odżywcza diety. Jak być może wiesz z zakładki O mnie, skończyłam studia na politechnice – biotechnologię, specjalizację Chemia, Technologia i Biotechnologia Żywności. Zanim się przekwalifikowałam do zawodu masażystki, pracowałam przez jakiś czas jako dietetyk. Do moich szczególnych zainteresowań należy nutrigenomika, a zatem badanie wpływu różnych związków zawartych w żywności na funkcjonowanie naszego genomu. Moja praca magisterska oraz dwie publikacje naukowe do czasopisma naukowego Żywność, Nauka, Technologia, Jakość dotyczyły zawartości kwasów nukleinowych w żywności. A konkretnie w mięsie. Zbierając bibiografię do własnych badań dużo naczytałam się na temat szkodliwości mięsa. Rzecz jasna nie same kwasy nukleinowe zawarte w przetworzonych mięsie nam szkodzą (choć i tutaj głosy naukowców są podzielone). Szkodliwe są zwłaszcza związki, które wydzielają się w mięsie podczas smażenia. Ale nie tylko. Szynki, parówki, gotowe produkty mięsne zawierają zazwyczaj dużo niepotrzebnych, w tym mutagennych substancji.

Czy jedzenie wpływa na nasze samopoczucie?

Jak wiesz, jeśli czytałeś mój wpis na temat pochodzenia chorób, uważam, że to my sami przyciągamy do siebie choroby. Argumenty na temat chorobotwórczego działania mięsa nie przemawiały więc do mnie szczególnie. Uważam, że to my sami odpowiadamy za to, czy jesteśmy zdrowi psychicznie i fizycznie. Jednak zgadzam się z powiedzeniem “Jesteś tym, co jesz”. Jedzenie może sprawiać, że będziemy mieli dobre samopoczucie lub powodować obniżenie nastroju i niechęć do działania. Marazm, rozleniwienie, ospałość, poczucie ciężkości i braku energii. Pożywienie powinno nam dodawać energii, a nie sprawiać, że po posiłku chce nam się spać. Zatem mimo, że uważam, że przeceniamy chorobotwórcze lub prozdrowotne działanie składników odżywczych zawartych w żywności, to i tak powinniśmy dbać o to co jemy. Starać się, aby w naszej diecie więcej było pokarmów, które nam “dodają energii” niż ją odbierają. Im bardziej pokarm przetworzony, tym mniej zawiera związków prozdrowotnych i tym mniej jest korzystny da naszego samopoczucia.

Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną – to zależy od dawki.

Mięso, aby było zdatne do spożycia musi być produktem wysoce przetworzonym. Nie zjemy go na surowo. Aby nadawało się do zjedzenia musi być poddane długotrwałej obróbce termicznej. Co wpływa nie tylko na wzrost zawartości substancji chorobotwórczych, ale przede wszystkim na obniżenie zawartości związków prozdrowotnych, które się w nim znajdują. Których nota bene, nawet po obróbce termicznej i tak jest więcej w warzywach (mam na myśli na przykład witaminy z grupy B). Myślę, że wszystko jest dla ludzi. W diecie może znaleźć się miejsce na wszystko, nawet najbardziej przetworzone produkty, jeśli tylko jemy to z umiarem. Równowaga w każdej dziedzinie życia to klucz do sukcesu. Jak mawiał Paracelsus – “Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną – to dawka czyni trucizną”. Czyli wszystko, nawet woda w nadmiarze może nam zaszkodzić.

Czy mięso jest niezbędne, aby zapewnić organizmowi wszystkie związki odżywcze?

Głównym powodem, dla którego zrezygnowałam z mięsa nie był jego niekorzystny wpływ na mój organizm, ale pobudki etyczne. Ważniejszym pytaniem niż to, czy mięso zawiera związki niekorzystne dla zdrowia, było dla mnie inne pytanie. A mianowicie, czy mięso zawiera jakiekolwiek związki niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu, których nie dałoby się zastąpić innymi pokarmami. Otóż odpowiedź brzmi – nie zawiera. Odpowiednia podaż białka, minerałów (w tym żelaza), witamin (w tym witamin z grupy B) może być zapewniona organizmowi bez udziału mięsa w diecie. Mało tego, czytałam wiele publikacji sugerujących, że dieta wegetariańska jest jedną z najzdrowszych. Według tej publikacji naukowej wegetarianie są zdrowsi (rzadziej zapadają na choroby cywilizacyjne) i żyją dłużej niż osoby jedzące mięso (badania na Europejczykach). Ta publikacja natomiast badała nie stan fizyczny, ale psychiczny wegetarian. Wyniki wskazują, że osoby niejedzące mięsa rzadziej się stresują i w trakcie badania zgłaszali “mniej negatywnych emocji” niż mięsożercy.

Białko i żelazo.

Wiele osób, które nie mają za bardzo pojęcia o dietetyce (a takie najbardziej lubią się wypowiadać 🙂 ) myśli, że dieta roślinna jest uboga w białko i żelazo. W związku z tym uważają, że wegetarianie często zapadają na anemię. Panuje też przekonanie, że z mięsa nie powinni rezygnować sportowcy, bo do budowy masy mięśniowej potrzebują białka zwierzęcego. To bzdura. Ta publikacja naukowa donosi, że dieta wegetariańska może całkowicie zaspokoić zapotrzebowanie na białko, również sportowców. O ile oczywiście jest zróżnicowana i bogata w białka roślinne. Tak jak wcześniej mówiłam – najważniejsza we wszystkim jest równowaga, złoty środek. Podobnie jest z żelazem. Jeśli Twoja dieta jest zróżnicowana, występuje w niej dużo nieprzetworzonych posiłków – anemia Ci nie grozi.

Posiłki wegetariańskie są łatwiejsze i szybsze w przygotowaniu.

Kolejny argument, który przekonał mnie do przejścia na wegetarianizm. Posiłki wegetariańskie są łatwe i szybkie w przygotowaniu. Niektórym wydaje się, że jest inaczej, ponieważ nie przywykli do gotowania posiłków bezmięsnych. I zwyczajnie nie przychodzą im pomysły, jak taka zróżnicowana, wegetariańska dieta mogłaby wyglądać. A prawda jest taka, że jest dużo prostsza niż dieta mięsna! Przykład. Aby zrobić lazanię ze szpinakiem wystarczy podgrzać szpinak na maśle, dodać czosnek, potem rozprowadzić to na płatach makaronowych na przemian z sosem beszamelowym i serem. A zwykła lazania? Dodatkowo dochodzi smażenie cebuli, robienie sosu, smażenie mięsa. Robienie wegetariańskiej lazanii zajmuje dwa razy mniej czasu. I na dodatek ta szpinakowa wersja jest dużo smaczniejsza! Ale wiem, że to już moje subiektywne zdanie 🙂 Na pewno jest jednak dużo lżejsza od klasycznej wersji.

Nie jedząc mięsa czuję się lekko. Mam lepszy metabolizm.

Rzadko kiedy odkąd przeszłam na wegetarianizm po posiłku jest mi ciężko i mam ochotę na drzemkę. Nawet po obfitym. Wręcz przeciwnie. Zazwyczaj po jedzeniu czuję się leciutko. Nie mam poczucia, że na jelitach zalega mi coś ciężkostrawnego. Mam teraz dużo lepszy metabolizm, brak problemów z wypróżnianiem i więcej energii.

Mięso jest drogie.

Spotkałam się z opinią, że dieta wegetariańska jest droga. Nie prawda. To mięso jest drogie. Wróćmy do przykładu z lazanią. Co jest droższe 0,5 kg mięsa mielonego, czy paczka mrożonego szpinaku? Podpowiem ok. 8-10 zł kontra 1,99 zł. Inny przykład uwielbiam spaghetti z soczewicą. Przepis wygląda tak samo, jak przy daniu klasycznym. Po prostu czerwone mięso zastępuję soczewicą czerwoną. Co jest droższe pół szklanki soczewicy, czy 0,5 kg wieprzowiny? 80 gr kontra 8-10 zł.

Efekt cieplarniany.

Ostatnio pojawiają się również liczne głosy naukowców na temat niekorzystnego wpływu hodowli zwierząt na klimat. Podobno hodowla bydła odpowiada za ok. 9% światowej emisji dwutlenku węgla. (źródło). Nie wiem, czy to prawda. Nie jestem klimatologiem, nie znam się na tym. Przeczytałam już bardzo wiele artykułów i publikacji na temat efektu cieplarnianego, ale wciąż nie jestem pewna, jaka jest prawda. W jakim stopniu to rzeczywiście my ludzie jesteśmy odpowiedzialni za zmiany klimatyczne. Wiem jedno. Jeśli fakt, że nie jem mięsa może dodatkowo przyczynić się do uratowania naszej planety przed nieodwracalnymi zmianami, to bardzo się cieszę.

“Wegetarianizm to bzdura. Ludzkość od zawsze jadła mięso, taka jest nasza natura.”

Przedstawiłam argumenty, które przekonały mnie do przejścia na wegetarianizm. Jednak wiem, że istnieje wiele argumentów, które osoby jedzące mięso mają w zanadrzu, aby uzasadnić swój wybór w kwestii diety. Najczęściej słyszę uzasadnienie typu – “Ludzkość od zawsze jadła mięso. Taka jest nasza natura. Ewolucja uczyniła nas mięsożercami. Tak jak inne zwierzęta, które jedzą mięso, aby przetrwać.” Wiesz, co odróżnia nas od zwierząt? Świadomość. My myślimy. Analizujemy, zapamiętujemy. Mamy cel w życiu. Posiadamy duszę. Zwierzęta są mądre, mają świadomość tego, co się dookoła nich dzieje, odczuwają. Ale nie mają w sobie tego czegoś, co upodabnia nas (ludzi) do Boga. Owszem, Bóg obecny jest we wszystkim co istnieje. Pisałam o tym tutaj. Ale tylko my mamy cel w życiu – tworzymy naszą rzeczywistość, działamy dla dobra innych ludzi, doświadczamy życia, aby przypomnieć sobie, kim naprawdę jesteśmy. A zwierzęta nie. Dlaczego więc mamy porównywać się w naszych wyborach do zwierząt?

Być może gdybym cierpiała głód i sytuacja zmusiła mnie do jedzenia mięsa – jadłabym je. Ale teraz tak nie jest. Teraz mam wybór. Nie porównujmy się do zwierząt i ludzi pierwotnych, bo przecież właśnie na tym polega ewolucja naszego gatunku, że stajemy się coraz mądrzejsi. Na tym polega też ewolucja naszej duszy. Dochodzi do nas coraz więcej, stajemy się coraz bardziej świadomi. A tak na marginesie – jesteś pewien, że ludzie pierwotni jedli mięso? Bo ja nie. Być może jedli rośliny, tak jak małpy od których pochodzimy. 🙂 Może to sytuacje kryzysowe skłoniły nas do zapomnienia o empatii w stosunku do innych gatunków i potraktowania ich jak posiłku? Przyszedł głód, a my zamiast “opanować” rozszalały umysł, pierwotne żądze, nasz “gadzi” mózg – postanowiliśmy zabijać kosztem własnego przeżycia? Twoje ciało może więcej, niż podpowiada Ci Twój umysł. Ego mówi – zjedz coś, już więcej nie wytrzymasz. Wytrzymasz. I jeszcze na tym zyskasz. Czy słyszałeś kiedyś o poście? O tym później 🙂

Tradycja i przyzwyczajenie.

Niektórzy mogą traktować wegetarianizm jak fanaberię. Modę. “W dupach się poprzewracało od dobrobytu. Wszystko mają, to wymyślają diety” 🙂 Zwłaszcza starsze pokolenia. Jeśli ktoś całe życie jadł mięso i stanowiło to dla niego symbol dobrobytu to oczywiste jest, że trudno mu będzie zmienić myślenie. Kiedyś mięso było na obiad tylko od święta. I nie wyrzucało się tyle niedojedzonych resztek. Kurczaki nie zawierały tylu hormonów. Zwierząt nie hodowało się na tak ogromną skalę. Problem był więc mniejszy. Jeśli ktoś od dziecka miał powtarzane – “Zjedz chociaż mięsko, ziemniaczki zostaw”, to w jego podświadomości zostało zapisane, że mięso jest podstawą posiłku. Takie posiłki zna, do takich przywykł, takie mu smakują. A prawda jest taka, że wszystko jest kwestią pomysłu i…przypraw. Mięso nie jest konieczne, aby było smacznie. To tylko kwestia naszego przyzwyczajenia i przywiązania do tego co znamy.

Wegetarianizm na ziemiach Polskich – spojrzenie historyczne.

Ostatnio natknęłam się na arcyciekawy artykuł na temat wegetarianizmu na ziemiach polskich w ujęciu historycznym. Okazuje się, że Polacy nie zawsze jedli mięso. W dwudziestoleciu międzywojennym bycie wegetarianinem uważano nawet za przejaw patriotyzmu 🙂 To komunizm z powrotem wpoił w Polaków konieczność jedzenia mięsa. To była taka propaganda. Poniższy tekst pochodzi z tego artykułu: https://warszawa.naszemiasto.pl/rewolucja-z-warszawy-twoje-wnuki-beda-weganami-pogodz-sie-z/ar/c17-7443779

W PRL co prawda mięsa brakowało, ale zaopatrzenie w warzywa i owoce również pozostawiało sporo do życzenia. Komunizm traktował dietę roślinną jako burżuazyjny wybryk. Zresztą po głodowych latach II wojny wraz z nastaniem komunizmu miała nastać w Polsce epoka mięsnego dobrobytu. PRL wykreował wizerunek mięsa jako symbolu bezpieczeństwa, podstawę kuchni dobrej, sytej. Przez wiele lat ukształtował się wzorzec, zgodnie z którym mięso musiało być elementem codziennej diety jako produkt wysokobiałkowy. Na początku lat 80. średnie spożycie w Polsce wynosiło około 3,5 tys. kcal na osobę, co lokowało nas na poziomie nadkonsumpcji. Polacy jedli więc za dużo, za tłusto. Problemem na początku lat 80. nie był brak pożywienia, ale ukształtowane wzory jedzenia. Przy takich przyzwyczajeniach lata 80. rzeczywiście stanowiły szok, bo wiele osób nie potrafiło sobie wyobrazić gotowania bez mięsa – mówi, cytowana przez Naukę Polską, doktor Katarzyna Stańczak-Wiślicz.”

Wegetarianizm a rozwój duchowy.

Słyszałam wiele tez na temat tego, że nasz rozwój duchowy jest ściśle powiązany z tym, jak się odżywiamy. O ile dobrze pamiętam, odkąd zaczęłam zwracać uwagę na to, co jem moje życie rzeczywiście bardzo zaczęło się zmieniać. I nie chodzi mi o to, że czułam się zdrowsza, albo miałam ładniejszą figurę. Chodzi mi o to, że wszystkie pozytywne zmiany związane z moim tzw. rozwojem duchowym rozpoczęły się właśnie wtedy, gdy zaczęłam się zdrowo odżywiać. Pisałam już mniej więcej we wcześniejszych akapitach, jaki sposób odżywiania uważam za zdrowy, ale temat pogłębię jeszcze później. Zwrócenie uwagi na potrzeby naszego ciała jest pierwszym krokiem do rozszerzenia naszej świadomości.

“Zaćmiony” umysł, “zaćmiona” dusza.

Bezwartościowy pokarm sprawia, że nasz umysł jest “zaćmiony”. Przetworzona żywność to gorsza koncentracja, zły nastrój, ciągła senność, brak motywacji do działania. Do tego oczywiście problemy zdrowotne. Najpierw z pozoru nieznaczące – bóle głowy, bezsenność, gorsza regeneracja tkanek, mniejsza odporność. Później coraz gorsze – cukrzyca, otyłość, nadciśnienie, depresja, nowotwory. Im gorszy mamy nastrój (a chorzy psychicznie lub fizycznie zawsze będziemy mieć złe samopoczucie) tym trudniej jest nam nawiązać kontakt z naszą duszą. Trudniej jest medytować, słuchać intuicji, być kreatywnym i twórczym. Trudniej jest iść naprzód podążając za celem życiowym, gdy chce nam się spać i nie mamy energii. Powiem to bardzo dobitnie. Odżywiając się niezdrowo nigdy nie będziesz szczęśliwym i spełnionym życiowo człowiekiem. Nie będziesz kochał samego siebie i trudno będzie Ci dzielić się miłością z innymi.

Rozwój duchowy jest wprost proporcjonalny do empatii, jaką okazujemy światu.

A jak ma się to przejścia na wegetarianizm? Po pierwsze spożycie mięsa przyczynia się raczej do zachwiania równowagi dietetycznej (poprawnie zbilansowanej, różnorodnej diety) niż do jej zachowania. Po drugie wydaje mi się, że nasz rozwój duchowy jest wprost proporcjonalny do empatii, jaką dajemy światu. Celem duszy jest tworzyć i doświadczać, po to aby przypomnieć sobie, kim tak naprawdę jest. Cząstką Boga. A Bóg to nic innego, jak energia miłości. Miłość to empatia, troska, chęć niesienia pomocy, dobro. Życie w taki sposób, aby nie szkodzić innym żywym stworzeniom. Śmierć jest nieodłączną częścią życia. Cierpienie również ma swój głęboki sens. Ma uświadomić nam, czym jest miłość – przeciwieństwem cierpienia i strachu. Jednak im dalej w swoim rozwoju ewolucyjnym jesteś (pisałam o tym tutaj), tym bardziej twoje doświadczenia życiowe lawirują wokół miłości. Tym wyższe masz wibracje, lepsze samopoczucie, więcej pozytywnych emocji odczuwasz.

Miłość to jeden z najwyższych poziomów energii naszej świadomości według profesora D. Hawkins’a. I nie chodzi tutaj tylko o uczucia względem ukochanych osób, ale o sposób w jaki kontaktujesz się ze światem. O to jak postrzegasz świat i jaką energią emanujesz wobec niego. Miłość to empatia. I szacunek do wszystkiego co żyje. Myślę, że przestając jeść mięso zrobiłam duży krok w kierunku mojego rozwoju duchowego. A może raczej, nie myślę…tak czuję. Serce podpowiada mi, że postępuję słusznie.

Wegetarianizm a Ajurweda.

O Ajurwedzie pisałam już w tym wpisie. Jest to system medycyny hinduskiej, rozwinięty już w starożytności. System ten mówi nie tylko o tym, jak leczyć choroby, ale przede wszystkim o tym, jak nie dopuszczać do ich powstania. Daje wskazówki co powinniśmy jeść i ile spać, jaką pracę wykonywać i jaki sport uprawiać, aby zachować organizm w pełnym zdrowiu. Zakłada, że każdy człowiek jest inny, w związku z czym inaczej powinien być leczony i innego rodzaju profilaktykę stosować. Według Ajurwedy istnieją trzy podstawowe energie biologiczne (vata, pitta i kapha), które odzwierciedlają nasza konstytucję fizyczną i psychiczną. Osobowość i cechy fizyczne każdego człowieka są uwarunkowane tym, która z tych energii przeważa w naszym ciele. Istnieje bardzo wiele wariatów ich połączeń, każdy człowiek posiada charakterystyczną dla siebie kombinację. 

Czy odżywianie się zgodnie z zaleceniami Ajurwedy ma jakikolwiek sens?

Według Ajurwedy w zależności od tego, jaka dosha (energia biologiczna) dominuje w naszym ciele, taką dietę powinniśmy stosować. Jeśli jesteś ciekawy jaka dosha dominuje u Ciebie, to odsyłam do mojego wpisu, który podlinkowałam wyżej. Jeśli wiesz już jaką doshą jesteś i zastanawiasz się, jak w związku z tym powinna wyglądać Twoja dieta to poczytaj o tym na przykład tutaj. Oczywiście nie chodzi o to, aby trzymać się ścisłych zaleceń dietetycznych Ajurwedy. To bez sensu. Chcę po prostu zwrócić Twoją uwagę na to, że każdy człowiek jest inny i każdy potrzebuje innej diety. Ajurweda uwzględnia ten fakt. Natomiast wielu dietetyków nie… Mówią o tym, że każdy powinien jeść śniadanie, 5 posiłków dziennie, jeść dużo surowych warzyw. Ale skoro każdy z nas jest inny, nasze organizmy są różne, to może i sposób odżywiania powinien być indywidualnie do nas dopasowany?

Jaka dieta jest najzdrowsza dla Ciebie?

Posłuchaj swojego ciała. Obserwuj, co Ci nie służy.

Zobacz jaka dieta Ci służy. Eksperymentuj. Zobacz kiedy najlepiej się czujesz. Kiedy masz najwięcej energii do działania i czujesz się lekko na brzuchu. Obserwuj po jakich posiłkach zjedzonych późno wieczorem masz zły i przerywany sen lub nie możesz zwlec się z łóżka rano. Wtedy, gdy jesz 5 posiłków dziennie? A może wtedy gdy zjesz tylko 2 obfite dania w ciągu dnia pomijając przy tym śniadania? Zobacz czy lepiej tolerujesz ciepłe posiłki, czy wolisz surowe dania. Zastanów się jak czujesz się po spożyciu mleka i produktów mlecznych, cukru, białej mąki, mięsa.

Mit śniadań i 5 posiłków dziennie.

Nie tylko Ajurweda przekonuje, że nie każdemu służy 5 posiłków dziennie i jedzenie śniadania od razu po wstaniu z łóżka. Wiele publikacji donosi o tym, że nie jest to jedyny słuszny i zdrowy sposób odżywiania. Słyszałeś kiedyś o diecie IF? Intermittent fasting to różne modele stosowania okresów postów lub restrykcji dietetycznych ze znacznym ograniczeniem energetyczności diety z naprzemiennymi okresami jedzenia bez ograniczeń. Poczytaj o tym tutaj. Jest to zbadany i dobrze przyjęty przez środowisko naukowe sposób odżywiania. Oczywiście nie służy on wszystkim. Ludzie często myślą, że istnieje jeden słuszny sposób odżywiania. To nieprawda. Ja jem 2-3 posiłki dziennie. Jem śniadanie dopiero, gdy zgłodnieję, a więc ok 3 godziny od wstania. Nie jem mięsa, słodyczy i produktów silnie przetworzonych. Ale jem jajka, nabiał i gluten.

Dlaczego nie jestem weganką?

Jedzenie nabiału, glutenu i jaj mi nie szkodzi. Nie nadużywam tych produktów w diecie, ale prawie codziennie któryś z tych elementów w niej występuje. I czuję się świetnie. Pod względem etycznym również nie czuję, że powinnam przejść na dietę wegańską. Znam argumenty wegan, ale mimo wszystko jedzenie produktów wytworzonych przez zwierzęta (jaja, mleko, miód) nie jest dla mnie tak samo niewłaściwe, jak zabijanie i zjadanie zwierząt. Staram się jednak kupować te produkty ze sprawdzonych źródeł.

Pomysły na pyszne dania wegetariańskie.

Mięso mielone zastępuj soczewicą, makaron zamiast z kurczakiem jedz z pysznymi sosami albo pesto. Wystarczy zblendować przecież bazylię lub pietruszkę, dodać czosnek, posypać serem i pomidorkami koktajlowymi. Nie ma nic pyszniejszego 🙂 Do dań dodawaj cieciorkę, orzechy, czasem tofu wędzone. Zaprzyjaźnij się z blenderem: budyń jaglany, pasty kanapkowe z roślin strączkowych, szejki owocowe. Gęste, rozgrzewające zupy. Moja mama zaczęła gotować zupy bez mięsa – wszystkim smakują bardziej niż te mięsne!!! Moje ukochane kulki mocy – daktyle, orzechy, słonecznik, kakao, miód, owsianka i nasiona chia w jednym ❤ Jest tyle możliwości. Tyle hiper szybkich dań. Oto vlog dietetyczki weganki, która podaje przepisy na przepyszne, szybkie i tanie dania wegańskie (nie jestem weganką, ale i tak uwielbiam jej kanał):

Jeśli udało Ci się dobrnąć do końca wpisu, to bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że okaże się on pomocny w kwestii przejścia na wegetarianizm. Ściskam ❤

komentarze 2

  • Aneta

    Dziękuję za twoją pracę i chęć podzielenia się tyloma cennymi informacjami. Mam 43 lata, mięso lubiłam jeść ale raczej bez objadania się, czasem jadlam codziennie, innym razem nie miałam na nie ochoty przez wiele dni. Co jakiś czas docierały do mnie informacje z mediów jak wygląda chów na masową skalę, jaki wpływ na mięso ma stres przeżywany przez zwierzęta tuż przed ich zabiciem, czym są odżywianie itp. Poruszały mnie te informacje, mnie, miłośniczke zwierząt, psów, kotow…ślimaków, tak tak, zanim skosze trawę zbieram z trawnika ślimaki aby ostrze nie zrobiło z nich miazgi. Tak, poruszały mnie informacje o warunkach zwierząt hodowlanych. Na chwilę, do czasu zjedzenia kotleta, który mi smakował. Czy z dnia na dzień zostaje się jaroszem? Myślę, że w moim przypadku to proces, jadlam kotlety ale coś w środku zgrzytalo, cichutko a potem coraz głośniej. Dziś na obiad mialam ulubionay ryż z potrawka, mięso z kurczaka gotowane, bialy sos, marchewka. Jest już późna pora, wieczorami oglądam hiszpańska tv, znam ten język… był program nt. zwierząt hodowlanych, smakoszy mięsa, hodowców i przeciwnikow. W Hiszpanii je się bardzo dużo mięsa, tak jak w Polsce. Te obrazy, gazowane świnie, ich krzyk. Ostatnie kilometry w ciezarowkach do rzeźni, niektóre padały z pragnienia po drodze. Coś we mnie ostatecznie pękło, wiem o tym, definitywnie. Wyłączyłem telewizor, wpisałam w wyszukiwarkę frazę wegetarianizm, po kilku minutach natrafiłam na Twoją strone, dziękuję, będziesz dla mnie wsparciem w dalszej drodze zmiany nawyków.

  • Urszula Falkowska

    Bardzo się cieszę 🙂 Myślę, że do tego trzeba po prostu wewnętrznie dojrzeć. Ja kiedyś też starałam się ograniczać mięso, ale wyglądało to tak, że ostatecznie i tak je jadłam prawie codziennie. Bo tak było łatwiej, wygodniej, szybciej. Ostatecznie musiałam podjąć kilka lat temu decyzję o całkowitym zaprzestaniu jedzenia mięsa (z przyczyn wyjaśnionych ww wpisie). To musiała być zero-jedynkowa decyzja. Albo przestaję jeść całkowicie, albo sama siebie oszukuję i wmawiam sobie, że ograniczam, a w rzeczywistości i tak jem. U mnie ta decyzja była nagła, z dnia na dzień. Tego się trzymam i tak jest do dzisiaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.