błędy w stosowaniu prawa przyciągania
Prawo przyciągania,  Szczęście

Błędy w stosowaniu prawa przyciągania.

Wiele osób popełnia pewne błędy w stosowaniu prawa przyciągania, przez co przyciąganie większych marzeń nie do końca im wychodzi. Wynika to z faktu, że czerpią oni wiedzę na temat stosowania tego prawa z filmu i książki Rhondy Byrne Sekret. I nie ma w tym niczego złego. W końcu ja sama przekonałam się o istnieniu tego prawa po obejrzeniu tego dzieła (jak pisałam we wpisie:Sekret. Czy prawo przyciągania istnieje?“). Pani Rhonda Byrne zrobiła świetną robotę uświadamiając tak wielu ludziom, że mają wpływ na swoją rzeczywistość. W jej filmie i książce istnieje jednak wiele niedopowiedzeń. Więc jeśli zależy Ci na uniknięciu frustracji i niepewności w kilku kwestiach zachęcam do przeczytaniu wpisu. Oczywiście jest to tylko i wyłącznie moje doświadczenie. U Ciebie mogło być inaczej. Myślę jednak, że wpis ten może Ci uświadomić, jakie popełniasz błędy w stosowaniu prawa przyciągania.

Zanim jednak przystąpisz do czytania wpisu możesz zapoznać się z niektórymi wcześniejszymi artykułami dotyczącymi prawa przyciągania:

Myślę, że wpisy te przeczytane w całości jasno i klarownie pokazują, jakie błędy w stosowaniu prawa przyciągania zdarzało mi się popełniać. Jednak z uwagi na mnogość pytań od wielu osób, postanowiłam napisać jeden krótki i konkretny wpis na ten temat.

Błędy w stosowaniu prawa przyciągania:

Nie myśl ciągle o pragnieniu!

błędy w stosowaniu prawa przyciągania

Po pierwsze, nie jest dobrze ciągle myśleć o pragnieniu. Wizualizacje i afirmację są fajne, ale często tylko utrudniają manifestację pragnienia. Zwłaszcza w sytuacji, gdy ktoś bez przerwy posiłkuje się nimi, a wcale nie wierzy (nie ma pewności), że pragnienie się spełni (a właściwie spełnia się już w chwili skupienia się na intencji). Sekret mówi o tym, że jeśli ciągle o czymś myślisz, to doprowadzisz do realizacji tego czegoś. Nie ma znaczenia samo myślenie. Ale wiara. PEWNOŚĆ, że wystarczy intencja, a Wszechświat pomoże nam w realizacji pragnienia. Jeśli dużo o czymś myślisz, to nie potrafisz odpuścić. A tym samym nie stosujesz właściwie mechanizmu prawa przyciągania i nie przyciągniesz pragnienia. We wcześniejszych wpisach pisałam, jak ważne jest odpuszczenie. Jest tak samo ważne, jak wiara w realizację pragnienia.

Działaj!

działanie podążanie drogą

Po drugie, nie wystarczy samo myślenie i wiara w realizację pragnienia. Najczęściej nasza wiara musi być podparta jakimś działaniem. Wiele osób, które poznało prawo przyciągania dzięki Sekretowi, myśli, że nie musi nic robić w celu realizacji celu. A to prowadzi do frustracji. Wszechświat da Ci inspirację, poprowadzi Cię. Ale musisz działać szybko. Nie wahać się ani chwili. A jeśli nie czujesz się pewnie w jakimś działaniu, nie czujesz flow i energii do działania, to znaczy, że wybrałeś niewłaściwą drogę. Bo gdy prowadzi nas TA Siła, to wszystko idzie jak z płatka.

Słowa nie mają aż tak dużego znaczenia.

błędy w stosowaniu prawa przyciągania

Po trzecie, nie ma znaczenia, czy w myślach używasz słowa „nie”. Możesz mówić „nie chcę”, ile Ci się podoba. Takie stwierdzenia są niebezpieczne tylko i wyłącznie wtedy, gdy wierzysz, że to czego się boisz się spełni. Na przykład, jeśli mówisz sobie w myślach: „O nie! Żeby tylko jutro nie wyskoczył mi pryszcz na twarzy, bo mam ważne spotkanie!” i boisz się, ze rzeczywiście tak się wydarzy, to możesz mieć pewność, że nad ranem ujrzysz w lustrze pryszcza. Ale jeśli powiesz sobie w myślach dokładnie to samo co wyżej zdanie i zaraz potem dodasz do tego inne stwierdzenie: „E tam. Nie boję się tego. To ja sama odpowiadam za to, co przyciągam do swojego życia. Jutro NIE będę miała pryszcza, ale piękną, gładką cerę”, to nie musisz się o nic martwić. W tym drugim przypadku nie wierzysz w to, że mogłabyś mieć brzydką cerę. Kontrolujesz sytuację. Same słowa nie mają znaczenia. Zapamiętaj to bardzo dobrze. Znaczenie ma to, w co rzeczywiście wierzysz. A strach przed czymś, jest formą wiary, że coś złego się wydarzy.

Możesz używać czasu przyszłego.

czas przyszły prawo przyciagania

Czas teraźniejszy. Zauważyłam, że na różnych stronach i forach poświęconych tematyce prawa przyciągania niektórzy ludzie zwykli pouczać innych, że nie powinno się podczas wypowiadania intencji pragnienia używać czasu przyszłego. To kompletna bzdura. To znowu nadmierne przywiązanie do słów. Nie ma znaczenia. Czy powiesz: „Będę miał dom z ogródkiem”, czy: „Mam dom z ogródkiem”. Słowa powstały po to, byśmy mogli się ze sobą komunikować. Są wyrazem naszego przebywania w rzeczywistości 3D. Prawo przyciągania polega natomiast na koncentrowaniu się na rzeczywistości 5D. Czyli bardziej niż materializm i słowa maja tutaj znaczenia emocje. Coś czego, nie da się do końca opisać. Jeśli mówiąc: Będę miał dom z ogródkiem”, CZUJESZ, ŻE ON JUŻ NALEŻY DO CIEBIE, to forma przyszła „będę miał” nie ma tutaj żadnego znaczenia. To tylko słowo. Musisz tylko być świadomy, że Wszechświat realizuje Twoją prośbę w chwili, gdy skoncentrowałeś się na intencji . I jesteś o tym całkowicie, niepodważalnie przekonany, czujesz wdzięczność za to, że możesz wybierać spośród wariantów Twojej rzeczywistości.

Nie wywołuj sztucznych emocji.

błędy w stosowaniu prawa przyciagania

Inną ważną kwestią jest sztuczne wywoływanie emocji podczas wyrażania intencji (prośby do Wszechświata). Pewna dziewczyna napisała do mnie kiedyś z pytaniem: „Wiem, że aby moje pragnienia nie wystarczą same myśli. Muszę też włożyć w to emocje. Nie potrafię jednak poczuć wdzięczności. Czy może to być inne, dowolne uczucie, na przykład duma?”. Bardzo wiele osób myśli, że musi wywołać w sobie emocje, aby ich pragnienie się spełniło. Sekret nie wyjaśnił zbyt dokładnie tej kwestii. Myślę, że troszkę namieszał ludziom w głowach.

Sztuczne wywoływanie emocji nic nie da. A już na pewno nie dowolnych emocji typu duma. Liczy się szczera intencja. Szczerość to emocja, o którą nam chodzi. Realne uwierzenie w realizację prośby. Jeśli jesteś absolutnie pewien, że Twoje pragnienie się spełni to nie musisz wywoływać już żadnych innych uczuć. Jeśli nie wierzysz w realizację prośby to przekonaj do tego swoją podświadomość. Ja wiem, ze niektórym pomagają w tym wizualizacje i afirmację. Ja wolę logiczne argumenty, które mi samej pomogą uwierzyć. Oczywiście, że uczucia takie jak wdzięczność, radość, optymizm, miłość przyspieszają realizację pragnienia. Ale nie oszukuj podświadomości. Spróbuj zrobić coś, co realnie wywoła te uczucia. Wiesz co zawsze pomaga? Kontakt z naturą, zdrowe odżywianie, aktywność fizyczna, masaż i medytacja. Pisałam o tym we wpisie: “Jak mieć więcej energii do życia i wysokie wibracje?”.

Nie musisz precyzować pragnienia, jeśli nie chcesz.

koła zębate precyzja

Pewna dziewczyna, zadała mi pytanie: „Czy zawsze trzeba precyzować pragnienie? Czy nie mogę po prostu prosić Wszechświat o bycie szczęśliwym?”. Jest to kolejny element, który budzi wątpliwości z uwagi na to, co mówił Sekret. Wiele osób myśli, że musi dokładnie wizualizować swoje pragnienia. Można to robić. Ale wcale nie trzeba. Jeśli nie wiesz, co jest dla Ciebie dobre i co uczyni Cię naprawdę szczęśliwym, to dlaczego by nie zdać się w tej kwestii na Wszechświat? Zaufaj mu, niech Cię prowadzi.

Słuchaj intuicji!

daj prowadzić się intuicji

Wiele poradników prawa przyciągania twierdzi, że możliwe jest przyciągania tylko bardzo sprecyzowanych, zwizualizowanych życzeń. Dziewczyna,czuła podświadomie, że może poprosić Wszechświat o bycie szczęśliwą. Czuła, że On ją wtedy poprowadzi. Ale naczytała się, że musi skonkretyzować pragnienie i dokładnie określić to, co uczyni ją szczęśliwą. Nieprawda. Można prosić Wszechświat/Boga o WSZYSTKO. Chęć bycia szczęśliwą osobą, to bardzo konkretna prośba. Którą zresztą dużo łatwiej zrealizować niż szukając na siłę rozwiązań problemu bycia nieszczęśliwym. Formułując pragnienie w następujący sposób: „Boże (Wyższe Ja, Wszechświecie – jak chcesz) prowadź mnie. Ty wiesz, co jest dla mnie najlepsze, chcę być po prostu szczęśliwa”. Odpuść całe napięcie i oczekiwanie związane z realizacją pragnienia.

Nie musisz dokładnie wizualizować sobie wymarzonego partnera/partnerki, czy domu marzeń. Wystarczy, że powiesz sobie w myślach, że ma to być osoba dla Ciebie odpowiednia i będziesz z nią szczęśliwy/a. Tak samo z domem marzeń. Choć jeśli zależy Ci na przyciągnięciu, czegoś (kogoś) bardzo konkretnego, to możesz prosić w myślach o coś takiego. Z mojego doświadczenia wynika, że proszenie Wszechświat/Boga o konkretne rzeczy często spowalnia realizację pragnienia. Bo czujemy wtedy presję, nie potrafimy odpuścić. Możesz precyzować pragnienie, ale nie musisz.

Wszystko zależne jest on Twojej indywidualnej sytuacji. Zawsze kieruj się intuicją. Jeśli czujesz, że pragniesz czegoś bardzo konkretnego to odważ się poprosić o to Wszechświat. Możesz malować wtedy w wyobraźni różne obrazy. Formułować bardzo konkretne prośby. Ale możesz też wyrazić po prostu chęć zmiany i poprosić o inspiracje od Boga. Zaufać, że wszystko ułoży się w najlepszym dla Ciebie porządku.

Wizualizacje i afirmacje.

marzenia wizualizacje i afirmacje

Kolejna kwestia jest poniekąd kontynuacją poprzednich fałszywych przekonań. Wiele osób podkreśla, że w procesie przyciągania swojego pragnienia bardzo ważne są afirmację i wizualizacje. Traktują ten etap, jako coś niezbędnego. Nieodłączny element mechanizmu prawa przyciągania. Ponieważ dzięki nim łatwiej jest nam określić, czego dokładnie chcemy. Jeśli lubisz tego typu techniki, to je stosuj. Z mojego doświadczenia wynika, że nie są one potrzebne. Wystarczy krótka i przelotna myśl w głowie. Kilka sekund pewności, że to, czego chcesz, jest już Twoje. Czasem wizualizacje i afirmacje tylko przeszkadzają w realizacji pragnienia. U mnie tak było. Ponieważ oszukiwałam sama siebie. Musisz wiedzieć, kiedy rzeczywiście w coś wierzysz, a kiedy tylko wmawiasz sobie, że tak jest.

Podobno kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą. Gdy o czymś ciągle myślimy, to w końcu zostaje to w naszej podświadomości. Prawdopodobnie tak jest. Ale u mnie osobiście tego typu techniki się nie sprawdziły.

Nie twierdzę, że “słowa” nie mają żadnego znaczenia. Pięknie wyjaśniła tą kwestię Agnieszka Maciąg w swojej książce: “Słowa mocy” (link afiliacyjny). Myślę jednak, że aby stosować prawo przyciągania świadomie należy zdać sobie sprawę, że większe znaczenia od tego jakich słów używasz, ma to, co czujesz.

Zachęcam do komentowania wpisu. jestem bardzo ciekawe, jak wiele osób ma doświadczenia podobne do mnie. Jakie błędy w stosowaniu prawa przyciągania Ty popełniałeś?

Pozdrawiam ciepło, Ula 🙂

komentarzy 10

  • Michał

    W niedługim czasie muszę się przeprowadzić, i jakiś miesiąc temu tak luźno sobie pomyślałem, hm, fajnie byłoby mieszkać blisko parku. Wczoraj byłem oglądać mieszkanie którego okno wychodzi na park, budynek w bezpośrednim jego sąsiedztwie, w dodatku trzy ulice dalej od miejsca w którym mieszkam aktualnie. Więc za oknem żadnych zabudowań tylko gęsta zieleń drzew. Coś mam dobre przeczucia odnośnie tego miejsca 🙂 A tylko luźno sobie pomyślałem, że miło byłoby mieszkać w sąsiedztwie zieleni. Przelotne życzenie, I taka niespodzianka.

  • Michał

    Tak sobie myślę o tym co napisałaś Ula pod sam koniec, że aby stosować prawo przyciągania świadomie należy zdać sobie sprawę, że większe znaczenia od tego jakich słów używasz, ma to, co czujesz. Absolutnie się z tym zgadzam. Można wzbudzić w sobie nawet uczucie zakochania w osobie której jeszcze nie znamy, ostatnio kilka razu udało mi się osiągnąć taki naprawdę intensywny stan, że sam byłem później zaskoczony tym, jak błogo się poczułem. Czasem wystarczyła na to chwila, to jest naprawdę niesamowite. Słowa nie mają aż takiego znaczenia jak właśnie to co się czuje myśląc o pragnieniu. Z mojego doświadczenia natomiast wiem, że dużą przeszkodą w stosowaniu prawa przyciągania jest niska wibracja, przewlekle obniżony nastrój. Szara przytłaczająca codzienność. Depresja. W depresji niemal niemożliwe wydaje się przyciągnięcie tego czego się pragnie, zresztą, pragnienia nawet nie przychodzą do głowy. Głowa nabita jest tylko i wyłącznie problemami, ciągłe ruminowanie i rozpamiętywanie jakichś krzywd niemal uniemożliwia stosowanie prawa przyciągania. I może i dobrze, bo gdyby negatywne myśli i uczucia towarzyszące człowiekowi z chorą duszą urzeczywistniły się, mogłoby dojść do tragedii. Podejrzewam istnienie jakiegoś niewidzialnego mechanizmu obronnego, który blokuje w jakimś stopniu manifestację tych najgorszych obaw, nie wystawiając człowieka na tyle niebezpieczeństw. Wtedy jakby wszystko jest uśpione, spowolnione. I bezbarwne. Z mojego doświadczenia wiem również, że wibracja wysoka, radość, otwartość, miłość bezwarunkowa, akceptacja i cieszenie się chwilą, same w sobie wystarczą do manifestacji. Wtedy manifestują się przelotne myśli, luźne życzenia, nie trzeba żadnych wizualizacji, afirmacji, technik. Bo to co wysyłamy i o czym myślimy przez większość dnia czując się po prostu dobrze samym ze sobą, będąc zacumowanym jak ten statek w porcie o nazwie “obfitość”, dobra same do nas przypływają. My nawet swoimi myślami nie musimy zbyt daleko wypływać. Sposób myślenia to jedno, ale to właśnie uczucia to klucz do tego magicznego świata manifestacji. Dlatego tak bardzo istotne według mnie jest dążenie każdego dnia do jak najwyższej wibracji, na każdy tylko możliwy dostępny sposób, Zasypiać z dobrymi myślami, bo ostatnia myśl przed zaśnięciem często jest tą pierwszą po przebudzeniu. Wysypiać się, pić dużo wody, uprawiać sport. Zdrowo się odżywiać. Stawiać sobie cele, choćby najmniejsze, i je realizować (to naprawdę bardzo, bardzo podnosi wibrację). Stosować EFT 🙂 Medytować, dotrzymywać słowa, być uczciwym i szczerym wobec samego siebie, używać najpiękniejszych słów jakie się zna, a dostrzeże się jeszcze więcej piękna. Robić wszystko co tylko się da, by pozostać w jak najwyższej wibracji. Z czasem bycie w takim stanie wejdzie w nawyk, i stanie się naturalnym stanem. Wiadomo, też mogą zdarzyć się gorsze dni, ale przebywanie długo w wysokich wibracjach zmienia człowieka, otwiera świadomość. Umysł uznaje to za swój naturalny stan szukając później w tym potwierdzenia wszędzie wokół, w wartościowych osobach które spotykamy na swojej drodze, sztuce którą doceniamy, wdzięczności którą odczuwamy za to, co mamy, pięknie które dostrzegamy na każdym kroku, niesamowitości i niepowtarzalności każdego dnia. I wpadamy wtedy w takie błędne koło pozytywnej samonapędzającej się fali szczęścia, z której wcale później nie jest tak łatwo wyskoczyć. Pojedyncze przykre wydarzenie nie jest w stanie nas z tego “wybić”. Na długotrwała wysoką wibrację często trzeba się sporo napracować, ale to gra warta zachodu. Wtedy zaczynamy świecić. Są jednak ludzie których taki mocny blask u innych wręcz dotkliwie oślepia i zrobią wszystko żeby ugasić to światło. Trzeba być tego świadomym, są tacy ludzie. Że są ludzie którzy po prostu mają złe intencje, i ich też możemy spotkać na swojej drodze, nawet kiedy wibrujemy wysoko. Szczególnie wtedy, będąc w takim stanie warto sobie o tym przypomnieć. Bo wówczas percepcja zdaje się zniekształcona, ale w taki pozytywny sposób. Wszędzie dostrzegamy plusy, zalety, dobro, piękno itd. I to jest takie naturalne. Wtedy łatwo można się zapomnieć, że istnieją również tacy, którzy pragną pożywić się tym blaskiem. To bardzo ważne żeby w porę dostrzec takich ludzi, i nie próbować nikogo “na siłę” nawracać. Nie wikłać się w niszczące relacje często naiwnie wierząc, że kogoś można zmienić. Często może to też wynikać ze szczerej potrzeby pomocy, z pragnienia by ktoś poczuł się równie wspaniale jak my, z potrzeby otwartego serca. Często też zostaje to wykorzystane przeciwko nam. Bo spadek z wysokiej wibracji również następuje stopniowo, i nim się opamiętamy nadchodzi taki dzień, kiedy jesteśmy wyczerpani emocjonalnie, pozbawieni nadziei, sił. Nawet nie jesteśmy w stanie spojrzeć w lustro. I zaczynamy nienawidzić siebie. Dlatego to bardzo, bardzo ważne, by nie uświadamiać nikogo na siłę. Słuchać intuicji. Pewne decyzje czasem mogą nas naprawdę słono kosztować. Nikt z nas nie wie, co dla drugiej osoby jest lepsze. Każdy ma swoją ścieżkę, swoją indywidualną drogę do przejścia. Przypomniała mi się teraz jedna z zasad “Transerfingu rzeczywistości” wg. Vadima Zelanda:
    – Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi – . Dobrze o tym pamiętać.

    Jeszcze jedna przeszkoda w stosowaniu prawa przyciągania przyszła mi teraz do głowy. Była mowa o słowach, o uczuciach które są tak bardzo ważne. Istnieje jeszcze trzeci składnik. To przekonania. Tak jak Ula napisałaś tłustym drukiem, “Wystarczy krótka i przelotna myśl w głowie. Kilka sekund PEWNOŚCI, że to, czego chcesz, jest już Twoje”. Bez tej pewności, pozostaje tylko zwątpienie. A wątpiąc, wiele nie przyciągniemy. Brak tej wewnętrznej pewności co do spełnienia się naszego pragnienia, w dużej mierze według mnie wiąże się z brakiem pewności siebie w ogóle. Jeśli jesteśmy osobami nieśmiałymi, czy brakuje nam po prostu wiary w siebie, mamy ogromny problem by przyciągnąć to, czego pragniemy. Wtedy też blokujemy się na ten przepływ obfitości, kiedy boimy się coś stworzyć, bo nie będzie to niewystarczająco dobre, albo kiedy boimy się odezwać, lękając się krytyki albo po ty, by nie krzywdzić czyichś uczuć. To według mnie ogromne blokady, potężne mury które należy zburzyć, by móc w pełni doświadczać życie, i by móc z radością przyciągać to, czego się pragnie. Pomocne w zmianach może okazać się EFT, napisałaś Ula bardzo wartościowe i inspirujące wpisy na ten temat, za co jestem Ci bardzo wdzięczny. EFT można z powodzeniem stosować na wiele blokad, pracować z mnóstwem traum i programów tkwiących w człowieku czasem od wczesnego dzieciństwa. I cóż, powiem wam tylko tyle – to zwyczajnie działa. Polecam każdemu chociaż spróbować, bez oczekiwań, nawet traktując jako zabawę. Spróbować, tydzień, dwa. Nie pożałujecie 🙂

    Znasz Ula jakieś sposoby, poza EFT, które mogłyby pomóc ludziom którym brakuje wiary w siebie, którzy mogliby obudzić w sobie tą ogromną siłę pewności siebie? Bardzo ciekaw jestem twojego zdania na ten temat. Gdyby każdy mógł mocno uwierzyć w siebie, poczuć się naprawdę wartościową osobą, wspaniałą osobą, cudem – wtedy świat napełniłby się obfitością. Mój Boże, jak pomyślę sobie jak bardzo zyskały by na tym relacje międzyludzkie, jak świat mógłby być piękniejszy. Uwielbiam widzieć blask w czyichś oczach kiedy z kimś rozmawiam, czuć że ktoś jest szczęśliwy. To piękne, magiczne. Każdy z nas jest wartościowy, każdy z nas przyszedł na ten świat bezwarunkowo wartościowy. Wielu z nas musiało, bądź wciąż musi iść drogą pełną przeszkód, albo wręcz rozżarzonych węgli, bolesną i krętą. W dodatku mroczną, pozbawioną światła. Ale świat się jeszcze nie kończy. Dopóki bije serce i oddech dodaje życia, wszystko może się wydarzyć. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro. Każdy z nas jest wyjątkowy. Ty która to czytasz jesteś wyjątkowa, a Ty który to czytasz jesteś niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju, Uwierzcie w siebie, pokochajcie siebie a świat pokocha was.

    Pozdrawiam serdecznie! 🙂

    • Urszula Falkowska

      Przepięknie to napisałeś Michał. Bardzo Ci dziękuję za współtworzenie bloga poprzez komentarze. Mam nadzieję, że większość osób, które tu zaglądają czytają również komentarze, bo to wszystko, co piszecie jest niesamowicie wartościowe i mądre. Poruszyłeś tak wiele treści, że nawet ciężko jest mi się odnieść do wszystkiego. W każdym razue dziękuję 🙂 Że wszystkim 100% się zgadzam, nie wiem nawet, czy sama ujęłabym to w tak piękny spodób.
      Bardzo spodobało mi się to, co napisałeś o niskich wibracjach i “mechanizmie obronnym” przed manifestowaniem myśli, które towarzyszą nam w tych najgorszych chwilach.
      Nie myślałam o tym wcześniej w ten sposób. To prawda. Choć źle uczucia też przyciągają źle wydarzenia, przykładem są chociażby choroby. Z tym, że mając wysokie wibracje przyciągamy ŚWIADOMIE, a przy niskich wibracjach nie mamy żadnej kontroli nad tym, co się wydarzy. I tu tkwi zasadnicza różnica. Dlatego zależy nam na wysokich wibracjach, aby przyciągać świadomie, łatwo i przyjemnie. Niskie wibracje i złe emocje też mają moc, ale my jej nie kontrolujemy.
      Depresji nigdy nie miałam, więc nie potrafię odnieść się do aż tak niskich wibracji. Miałam jednak w życiu bardzo złe momenty (i towarzyszące im negatywne emocje) i przyciągałam wtedy wydarzenia, które nie były przyjemne.

      Co do braku pewności siebie – to prawda, tutaj objawia się właśnie brak poczucia własnej mocy i nieograniczonych możliwości tworzenia własnej rzeczywistosci u wielu osób.
      To jest bardzo trudne. Mam bardzo bliską osobę, która nie wierzy w siebie,ma niskie poczucie własnej wartości, mimo że jest wspaniałą, wartościowa osobą i piękna duszą. I jej praca nad sobą jest bardzo długim procesem. Pewnie jest to indywidualna kwestia i nie ma tu jednej metody, aby zbudować przekonanie o własnej wartości. Ponieważ najczęściej problem oparty jest o bardzo głębokie traumy i fałszywe przekonania,ktore pojawiły się już we wczesnym dzieciństwie i kroczek po kroczku, przez całe życie stawały się większe i większe.
      Wiele dałabym, aby ta osoba zrozumiała, jak cudowną jest osobą, ale niestety nie potrafię jej pomóc. Myślę, że najważniejsza jest tutaj sama intencja. Decyzja o tym, że chcemy być bardziej pewni siebie, odzyskać poczucie mocy. Myślę, że najlepszym sposobem na to jest szczera rozmowa z Bogiem. Prośba, aby dał nam to przekonanie o własnej wartości. Jak się Go szczerze o coś poprosi i wyrzuci wszystko, co się na na serduchu to dzieją się cuda. Z tym, że nie każdy chce wyrazić taką intencję. Ta decyzja (świadoma i zdecydowana) o zmianie jest właśnie kluczowa. Być może ten strach przed rozmową z Bogiem (swoim Wyższym Ja, własną duszą, czymś, co kieruje tym Wszechświatem) wynika ze skojarzeniami z religią katolicką – wyimaginowanym, mściwym i wrednym Bogiem, którego trzeba się bać. Zamiast mu zaufać. Bo tak naprawdę to nie my mamy mocy… Bez tego zaufania i chęci prowadzenia przez tą Siłę nie możemy nic zdziałać samodzielnie. A próbowałam 🙂 Ale ta, moc która jest w nas pochodzi właśnie od Boga. Myślę, że, uświadomienie sobie tego, jest pierwszym krokiem do zyskania pewności siebie. Mi od dzieciństwa własnie Bóg daje to poczucie mocy,pewność, że wszystko wydarzy się tak, jak tego chcę. Nie dlatego, że jestem jakaś “wyjątkowa i super”. Nigdy nie uważałam się za lepszą od innych (mądrzejsza, zdolniejszą, czy bardziej zmotywowaną, mniej leniwą – uwielbiam lenistwo 🙂 To poczucie mocy i zdecydowania zawsze brało się z tego, że wiedziałam, że prowadzi mnie Bóg i On wszystko ogarnia 🙂 Dlaczego więc coś miałoby mi nie wyjść skoro Go o to prosiłam? Rozpisałam się, a nie napisałam jeszcze nawet 20% tego, co mogłabym w tym temacie napisać. W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak napisać wpis na ten temat. Dziękuję za inspirację!
      Pozdrawiam ciepło 🙂

  • Michał

    Póki pamiętam, dopiszę jeszcze coś co sobie właśnie teraz przypomniałem odnośnie tej pewności siebie, bo mi umknie 😉 Czytałem kilka miesięcy temu bardzo interesującą książkę autorstwa Amy Cuddy – Wstań! Skuteczny sposób, by zyskać pewność siebie i stawić czoła wyzwaniom.

    https://lubimyczytac.pl/ksiazka/3669099/wstan-skuteczny-sposob-by-zyskac-pewnosc-siebie-i-stawic-czolo-wyzwaniom

    Pani Amy książkę napisała po tym wystąpieniu TED:
    https://www.youtube.com/watch?v=RWZluriQUzE

    Po krótce odniosę się do książki. Cała idea zawarta w tym poradniku przybliża nam wpływ postawy ciała na samopoczucie i na myśli. Często mówi się o tym że to myśli mają wpływ na emocje i na nastrój, i to prawda. Ale co może sprawić że w głowie pojawi się więcej myśli dodających nam sił, a my sami poczujemy w sobie moc i power do działania, wierząc że damy radę? Okazuje się że postawa ciała. Autorka przytacza wiele badań, które wykazały między innymi podnoszenie się np. poziomu kortyzolu i spadek testosteronu kiedy siedzimy np. zgarbieni (dlatego często mamy czy babcie mówią “nie garb się!” :)), ale i odwrotnie, odpowiednie, tzw. “postawy władcze”, obniżają hormony stresu i podnoszą poziom neuroprzekaźników dodających sił, pewności siebie. Dają nam poczucie mocy. Przybieranie “postawy Wonder Woman” czy “Supermana” przed jakimś ważnym wystąpieniem, rozmową potrafi naprawdę dodać sił. Przeczytajcie, naprawdę ciekawa lektura, i przede wszystkim pomocna. Szkoda że mnie samemu wiele razy uciekało z głowy to, o czym czytałem, bo już nie raz mogłoby mi się przydać w pewnych sytuacjach. Spróbujcie, a sami zobaczycie. A raczej poczujecie.

    Dziękuję Ula za miłe słowa. Bardzo lubię czytać Twojego bloga i często okazuje się on dla mnie inspirujący. Jeśli chodzą mi po głowie jakieś myśli związane z tym o czym piszesz, chętnie się tym dzielę, albo czymś co i mnie pomogło, bo nie wiadomo kiedy pomoże to komuś, kto tutaj zaglądnie akurat będąc w potrzebie 🙂

    Pozdrawiam raz jeszcze, i czekam na następny wpis! 🙂

  • Beata

    Michał,
    zgadzam się się z Ulą, jak pięknie to wszystko opisałeś 🙂 Muszę powiedzieć, że jestem wzruszona Twoją wrażliwością i zarazem mądrością. Zawsze mnie zastanawia, skąd inny ludzie, Wy bierzecie takie “moce”, aby opisywać stany swojej duszy i dzielić się tym doświadczeniem z innymi. Zazdroszczę Wam, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, że światło pozytywnej energii, jakie z Was bije olśniewa innych, zachwyca i przyciąga:) Szczerze mówiąc, nasuwa mi się tylko jedno pragnienie – ja też chcę taką być 🙂 Czuć tą “moc” każdego dnia, kochać życie takim jakie jest, cieszyć się chwilą, jaka mi została ofiarowana. Praktykować wdzięczność. Jestem na początku mojej drogi, ufam jednak, że osiągnę blask w moich oczach, którym będzie przyciągał innych 🙂

    Miłego wieczoru dla Was,

    Beata

    • Michał

      Jest mi naprawdę ogromnie miło kiedy czytam od was takie szczere, ciepłe komentarze. Dziewczyny, bardzo wam dziękuję 🙂 Beato, kiedy napisałaś skąd my, ludzie bierzemy te “moce”, zacząłem się nad tym zastanawiać. No właśnie, skąd? Jak to jest możliwe że można odczuć stan emocjonalny drugiej osoby za pośrednictwem kilku napisanych zdań wyświetlających się na jaskrawym wyświetlaczu monitora. Pojedyncze litery tworzące słowa, słowa tworzące zdania. Zdania przekształcające się w myśli, wyobrażenia. Emocje. E-motion. Energia w ruchu. Tworzenie, wydobywanie jej na zewnątrz. Choć może wydobywanie to nie do końca odpowiednie słowo, kojarzy się z wysiłkiem. Kiedy energia płynie, kiedy my się jej poddajemy, kiedy jest ten flow, wtedy najlepiej ją odczuć. Mieliście może kiedyś takie wrażenie, czytając jakąś książkę, że część jest napisana pod wpływem jakiejś niewypowiedzianej siły, która nie pozwalała oderwać wzroku od kartki, a niektóre fragmenty pisane były jakby ” na siłę”, i wręcz nużyły, męczyły, a umysł sam odlatywał, nie mogąc skupić się na tych suchych fragmentach? Albo książki które połyka się w całości, tak silna energia z nich bije od pierwszej do ostatniej strony. Energia zapisana w zdaniach, zachowana na lata całe, energia którą można odczytać i poczuć. Nawet setki lat po śmierci autora powieści “żyją”. To jest niesamowite, i wręcz niewiarygodne jak tak teraz o tym myślę. Jeżeli chodzi o powieści to ostatnio czułem taką niesamowitą, silną energię kiedy czytałem Hrabiego Monte Christo autorstwa Aleksandra Dumas. Zresztą, nie tylko przy słowie pisanym te moce i ta energia jest odczuwalna, ale i w muzyce, w malarstwie. Można ją zobaczyć we wzorze pięknej sukienki spoglądającej z witryny sklepowej, usłyszeć w drganiach struny gitarowej. Poczuć jej harmonijny smak w restauracji. Zobaczyć ją w czyimś uśmiechu. Poczuć jej zapach w kompozycji kwiatów. Można jej dotknąć za każdym razem, kiedy ktoś wkładał serce w to, co robił. Czy to projektując sukienkę, czy gotując potrawę, czy tworząc tekst piosenki. Wszędzie tam, gdzie jest obecność, gdzie ktoś poświęca całą uwagę temu co robi, i kiedy wkłada serce w to, co robi – wtedy można poczuć tą energię. Zauważcie, ile jest pięknych piosenek o miłości. Znaczna większość z nich tworzona była pod wpływem wzniosłych uczuć, i czasem niemal natychmiast można to wyczuć. Gusta muzyczne są różne, ludzie też wibrują na różnych częstotliwościach. Pamiętam jak wcale nie tak dawno po raz pierwszy usłyszałem stary klasyk, ale energia zwaliła mnie niemal z nóg. Jefferson Airplane – Today. Ale i zdarzyło mi się że dreszcze przebiegł mi po plecach kiedy usłyszałem np, piosenkę Meli Koteluk – Na Wróble. albo Agnes Obel. Mógłbym tak jeszcze długo wymieniać, ale nie w tym rzecz. Gusta są różne, jak napisałem wcześniej. Tylko jak pamiętam, najbardziej odczuwałem te najpiękniejsze piosenki i ukrytą w nich energię, kiedy wibrowałem na wysokiej częstotliwości. Kiedy odczuwałem radość, entuzjazm, zaufanie i akceptację. Podobnie jak kiedy trafiłem pierwszy raz na tego bloga, przeczytałem wpis Uli o prawie przyciągania i tak mnie ten blog przekonał, poczułem bijącą z niego taką dobroć, miłość i ciepło, że zostałem tu dłużej 🙂
      Każdy z nas ma w sobie tę moc, bo każdy z nas jest z niej zbudowany. Tą mocą jest miłość, spoiwo całego wszechświata. Musimy tylko o tym pamiętać 😉

      Dużo mocy wam życzę!

      • Urszula Falkowska

        Mam w tej kwestii identyczne odczucia! Zobaczcie, kiedy siadam do pisania bloga, czy książki, często czuję, że te słowa “nie są moje”. Tak jakby przechodziła przeze mnie jakaś Siła. Czasem nie wiem nawet, o czym będę pisać danego dnia. Mam tylko luźny zarys tematu w głowie. A potem czuję niesamowite flow. Słowa, zdania, przemyślenia przychodzą same. Stąd tak długie teksty, a zawsze planuję napisać coś krótkiego, zwięzłego 🙂 Podczas pisania nie chce mi się jeść, całkowicie tracę poczucie czasu. Później patrzę na tekst i myślę – “Kurcze, mądre to jest, Urszula czasem to mi zaimponujesz” 😂😂😂
        Czasem czuję, że te myśli pochodzą nie ode mnie tylko od Boga. Przed pisaniem najczęściej mówię do siebie w myślach: “No dobrze Boże, to mów, co mam tutaj napisać”. Więc książka “Rozmowy z Bogiem” Walscha wcale mnie nie szokujące, wiem, co autor miał na myśli, twierdząc, że on pyta o coś Boga, a Bóg mu odpowiada i on spisuje tylko jego przekaz.

        Nad piosenkami również zastanawiałam się wielokrotnie. Co sprawia, że piosenka staje się ponadczasowa? I wywołuje w nas niesamowite emocje nawet długo po śmierci autora? Co sprawia, że czujemy emocje twórcy? Rozmyślałam juz o tym dawno temu. Zastanawiałam się dlaczego tak bardzo lubię na przykład Michela Jacksona, a a nie przepadam za Patrycją Markowską. Przecież oboje niby śpiewają o tym samym. Czemu Whitney Houston wywołuje we mnie ciary. Czemu utwór zespołu Rudimental “Free” sprawia, że ciekną mi łzy po policzkach i mam dobry nastrój przez resztę dnia. Myślę, że piosenka jest wtedy wartościowa i staje się ponadczasowym hitem, gdy autor włożył w nią całego siebie. EMOCJE. Bez emocji powstaje tylko kolejna piosenka bez wyrazu. To dlatego czasem mam wrażenie (choć nie słucham radia, ale w miejscach publicznych czasem je słyszę), że w radiu ciągle leci ta sama piosenka. Dopóki nie dadzą Krajewskiego, Górniak, czy Stinga 🙂
        I cieszę się, że ktoś zastanawia się nad takimi sprawami jak ja ❤️
        W kwestii książek. Czy Wy czytacie mi w myślach????? 🙂
        Wczoraj skończyłam “Wichrowe Wzgórza” i paplalam o tej książce mężowi aż do zaśnięcia. Ja ogólnie mam słabość do dziewiętnastowiecznnych powieści, ale nie wiem, czy jakąkolwiek wcześniejszą zrobiła na mnie aż takie wrażenie. Coś w niej jest takiego, co bardzo mnie poruszyło. Autorka nie skupia się na słowach, ale w detalach, między wierszami przedstawiła emocje nie tylko bohaterów książki, ale też własne i chyba każdego człowieka chodzącego kiedykolwiek po tym świecie. Ta powieść jest jednocześnie boska i ludzka. Bohaterowie są jednocześnie bogami i ludźmi. Są nieraz wcieleniem zła, negatywnych cech, które nabyli poprzez traumy doświadczane od dzieciństwa. Chciałam nawet napisać wpis i Wichrowych Wzgorzach, ale potem pomyślałam: “nikt tego nie będzie czytał”. A tutaj takie zaskoczenie! Rozkminy w komentarzach podobne do moich 🙂
        Napiszę ten wpis. Najgorzej, że od czerwca będę już intensywnie pracować i nie będę miała tyle czasu, co teraz. Ale postaram się pisać jak najczęściej, skoro rzeczywiście mam dla kogo. Dziękuję Wam ❤️
        PS. Często zastanawiałam się też nad tym, dlaczego niektóre ekranizację cudownych książek są tak słabe. Niby fabuła ta sama, nawet słowa bohaterów wyjęte wprost z książki. A film płytki i bez wyrazu. Nieraz zastanawiam się, czemu tak trudno jest zekranizować powieści Stephena Kinga. Najczęściej filmy na ich podstawie są bardzo nieudane. A książki w większości mają niesamowity klimat. To emocje, szczerość aktorów, reżysera, twórcy muzyki do filmu i zdjęć sprawia, że film wywołuje w nas emocje. Nie fabuła.

  • Michał

    Bardzo przyjemny ten utwór o którym wspomniałaś, Rudimental. Chyba pierwszy raz go słuchałem dzisiaj 🙂 Od razu przypomniał mi się podobny, Imagine Dragons – Roots. Często dodaje mi kopa kiedy go słucham. A z filmami o których piszesz i ich ekranizacjami, podejrzewam że wynika to z celu jaki przyświeca stworzeniu ekranizacji bazującej na światowym bestselerze. To zysk, w stanach dla wielu ludzi dolar jest najwyższą wartością w życiu, a dla producentów filmowych liczy się tylko tyle, byle słupki się zgadzały, To rozpatrują w pierwszej kolejności. Dla większości osób pracujących w przemyśle filmowym to biznes, ale dla wielu z nich to sztuka. Sztuką jest również znaleźć odpowiedniego artystę, reżysera który najlepiej byłby wiernym i oddanym fanem jakiejś powieści. Na przykład Peter Jackson według mnie zrobił rewelacyjną robotę przy Władcy Pierścieni, nie sądzę by przez najbliższe sto lat powstała lepsza ekranizacja. Ja nawet sam kiedy czytałem “Dwie Wieże” przed pójściem do kina, wyobrażałem sobie bitwę o Helmowy Jar niemal dokładnie tak samo, jak później zobaczyłem to na kinowym ekranie. Rzadko mi się to zdarza, niemal wcale. Zawsze te wyobrażenia w mniejszym lub większym stopniu rozmijają się z tym, jak widział to reżyser. Ja chyba tylko raz tak miałem, właśnie z Władcą Pierścieni. Już nie wspominając o pięknych lokacjach w nowej Zelandii, wzniosłej instrumentalnej muzyce Howarda Shore, realistycznie i sugestywnie stworzonej scenografii i kostiumach. Na to wszystko potrzeba całego sztabu artystów, a żeby to zgrało się tak idealnie, nie może być mowy o przypadku. Peter Jackson musiał mieć silne marzenie, pragnienie powołania świata Śródziemia do życia. I udało mu się to. Dzisiaj te magiczne siły, boska interwencja która go prowadziła, przejawia się tej pięknej trylogii. W Hobbitach już tego tak nie czuć, niby podobna ekipa, scenografia, lokację – a jednak czegoś tam brakuje. Być może dlatego że film miał pierwotnie stworzyć Guillermo del Toro, a Jacskona zatrudniono pod koniec, i był zmuszony pracować na wizji która powstała w głowie Del Toro. Stąd może ta rozbieżność. Podobnie może być z innymi filmami, kiedy reżyser mówi “To ja zrobię to tak i tak, ludzie to pokochają”. Producent na to “Nie ma mowy. Zrobisz tak jak ja chcę, albo zapomnij o reżyserce”. I stąd też mogą wynikać te słabe ekranizacje.

    • Michał

      Nie wspomniałem o aktorstwie, najważniejszym fundamencie dobrej ekranizacji 🙂 Ale wiece, co mam na myśli. Każdy element filmu, każda osoba włącznie z aktorem, dźwiękowcem, charakteryzatorem składa się na jedną, wielką niesamowitą całość.

    • Urszula Falkowska

      Zapomniałam wspomnieć o najważniejszym – tego utworu trzeba posłuchać razem z obejrzeniem teledysku. I skupić się na słowach. Teledysk + muzyka – one razem w tym przypadku tworzą spójną całość. Dopiero wtedy można się wzruszyć.

      Zgadzam się, co do Władcy Pierscieni. Właściwie film podobał mi się nawet bardziej niż książka, a to się nigdy nie zdaża. Podobne odczucia miałam z Hobbitem. Niby film o tym samym, ten sam świat, a takie rozczarowanie… Jeszcze pierwsza część była całkiem ok (myślę, że dzięki piosence Misty Mountain :)), ale dwie kolejne części nie miały klimatu i tego czaru, co Władca Pierscieni. Ta Trylogia nie starzeje się mimo upływu lat.
      Podobnie zresztą jak Avatar Camerona.

      I myślę, że to właśnie te emocje, o których mówimy czynią nas ludzi tak wyjątkowymi pośród innych zwierząt. To właśnie one są sensem życia. To dla nich “doświadczamy” i “tworzymy”. I one definiują nas jako ludzi, zaszczepiając w nas jednocześnie cząstkę Boga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *