negatywna wizualizacja
Duchowość,  Prawo przyciągania,  Szczęście

Technika negatywnej wizualizacji. Fundament stoicyzmu.

Technika negatywnej wizualizacji polega na tym, aby wyobrażać sobie najgorsze możliwe scenariusze, które mogą nam się przydarzyć. Od czasu do czasu. Wydaje Ci się to dziwne? Przecież nie można myśleć negatywnie… Niektórzy myślą, że aby prawo przyciągania działało trzeba wizualizować sobie tylko to, co chcemy, aby nam się przydarzyło. To nie prawda. Jeśli przeczytałaś już trochę wpisów na moim blogu to wiesz, że równie ważne jak pewność, że wydarzy się dokładnie to, czego oczekujemy, jest odpuszczenie. Tak podpowiada mi moje doświadczenie w kreowaniu rzeczywistości. I technika negatywnej wizualizacji jest formą odpuszczenia. A najciekawsze jest to, że wymyślili ją już starożytni filozofowie. A konkretnie stoicy.

Szybkie przypomnienie, jak działa prawo przyciągania.

prawo przyciągania mechanizm

Jeśli stosowanie prawa przyciągania Ci nie wychodzi, to prawdopodobnie coś robisz źle. Istnieją dwie prawdopodobne przyczyny niepowodzeń. Pierwsza z nich to brak przekonania o tym, że wydarzy się to, czego chcesz. Nie masz absolutnej pewności, że to, czego pragniesz jest Twoje z chwilą, kiedy wyraziłeś taką intencję. Tutaj problemem są często nasze traumy i fałszywe przekonania z przeszłości.

Drugim powodem, dla którego przyciąganie Ci nie wychodzi może być fakt, że nie potrafisz odpuścić. Nie umiesz przestać myśleć o tym, jak bardzo chcesz, aby Twoje pragnienie się zrealizowało. Wytwarzasz ciągły potencjał braku i oczekiwania. A w wyniku tego przyciągasz do siebie analogiczne odczucia – dalszy poczucie braku i oczekiwania. Najwięcej osób ma problem właśnie z odpuszczeniem. I bardziej czegoś chcą, tym bardziej prawdopodobne, że tego nie dostaną. Lub ich pragnienie spełni się dopiero w dalekiej przyszłości.

Jeśli chcesz poczytać więcej na temat mechanizmu prawa przyciągania, to odsyłam do starszych wpisów:

Technika negatywnej wizualizacji – odpuszczanie dla opornych.

technika negatywnej wizualizacji

Myślę, że technika negatywnej wizualizacji może być bardzo przydatna dla osób, które mają problemy z odpuszczeniem. Przeczytałam o niej w książce, którą polecałam w ostatnim wpisie (Flow. Jak wejść w stan przepływu i dlaczego warto?): Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia. I od razu stwierdziłam, że muszę opisać ją na blogu. Okazało się, że antyczni filozofowie, a konkretnie stoicy mieli dokładnie takie podejście do życia jak ja. I jak wiele osób interesujących się rozwojem duchowym i prawem przyciągania. Za chwilkę opiszę na czym dokładnie polegały te założenia stoików. Ale najpierw przejdźmy do samej techniki negatywnej wizualizacji.

Polega ona na tym, aby zadawać sobie pytanie: “Co może się stać najgorszego?”. I na nie odpowiadać rzecz jasna 🙂 Zawsze wtedy, gdy bardzo czegoś chcemy, ale nie możemy odpuścić. I ciągle o tym myślimy. Gdy czujemy ciśnienie, aby nasze pragnienie, jak najszybciej się zrealizowało. Jeśli wyobrazisz sobie najgorszy możliwy scenariusz i ze spokojem go zaakceptujesz to pozbędziesz się negatywnych emocji z tym związanych. Niektórzy myślą, że natarczywych myśli i emocji powinno się pozbywać zastępując je innymi. Takie coś prowadzi tylko do frustracji. Każdą emocję obojętnie czy to negatywną, czy pozytywną należy zaakceptować. Praktyka negatywnej wizualizacji polega na tym, aby przez chwilę zastanowić się nad niepożądanymi zdarzeniami, ale w taki sposób, żeby jednocześnie się nimi nie przejmować. Gdy akceptujemy nasze emocje, to tym samym odpuszczamy. Myśli o realizacji pragnienia przestają być tak bardzo natarczywe. Swoją rzeczywistość kreujemy bardziej świadomie. Wszystko zaczyna nam wychodzić.

Technika negatywnej wizualizacji w praktyce.

technika negatywnej wizualizacji w praktyce

W którymś wpisie na blogu opisywałam swój sposób na odpuszczanie. Najlepiej znaleźć racjonale argumenty, które przekonają nas samych do tego, że wcale nie potrzebujemy, aby nasze pragnienie się zrealizowało. Z jednej strony musimy mieć pewność, że wydarzy się to, czego chcemy. A z drugiej nie przywiązywać do tego aż takiej wagi. Przekonać samych siebie, że nawet, gdyby nasze marzenie się nie spełniło to i tak będzie spoko. Chociaż my i tak wiemy, że się spełni. Taki dualizm. Zrozumiały dla osób, które już jakiś czas praktykują prawo przyciągania i irracjonalny dla tych, którzy są nieświadomi tego, że ich myśli mają moc twórczą. To, co ja nazywałam racjonalnymi argumentami, stoicy nazywali negatywną wizualizacją. Ale chodzi dokładnie o to samo. Myślę jednak, że technika negatywnej wizualizacji lepiej nadaje się do wytłumaczenia, na czym polega odpuszczanie.

Przykład z ostatnich dni.

pieniądze prawo przyciągania

Podam przykład, ponieważ wiem, że dzięki przykładom z mojego życia, wielu czytelnikom lepiej jest zrozumieć niektóre kwestie. Gdy nadszedł czas epidemii koronawirusa zdałam sobie sprawę, że przez dłuższy czas nie będę pracować. Mój zawód (technik masażysta) został wyłączony z możliwości wykonywania pracy na trzy miesiące. Postanowiłam mimo to przyciągnąć do siebie pieniądze. Moją intencją było to, aby podczas kwarantanny mieć dokładnie taki sam przychód, jak dotychczas. Byłam pewna, ze tak się stanie. Ale jednocześnie pomyślałam sobie: “Nawet gdyby kwarantanna potrwała bardzo długo, a ja nie mogłabym zarabiać, to nic się nie stanie. Jeśli pieniądze nie przyjdą z żadnego źródła to możemy spokojnie dotrwać do końca tego wszystkiego utrzymując się z samej pensji męża. A nawet gdybyśmy musieli sięgnąć do oszczędności, to uszczuplilibyśmy tylko malutką ich część.” Była to właśnie technika negatywnej wizualizacji. Wyobraziłam sobie, co możesz się wydarzyć najgorszego. I zaakceptowałam taką możliwość. Mimo, że wewnętrznie czułam spokój i pewność, że pieniądze i tak do mnie przyjdą z innego źródła niż praca. I tak właśnie się stało.

Czy technika negatywnej wizualizacji nie sprawi, że przyciągnę negatywne wydarzenia?

technika negatywnej wizualizacji

Być może zadajesz sobie pytanie, czy wyobrażając sobie negatywne wydarzenia, nie doprowadzisz do ich rzeczywistego zaistnienia. W prawie przyciągania wszystko opiera się na emocjach. Nie na słowach i myślach samych w sobie. Ale na tym, co w faktycznie czujesz. Tak szczerze. Nie oszukasz swojej podświadomości. Jeśli BOISZ SIĘ, że za pomocą negatywnej wizualizacji przyciągniesz do swojego życia niechciane zdarzenia, to na sto procent tak się stanie. Natomiast jeśli przyglądasz się myślom o przyszłości jakby z dystansu, nie przejmując się nimi i akceptując je to wszystko będzie ok. Musisz wyczuć różnicę. Strach jest jednoznaczny z tym, że wierzysz, że wydarzy się coś złego. A sama wizualizacja i spokojna akceptacja alternatywnych rzeczywistości (możliwości przyszłości) sprawi, że odpuścisz. Akceptacja i kontrolowanie wszystkich emocji jest kluczem do sukcesu. Spokój i kontrola umysłu. Aby stać się w tym mistrzem polecam medytację (jeśli chcesz wiedzieć, jak medytować zajrzyj tutaj) albo technikę EFT (pisałam o niej tutaj).

Czy “zwykła” wizualizacja jest tak samo potrzebna jak technika negatywnej wizualizacji?

wizualizacja prawo przyciągania

Wbrew temu co sądzą niektórzy tworzenie wizualizacji (mówię o wizualizacji, a nie negatywnej wizualizacji!) i afirmacji w ogóle nie jest potrzebne, aby przyciągnąć do siebie wszystko, czego się chce. Dla niektórych techniki te mogą okazać się przydatne. Ale nie masz obowiązku ich stosowania. Wystarczy chwila, kilka sekund pewności, że to, czego pragniesz jest Twoje z chwilą, kiedy o tym pomyślałeś. Nie trzeba tworzyć w głowie jaskrawych i szczegółowych obrazów. Ważna jest szczerość i to, co rzeczywiście czujesz. Same obrazy w głowie są często tylko obrazami. Podczas gdy Ty w rzeczywistości nie wierzysz w to, co przedstawiają. Technika negatywnej wizualizacji to coś zupełnie innego. Teoretycznie jej też wcale nie musisz stosować. Pytanie tylko, jak często udaje Ci się odpuścić, kiedy w grę wchodzą wielkie pragnienia? Coś na czym bardzo Ci zależy? W moim przypadku dopiero zaakceptowanie negatywnych emocji (związanych z ewentualnymi niechcianymi wydarzeniami w przyszłości) dają efekty. Potrafię uwierzyć w realizację każdego pragnienia, dlatego nie potrzebuję “zwykłej” wizualizacji. Ale najczęściej konieczne okazuje się stosowanie negatywnej wizualizacji.

Co jeszcze ciekawego mówili stoicy?

stoicyzm

Stoicy to byli bardzo mądrzy ludzie 🙂 Poczytaj sobie o nich w szerokich wodach internetu, na przykład tutaj i tutaj. Nie tylko pięknie ogarniali prawo przyciągania (o czym świadczy chociażby fakt, że Seneka – jeden z naczelnych stoików – był jednym z najbogatszych ludzi w starożytnym Rzymie), ale jako nieliczni znaleźli odpowiedź na odwieczne pytanie: “Jak być szczęśliwym człowiekiem?”. Wielokrotnie dzieliłam się na blogu moją receptą na szczęście. W kilku wpisach polecałam też jedną z moich ulubionych książek – “Sekret szczęścia. 7 fundamentów życiowej radości.” (na przykład tutaj). Autorka tego poradnika Marci Schimoff robiła badania i przez całe życia poszukiwała odpowiedzi na pytania: “Co sprawia, że ludzie uważają się i uważani są przez innych za szczęśliwych” i “Czym w ogóle jest szczęście?”. Okazuje się, że nie musiała nawet robić tych badań, bo stoicy doszli do podobnych wniosków jak ona już 2200 lat temu 🙂

Kontrola przyjemności, pragnień i emocji.

Stoicy podobnie jak buddyści uważali, że należy kontrolować przyjemności, pragnienia i emocje. KONTROLA nie oznacza całkowitego wyzbycia się pragnień, przyjemności i ascetycznego życia. Kontrola oznacza umiar i złoty środek. I ukochany przeze mnie minimalizm 🙂 Stoicy chcieli po prostu “praktykować dobre samopoczucie”. Pieniądze, seks, dobre jedzenie i zabawa są fajne i nie ma w nich niczego złego. O ile z nimi nie przesadzamy. Pragnienia i przyjemności nie stanowią problemu w dążeniu do szczęścia (jak uważali poprzednicy stoików – cynicy), problemem jest niekontrolowanie emocji. Zarówno tych negatywnych, jak i pozytywnych. Kluczowa jest ich akceptacja i nieprzejmowanie się nimi.

SPOKÓJ (apatheia) i szczęście bez powodu to zdaniem stoików to, co buduje dobre samopoczucie. Dobrze jest skupić się na teraźniejszości i radować się z małych rzeczy. Być wdzięcznym za to, co się ma i cieszyć chwilą. Apatheia to stan pozytywnych emocji: miłości, radości, spokoju i wdzięczności. To unikanie tego słynnego “jak tylko”. “Będę szczęśliwy jak tylko kupię samochód, odnajdę miłość, będę bogaty, zdrowy i piękny…i tak dalej”. Bo jeśli myślisz, że spełnienie jakiegokolwiek pragnienia da Ci spełnienie, to jesteś w błędzie…

Kiedy pozbyliśmy się tej mądrosci?

stoicyzm prawo przyciągania

W którym momencie ludzkość zapomniała o prawdach głoszonych przez stoików? Kiedy ludzie odwrócili się od słuchania intuicji, dążenia do spokoju duszy i doświadczania szczęścia bez powodu? Stoicy doszli do odpowiedzi na pytanie – “Jaki jest sens życia?” – już tak dawno temu. Zrozumieli też, jak stosować prawo przyciągania. Dlaczego ich mądrość została przyćmiona przez mniej istotne filozofie, religie i nurty? Być może głównym sprawcą były mroki średniowiecza. A może Kartezjusz i jego słynne “Myślę, wiec jestem”. Albo pozytywizm, zwłaszcza ten XX-wieczny pozytywizm logiczny. Jego pogarda dla intuicji i założenie, że jedyną pewną wiedzą jest wiedza naukowa. Myślę, że współczesne społeczeństwo wraca do nauk stoików. Oczywiście nieświadomie. Bo stoicyzm pamiętamy jak przez mgłę z jednej, może dwóch lekcji języka polskiego czy historii w szkole. W ciągu całej, długiej edukacji. I były to tylko daty i suche teorie. Czytajmy książki. Bo tylko dzięki temu natrafić możemy na takie perły, które z rozmysłem pominął nasz system edukacji.

Mam nadzieję, że wpis Ci się spodobał. Pozdrawiam ciepło, Ula 🙂

komentarzy 7

    • Urszula Falkowska

      Mogłam podać bardziej jaskrawy przykład 🙂 Moim celem było to, aby zarabiać normalnie. I to było to, co chciałam przyciągnąć. Normalną wypłatę, mimo kwarantanny. Negatywna wizualizacja polegała na założeniu najgorszego – nie zarobię ani grosza. A fakt, że mąż zarabiał to raczej takie pocieszenie samej siebie – nawet jeśli nic nie zarobię, to nie będzie tak źle.

    • Beata

      Ula, serdecznie dziękuję za wyjaśnienie tematu odnośnie “negatywnej wizualizacji” na Twoim przykladzie. Teraz zaczynam rozumieć jak to dziala 😊 czas odpuścić ….
      Książka “ikagai” godna polecenia i naprawdę dająca do myślenia, jak niewiele trzeba aby znaleźć własne szczęście.
      “Ta chwila istnieje tylko teraz i nigdy nie wróci”. Niesamowita moc tych słów. Jestem nimi zachwycona.
      Dziękuję że JESTEŚ 😘😘

  • Michał

    Tak sobie Ula myślę o tym, co napisałaś. O negatywnej wizualizacji, o akceptacji najgorszych możliwych scenariuszy. O odpuszczeniu. I myślę, że tak w pełni będziemy w stanie odpuścić dopiero wtedy, kiedy w pełni zaakceptujemy i pokochamy siebie. Kiedy poczujemy się całością, kiedy poczujemy się kompletni. Brak odpuszczenia czegoś, czego pragniemy wiąże się według mnie z tym poczuciem wewnętrznej pustki, kiedy odczuwamy że zdobycie czegoś, tę pustkę którą odczuwamy w jakiś sposób w nas uzupełni. Może wielu z nas nie zdaje sobie nawet z tego sprawy, bo to taki bardzo cichy, głęboko zakopany szept w podświadomości. Dopiero kiedy bardzo uważnie wsłuchamy się w nas samych, usłyszymy go.

    Dlatego bardzo często chcemy coś posiąść, bo nasza uwaga skierowana jest na zewnątrz. Gdybyśmy skierowali ją do środka, wtedy zobaczyliśmy że najważniejsze jest to kim jestem, a nie to co mam. Tego kim każdy z nas jest – nikt nam nie odbierze. My już jesteśmy kompletni tacy, jacy jesteśmy. Kiedy mówimy “mam szczęście”, oddajemy władzę losowi, czemuś co się przydarza. Czemuś ulotnemu, na co czekamy z utęsknieniem aż się wydarzy. Czemuś co możemy stracić. Ślepy los, wygrana w lotto. Spotkanie miłości. Podświadomie oddajemy władzę czynnikom zewnętrznym, oglądając świat przez cały kalejdoskop posiadania i pragnień które wirują nam w głowie. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak bardzo takie postrzeganie oddala nas od życia, od samych siebie. Od doświadczania. Bo zamiast powiedzieć “mam szczęście”, można przecież powiedzieć “jestem szczęśliwy”. I poczuć to całym sobą. Wtedy to szczęście nam się nie przydarza, my się nim stajemy. A siebie nie możemy stracić, chyba że umrzemy. A to już według mnie ponowne narodziny, inny etap. Każdy z nas jest nieśmiertelną duszą, nie może siebie stracić. Będąc szczęśliwym, ty po prostu Jesteś. Żyjesz, doświadczasz. Kiedy coś masz, możesz to stracić – wtedy już tego mieć nie będziesz. I znów będziesz borykać się z pustką, do momentu aż pojawi się coś, co tą pustkę zapełni. Taka sinusoida oddawania siebie w ręce czynników zewnętrznych może trwać całe życie, dopóki nie poczujemy się pełni, cali i kompletni – tacy jacy jesteśmy. Wtedy z łatwością przychodzi odpuszczenie, bo nie oddajemy władzy temu, co na zewnątrz. Skoro już teraz nic mi nie brakuje, nie mogę niczego stracić. Mogę tylko zyskać. To znacznie uzdrawia i zarazem ułatwia osiągnięcie tego, czego w głębi duszy pragniemy.

    Że posłużę się przykładem miłości, ilu z was pragnie jej tak mocno, śni o niej, rozmyśla z utęsknieniem wierząc w to, że spotkamy kogoś, że spotkamy “drugą połówkę”. Sam jakiś czas temu tak myślałem, ale od jakiegoś czasu zmieniłem o 180 stopni moje postrzeganie. Samo myślenie o drugiej połówce wytwarza w nas ciągłe poczucie braku, niepełności i niekompletności. Dlatego powtórzę jeszcze raz – wam nic nie brakuje. Każdy z was kto to czyta, jest pełną i kompletną osobą. Poczujcie to, pomyślcie o tym. Uświadomcie sobie to dogłębnie – wtedy wszystko wokół was zacznie się zmieniać. Przestaniecie biec za czymś, co miałoby wypełnić pustkę która tak naprawdę nie istnieje. To iluzja, w którą wielu z nas uwierzyło. Poczucie pustki jest na szczęście tylko poczuciem. Nie jest pustką samą w sobie. Tak samo jak poczucie własnej wartości. Dlatego mówi się że np, ktoś ma niskie poczucie własnej wartości, ale nie znaczy to że jest bezwartościowy. Wartość człowieka jako istoty, jego kompletność i odrębność, to immanentne wartości każdego człowieka. Nikt nie może nam ich zabrać, nie oddawajmy więc ich w ręce czynników zewnętrznych i osób trzecich.

    Pomyślcie o tym, i piszę to jako osoba która całkiem niedawno przez dość długi okres czasu borykała się z pewnymi problemami, które spędzały mi sen z powiek. Ostatnie pół roku miałem wyjęte z życiorysu, balansując na granicy czarnej rozpaczy. Dopiero kiedy poczułem że nic mi nie brakuje, że jestem sobą, takim, jakim jestem – wszystko się zmieniło. Kiedy pokochałem i zaakceptowałem siebie w pełni, znikły też wszystkie oczekiwania, znikły natarczywe myśli. Dopiero wtedy odpuściłem całkowicie. I od kilku tygodni towarzyszy mi tak wspaniały, radosny i wdzięczny nastrój – że stało się to już częścią mnie. Wreszcie poczułem się sobą w pełni. Wy tak samo możecie tego dokonać, jeśli przyświeca nam wartościowy cel, i wytrwale do niego dążymy – w końcu sięgniemy po to, czego pragniemy.

    Dziękuję Ula za ten wpis, dużo światła wnosisz w życie innych ludzi prowadząc tego bloga.
    Korzystając z okazji chciałbym baaaardzo podziękować za Twój ostatni wpis:
    https://www.bodymindmassage.pl/index.php/2020/05/28/flow-jak-wejsc-w-stan-przeplywu-i-dlaczego-warto/
    Czułem niesamowity flow czytając go, a czytałem go dodatkowo w dniu, kiedy moja wibracja była tak wysoka, że czując w sercu błogość rozlewającą się po całym moim ciele, nie mogłem zasnąć. Oka nie zmrużyłem całą noc, i mimo szczerych chęci Twój wpis zadania tego dodatkowo mi nie ułatwił 😉
    Wyczerpałaś temat, po przeczytaniu go poczułem ogromną chęć by przeczytać Twoją książkę, ale domyślam się proces wydawniczy wciąż trwa, więc – odpuszczam. Wszystko ma swój czas, więc i gdy nadejdzie odpowiedni – bardzo chętnie ją przeczytam. I coś czuję że będzie mi przez całą lekturę towarzyszyć stan flow, który nie tylko pięknie opisałaś, ale także zawarłaś jako bardzo czytelną i odczuwalną emocję, pomiędzy zdaniami, wyrazami i przemyśleniami który wypłynęły spod Twoich rąk 🙂 I za to ogromne brawa! 🙂

    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *