nauczyciele duchowi
Duchowość

Nauczyciele duchowi. O co im w ogóle chodzi?

Jeśli interesujesz się tematyką rozwoju duchowego, to na pewno słyszałeś kiedyś, że istnieją ludzie określani mianem: “nauczyciele duchowi”. W przeszłości najbardziej inspirującymi postaciami z tego kręgu byli na pewno Jezus, czy Budda. W czasach nam bliższych, ale minionych – Gandhi i Osho. Obecnie swoją wiedzą duchową dzielą się powszechnie na przykład Mooji czy Nitya. Zasadnicze pytanie brzmi – czy w obecnych czasach ludzie potrzebują przewodników duchowych? Kim w ogóle są Ci ludzie i do czego zmierzają? Czy znajomość ich nauk jest niezbędna do rozwoju duchowego? Dlaczego wiele osób zupełnie nie rozumie, o czym mówią duchowi guru?

Nauczyciele duchowi to tylko wskazówka.

znak wskazówka nauczyciel

Do stworzenia tego wpisu zainspirował nie obejrzany wczoraj film na YouTobe. Dotyczył wywiadu/warsztatu z udziałem Patrycji Nityi Pruchnik na kanale 20m2. Film załączam poniżej akapitu (zanim będziesz kontynuował czytanie tego wpisu, polecam obejrzeć). Przeczytałam również wszystkie komentarze pod filmem. Wiele z nich było zdecydowanie nieprzychylnych. Ich autorzy sugerowali, że Nitya jest nieautentyczna, a jej nauki to niezrozumiały bełkot. Niektórzy pisali, że są świadomi głębi płynącej z przemówień Patrycji, ale większości treści po prostu nie rozumieją.

Skłoniło mnie to do rozważań na temat sensowności wysiłków podejmowanych przez tego typu nauczycieli duchowych. I zasadności pisania i mówienia o duchowości w ogóle. Oto do jakich wniosków doszłam.

Nauczyciel pojawia się, gdy uczeń jest gotowy.

nauczyciele duchowi

Myślę, że najważniejsza wiedza, która służy naszemu rozwojowi duchowemu płynie z naszego wnętrza. Jesteś nauczycielem duchowym dla samego siebie. Najważniejszym i niezastąpionym. To my sami podejmujemy decyzję o zmianach, jakie nastąpią w naszym życiu. Oraz decyzję o tym, jaka wiedza będzie dla nas dostępna.

Jeśli chcesz być szczęśliwy i spełniony – wyraź taką intencję. A Wszechświat podsunie Ci najlepsze rozwiązania prowadzące do celu. Napotkasz odpowiednie osoby, odnajdziesz właściwe książki. Będą one Twoim lustrem. Odbiciem tego, co nosisz w sobie. Potwierdzeniem prawd, o których już wiesz. Słowa wypowiedziane przez nauczyciela duchowego lub przeczytane w pasjonującej lekturze zawsze będą tylko uwypukleniem tego, o czym podświadomie już wiesz.

To nie inny człowiek jest dla Ciebie oświeceniem. Nie pomógłby Ci w żaden sposób, jeśli Ty sam nie byłbyś na to gotowy. Aby czyjeś słowa były dla Ciebie oczywiste, muszą zgadzać się z tym, do czego sam podświadomie doszedłeś. W przeciwnym razie będą tylko stertą nic nie znaczących zdań bez znaczenia. Wydadzą Ci się bełkotem. Nie wyniesiesz z nich niczego wartościowego.

Na przykład, jeśli na mojego bloga trafiłby przypadkiem ktoś, kto aktualnie pogrążony jest w życiowym chaosie i podświadomie wcale nie chce tego zmienić, to uzna treści przeze mnie publikowane za nic nieznaczący bełkot. Natomiast jeśli na przykład na wpis o mechanizmie prawa przyciągania natrafi osoba, która doświadczyła już w swoim życiu kilku sytuacji, kiedy przyciągnęła do siebie jakieś pragnienia, wówczas uzna mój blog za bardzo pomocny. Nie oznacza to jednak, że przekazałam jej jakąś objawioną wiedzę. Prawdziwe i wartościowe są dla nas tylko treści, o których sensowności przekonaliśmy się wcześniej na własnym doświadczeniu. Zatem nie musisz dziękować za nauki żadnym nauczycielom duchowym, autorom książek ani blogów. Podziękuj samemu sobie. Bo to Ty byłeś gotowy na uwypuklenie tych prawd w Twoim życiu.

Nauczyciele duchowi robią świetną robotę.

Zatem, gdybym miała odpowiedzieć na pytanie – “Czy nauczyciele duchowi są niezbędni do rozwoju duchowego?”, odpowiedziałabym – “Nie są”. Wystarczy, że słuchasz swojej intuicji. Wyrażasz intencję i podążasz za wskazówkami, które podpowiada Ci Twoja podświadomość (czy może raczej Nadświadomość). Nie zmienia to jednak faktu, że skoro żyjemy w czasach, kiedy przepływ informacji i dostęp do wiedzy jest niesamowicie łatwy, to warto z tego korzystać.

Jeśli nie jesteś jeszcze gotowy na przyswojenie jakieś wiedzy (bo nie jest ona zgodna z Twoim dotychczasowym doświadczeniem), to nie będzie ona dla Ciebie dostępna. Może być na przykład tak, że przeczytasz jakąś książkę, ale nic w niej Cię nie zainteresuje. Będzie niezrozumiała i bez znaczenia. Jenak, gdy wrócisz do niej za jakiś czas zadasz sobie pytanie – “Jak to możliwe, że nie zwróciłem wcześniej uwagi na ten akapit! Przecież to jest odpowiedź na moje wszystkie pytania! Potwierdzenie tego, co sam sądzę na ten temat!”. Tak samo jest z nauczycielami duchowymi. Ich słowa mogą okazać się dla Ciebie wartościowe dopiero za jakiś czas.

Nauczyciele duchowi i książki o tej tematyce (i blogi 😀 ) to tylko drogowskazy. Takie ułatwienie. Dzięki nim możemy utwierdzić się w przekonaniu, że idziemy w dobra stronę. Stwierdzić, że inni czują i wiedzą to samo, co my. Mimo, że mainstream sugeruje zupełnie co innego. To bardzo kojące – wiedzieć, że jest mnóstwo osób odczuwa podświadomie dokładnie to samo, co my. To ogromna ulga. Dzięki temu możemy zyskać pewność, że to my sami wiemy, co jest dla nas najlepsze. Możemy odnaleźć kontakt ze swoim wnętrzem. Nauczyć się słuchać własnej intuicji.

Moimi nauczycielami były książki.

Na przykład kilka lat temu, kiedy dopiero dowiedziałam się o tym, czym jest prawo przyciągania, czułam się niepewnie z moimi przekonaniami. Wiedziałam, że to prawo istnieje. Podświadomie byłam o tym stuprocentowo przekonana. Ale świat krzyczał zupełnie co innego – “Nie masz na nic wpływu. Choroby to wynik przypadku i genów. Brak pieniędzy to normalna rzecz. Tak skonstruowany jest ten świat, że większość ludzi jest biednych, aby inni mogli się bogacić”. Ja wiedziałam, że to bzdura. Fałszywe przekonania. I to właśnie książki o tematyce prawa przyciągania pomogły mi utwierdzić się w przekonaniu, że warto ufać sobie. Że skoro moje doświadczenie wskazuje na to, iż prawo przyciągania istnieje, to może warto pójść o krok dalej. I nauczyć się wykorzystywać jego mechanizm w sposób powtarzalny i świadomy…

Zatem, nie potrzebujesz nauczycieli duchowych do tego, aby Twój rozwój postępował. Nie dowiesz się od nich niczego ponad to, co sam już wiesz. Podobnie z książkami i różnego rodzaju kursami, czy warsztatami. Ale możesz ich potrzebować zupełnie w innym celu. To dzięki nim uwierzysz we własne możliwości. Zyskasz pewność co do własnej mocy. Nauczysz się kierować intuicją. Bo to właśnie intuicja (innymi słowy: Dusza, Wyższe Ja, Nadświadomość, zewnętrzna matryca, Źródło) powinna być Twoim źródłem wiedzy.

Patrycja Nitya Pruchnik.

koło ratunkowe nauczyciele duchowi

Pani Patrycja to niesamowicie mądra i wysoce dojrzała duchowo istota. Jeśli jej słowa do Ciebie nie trafiają, nie oznacza to, że są one bezwartościowe. Może tak być z dwóch powodów. Albo Twoje dotychczasowe doświadczenie życiowe nie pozwala Ci jeszcze na zrozumienie jej słów (wrócimy do tego za chwilkę), albo nie jest ona nauczycielką odpowiednią dla Ciebie. Na świecie jest tyle inspirujących mówców, tyle ciekawych książek, blogów, artykułów i warsztatów, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Każdy człowiek ma swój styl wypowiadania się i własne doświadczenia, które wpływają na sposób, w jaki dzieli się wiedzą z innymi. Ktoś mógł pobierać nauki w aśramie w Indiach, ktoś inny u duchowych guru, stroniących od jakiejkolwiek religii. Do jednych przemawiają słowa Jezusa, do innych Buddy. Jeśli nie trafia do Ciebie sposób, w jaki wiedzę przekazuje pani Patrycja, to istnieje proste rozwiązanie – poszukaj innej osoby, która wskaże Ci drogę do nawiązania kontaktu ze swoją duszą. Znajdź kogoś, kogo słucha Ci się łatwo i przyjemnie. Ma to być tak, jakby słowa tej osoby płynęły w Twojej własnej duszy. Wszystko co mówi, ma być dla Ciebie oczywiste i zrozumiałe. Lub…poczekaj, aż kiedyś słowa tej właśnie nauczycielki staną się dla Ciebie zrozumiałe.

Rozwój ewolucyjny.

rozwój ewolucyjny

O rozwoju duchowym pisałam już wielokrotnie. Rozpisywałam się na temat ewolucji duszy, sensu życia, czy reinkarnacji. Jeśli nie czytałeś na ten temat to odsyłam na przykład do wpisów:

Są to prawdy, do których dochodzi chyba każdy, kto świadomie decyduje się na pogłębianie rozwoju duchowego. Dzieje się to jednak stopniowo. Kroczek po kroczku. Lecz najważniejszym krokiem jest własnie nawiązanie kontaktu z własna intuicją. I odnajdywanie odpowiedzi na wszystkie pytania we własnym wnętrzu. Na pewnym etapie rozwoju duchowego człowiek nie potrzebuje już nauczycieli duchowych. Wystarczy, że zapyta o coś sam siebie i od razu podświadomie zna wszystkie odpowiedzi. I wtedy, gdy spotka się z wypowiedziami takich nauczycieli (czy to bezpośrednio, czy poprzez filmik na YouTube, czy książkę), to tylko kiwa potakująco głową. Jakikolwiek sposób wypowiedzi towarzyszyłby takiemu nauczycielowi – to wszystko jest dla człowieka świadomego (będącego w kontakcie ze swoją intuicją, a zatem zaawansowanego w rozwoju duchowym) oczywiste i zrozumiałe. No chyba, że miałbyś do czynienia z jakimś pseudo nauczycielem. Kimś kto tylko powtarza oklepane, nic nie znaczące frezesy i skupia się bardziej na zarabianiu pieniędzy niż na pomaganiu innym.

Sugestia, że ktoś nie jest na tyle zaawansowany w rozwoju duchowym, aby zrozumieć pewne kwestie nie jest niczym obraźliwym. To, że jedni dochodzą do pewnych prawd wcześniej, a inni później jest sprawą zupełnie naturalną. Nikt nie jest gorszy, nikt nie jest lepszy. Różnimy się po prostu jako ludzie swoimi doświadczeniami życiowymi. I tylko poprzez to doświadczenie oraz poprzez wyrażenie intencji dotyczącej dochodzenia do prawdy o sobie, możemy ewoluować.

Kim jestem?

kim jestem?

Pani Nitya (podobnie, jak inni nauczyciele duchowi) sugeruje, że najważniejszym elementem rozwoju duchowego jest odnalezienie odpowiedzi na pytanie – “Kim jestem?”. I wszystko to, o czym mówi sprowadza się do odpowiedzi na to pytanie. Ale jak opowiedzieć komuś o uczuciu, którego nigdy nie doświadczył? Jak mam opisać Ci smak awokado, jeśli nigdy go nie jadłeś? Jak mam opisać Ci odczucia podczas bardzo głębokiej medytacji, jeśli nigdy tego nie doświadczyłeś? Słowa nigdy nie opiszą uczuć. Słowa orbitują wokół rzeczywistości 3D. Emocje i odczucia to rzeczywistość 5D. Coś głębszego. Słowa są zbyt ułomne, niedostateczne.

Jeśli nawiązałeś już ścisły kontakt ze swoją intuicją, to wiesz, jak znaczące i mądre treści głosi Patrycja Pruchnik. Jeśli jej słowa brzmią dla Ciebie, jak “niezrozumiały bełkot”, to daj sobie jeszcze troszkę czasu. Medytuj, praktykuj wdzięczność, skupiaj się częściej na Tu i Teraz, oddychaj. I pewnego razu, gdy odpalisz filmik z jej przemową stwierdzisz – “Ja już o tym wszystkim wiem. Jak ona to pięknie ubiera w słowa“.

Pozdrawiam Was i ściskam z całych sił. Dziękuję, że czytacie bloga, nawet wtedy, gdy nie publikuję nowych wpisów. Ostatnio dużo się u mnie dzieje i trudno jest mi znaleźć czas na pisanie. Ula

komentarzy 6

  • Ceramik

    Inaczej postawiłbym pytanie. Nie tyle, czy potrzeba nam nauczycieli duchowych ile – czy mam ochotę się nad sobą zastanawiać… Dzisiaj przeżywamy pewien kryzys autorytetu i lubimy nawet największe autorytety podważać;-) I tu zgodzę się z Pani zdaniem o podążaniu za własną intuicją i szukaniem swojego spojrzenia na świat. To wydaje mi się o wiele ważniejsze. I daje dużo więcej satysfakcji. Ale jeśli ktoś potrzebuje pomocy… No cóż, być może ktoś taki, jak nauczyciel duchowy, posłuży mu pomocą;-)

    • W ciszy serca - Katarzyna Sidorowicz

      Witaj :)) i znowu świetny wpis. Dla mnie tzw. nauczyciele duchowi, inspirujące książki, wykłady, treści były i są jedynie wskazówką, inspiracją, kolejnym kierunkiem. Ale cała praca i tak odbywa się w nas, zwłaszcza już od pewnego poziomu i stanu rozumienia rzeczy. W środku nas – gdy w końcu to odkryjemy, zrozumiemy i jesteśmy gotowi się uczyć – jest odpowiedź na wszystko. Sami jesteśmy swoimi największymi nauczycielami. Mówiąc to mam również na myśli podążanie za głosem swojej świadomości/intuicji/Duszy – jakkolwiek to chcemy nazwać. Mnie prowadzi moja Dusza, tworzymy razem boski tandem, to doświadczanie wszystkich poziomów swojego Istnienia już w zupełnie innej jakości. To oczywiście moje doświadczenie i mój świat. Wszystkiego najpiękniejszego, pozdrawiam z serca ❤

  • JarekG

    Dodam jeszcze, że jeżeli ktoś pisze o prawie przyciągania w kontekście intuicji i nauk takich jak poznanie siebie, to chyba nie ma żadnego rozumienia o tym o czym nauczane jest na takich satsangach. Prawo przyciągania jest zabawą dla ciągle cierpiących ego-umysłów. To dowód na brak akceptacji tego co jest. A istoty wyzwolone, są nawet poza prawem przyciągania, albowiem ich poziom akceptacji tego co jest i jakie jest, jest takie, że nie muszą nic poprawiać i o nic zabiegać za pomocą żadnych praw przyciągania. Płyną przez życie takie jakim jest. Mają głębokie rozumienie dlaczego takie jest i że takie jest właściwe, bez względu na to czy umysł takiego życia pragnie czy nie. Inna sprawa, że patrzenie z tego punktu z jakiego patrzy na życie przebudzony, wszystko wygląda zupełnie inaczej i nawet te potocznie złe momenty życia są postrzegane w zgoła inny sposób niż postrzegają je nieprzebudzone ego-umysły, które każde “złe” chwile chciałyby zamienić na dobre hihihi. Ten kto tak rozumuje nie wie o czym mówią przebudzeni. Tak więc jak ktoś stosuje prawo przyciągania to wiadomo że cierpi i chce uciec od tego cierpienia tym własnie sposobem. Świadomy i przebudzony człowiek tak nie musi postępować :). Nawet nie potrzebuje.

  • JarekG

    Wysyłam ten wpis nieco edytowany ponownie bo wygląda na to, że zaginął, nie pokazał się jako oczekujący na moderację tak jak mój drugi. W razie proszę o wyświetlenie tej wersji nieco skorygowanej a pierwszą można skasować.
    Witam.
    Nie do końca zgodzę się z forsowanym w tym artykule postulatem o słuchaniu wyłącznie swojej intuicji i zbędności takich nauczycieli. Owszem, intuicja, jest to jedna z ważniejszych kwestii w naszym życiu ale nie do końca można jedynie na niej polegać. zresztą mało kto to potrafi. Nie wtedy gdy możemy zrobić siedmiomilowy krok w naszym rozwoju. Nauczyciel taki jak np Patrycja Próchnik – Nitya już na pierwszym satsangu pokazała mi i pomogła, dała sposobność dotknięcia, osobiście tego we mnie o czym sama mówi. A gotowy na to nie byłem zupełnie. Nie miałem z tym wcześniej żadnego doświadczenia.Wręcz co innego sobie wyobrażałem. Ona potrafi tak poprowadzić wiele osób (niemal każdego uważnego słuchacza) że będą w stanie “zobaczyć”, odczuć siebie prawdziwego już na pierwszym satsangu. Kolejne, satsangi to właściwie już tylko ugruntowujące w tym doświadczeniu lub nadal wskazujące na to co na poprzednich zostało przez słuchacza przegapione. Nie znalazłem się tam z powodu intuicji a z powodu zwykłego ego chcącego coś osiągnąć. Nie miałem żadnej wcześniejszej wiedzy na ten temat, płynącej z mojego własnego wnętrza czy doświadczenia. Statsang taki nie był żadnym więc potwierdzeniem jakiejkolwiek mojej podświadomej wcześniejszej wiedzy. Trafiając na Patrycję (i innych tego typu nauczycieli) powiem, że uświadomienie moje dokonało milowego skoku i jestem świadom, że bez ich pomocy nie byłbym świadomy tego czego jestem dziś. Ten “bełkot” o którym rozprawiają Mooji, Papaji, Nitya, Anthony de Mello, Osho, Nisargadatta, Ramana Mahariszi, Adyashanti, Rupert Spira, czy Ken Willber, po satsangach z Patrycją bez problemu jest rozumiany poprzez własne doświadczenie zdobyte na satsangu właśnie. Tak więc osobiście polecam takich PRAWDZIWYCH nauczycieli wszystkim, którzy stanęli i nie wiedzą co dalej lub są na jakimś rozdrożu a najbardziej tym w ogóle zaczynającym swoje duchowe zmagania. Taki nauczyciel poprowadzi ścieżką bezpośrednią, bez błądzenia, choć niektórym i błądzenie jest pisane 😉 ale wtedy na ich drodze tego typu osoby prawdopodobnie się nie pojawią.

    • Urszula Falkowska

      Witam! Odpowiem Panu w punktach, aby zrobić to w sposób jak najbardziej uporządkowany. Odpowiem na dwa komentarze jednocześnie.
      1. Bardzo dziękuję za komentarz i ukazanie ciekawej perspektywy osoby, która tak wiele zawdzięcza nauczycielowi duchowemu. Bardzo inspirujący wpis.
      2. Dziękuję za zwrócenie uwagi na nazwisko (w 2 miejscach było dobrze, w jednym źle), już poprawiam! Zresztą Pan też się pomylił – nazwisko Pani Patrycji pisze się przez “u” – tak jak napisałam, a nie przez “ó”, jak Pan napisał 😉
      3. Nie wiem, czy do końca zrozumiał Pan zamysł mojego wpisu. Ja chciałam wręcz obronić Panią Patrycję, a nie wskazywać, że takie osoby są zupełnie niepotrzebne! Chodzi o to, że w komentarzach pod filmem z warsztatem z jej udziałem pojawiło się bardzo wiele negatywnych komentarzy. Moim zamysłem było wytłumaczenie takim osobom, że powinny być bardziej tolerancyjne w przypadku ludzi, którym takie warsztaty służą. Ponadto chciałam podkreślić, że każdy ma swoją drogę. Do jednych dotrą słowa i nauczanie Pani Patrycji, do innych Jezus, jeszcze inni wolą sami dochodzić do tych prawd, a do niektórych nikt i nic nie dotrze, bo nie są na to gotowi. Pani Patrycja sama w przytaczanym wywiadzie mówi, że pewnych rzeczy nie zrozumie się, dopóki samemu się ich nie doświadczy – nie dotknie. I to jest właśnie ta intuicja, z tym, że ja to troszkę inaczej ubieram w słowa.
      4. “Bełkot” to również nie moje określenie. Nigdy nie skrzywdziłabym drugiego człowieka taką opinią. Takie komentarze pojawiły się pod filmem.
      5. Każdy w życiu ma inną drogę. Mamy różne doświadczenia. I myślę, że to właśnie intuicja doprowadziła Pana do Pani Patrycji. Może był to jeszcze cichutki głosik, może w większości zagłuszony przez ego. Ale każdy z nas ma w sobie ten boski pierwiastek i to on prowadzi nas w kierunku rozwoju duchowego.
      6. Nie wiem, czy przeczytał Pan tylko ten wpis na blogu, czy może jeszcze jakieś inne. Ale ośmielę się twierdzić, że nie zna Pan szerszego kontekstu bloga. Bo ja nie piszę nigdzie, że prawo przyciągania i znajomość jego mechanizmu prowadzi do szczęścia i spełnienia życiowego. ALE. Ono istnieje, jest częścią tego świata i to jest dla mnie niezaprzeczalne, ponieważ nauczyłam się je świadomie i powtarzalnie stosować i doszłam do uzasadnień naukowych potwierdzających jego istnienie. Zgadzam się z Panem, że istotą rozwoju duchowego nie jest prawo przyciągania. I dopiero osoby, które zrozumieją, że ciągłe pragnienie “będę szczęśliwy jak tylko…” prowadzi tak naprawdę do cierpienia. Myślę, że jesteśmy na tej pięknej planecie, aby jak najwięcej doświadczać, po to, aby dowiedzieć się kim tak naprawdę jesteśmy (i o tym mówi ciągle również Pani Patrycja). “Doświadczanie” w przypadku każdego człowieka jest inne. I wiele osób najpierw będzie musiało spełnić swoje wszystkie pragnienia (takie jak zdrowie, bogactwo, miłość itd) i przekonać się, że wcale nie da mu to szczęścia, żeby dojść do tych prawd, do których Pan doszedł bez tego. I takich osób znam bardzo, bardzo wiele.
      7. Proszę nie pisać “świadomy i przebudzony człowiek nie musi tak postępować”. Tak jak mówię – droga każdego człowieka jest inna. Skąd Pan wie, co innych ludzi doprowadzi do przebudzenia świadomości? Na pewno Pan wie, że nie ma jednej prawdy. Każdy człowiek patrzy na życie z innej perspektywy. Każdy ma swoje doświadczenie. Nie ma jednej i uniwersalnej drogi do przebudzenia, poznania siebie. Nie ma niczego gorszego niż dogmaty. Zatwardziałe myślenie -“prawda jest tylko jedna i ja ją poznałem”. A co, jeśli poznanie mechanizmu prawa przyciągania również może doprowadzić do poznania siebie? Czasem w życiu potrzebne jest więcej pokory, czasem trzeba powiedzieć “wiem, że nic nie wiem”. Czasem trzeba przestać oceniać drogę innych i zaakceptować to, że nie ma jednej prawdy. Jednej drogi.
      8. Ja nie mówię nigdzie o tym, że zawsze każde złe chwile trzeba zamienić na dobre. Często piszę na blogu o akceptacji swoich emocji. O tym, że traktuję każdą napotkaną osobę, jako swojego nauczyciela, a każdą nieprzyjemną sytuację jako lekcję. I o tym, że dualizm (dobro – zło, zimno ciepło, głod-sytość, lęk-miłość) jest nam potrzebny. Musimy tego doświadczyć, aby poznać, kim tak naprawdę jesteśmy. Ale proszę zrozumieć również moją perspektywę. Nauczyłam się stosować prawo przyciągania i w moim życiu jest już teraz więcej szczęścia niż cierpienia. Wszystko jest dobrze. Nauczyłam patrzeć się na świat nie oceniając. Nie kategoryzując, nie marudząc, ciesząc się z tego, co mam. Doceniam i dobre i złe chwile. Jestem minimalistką, nie potrzebuję wiele do tego, aby był mi dobrze. Ale jednocześnie wiem, że mogę kreować rzeczywistość wokół siebie. Skoro mam taką umiejętność, to dlaczego miałabym z niej rezygnować? Czy mam świadomie skazywać się na doświadczanie złych chwil? Skoro mogę poprowadzić swoje życie tak, aby się nim cieszyć? Aby tego cierpienia było jak najmniej? Akceptuję to, że złe chwile się pojawiają. Tak jak mówiłam, na tym właśnie życie polega, że musimy doświadczyć różnych skrajnosci. Ale cieszę się, że poznałam prawo przyciągania. I dzięki tego moje życie jest miłe. A “negatywnych” chwil jest bardzo mało. Powiem więcej, w moim przypadku to właśnie poznanie prawa przyciągania doprowadziło mnie do przebudzenia (choć oczywiście niebezpośrednio). To właśnie dzięki temu, że realizowałam swoje kolejne marzenia doszłam ostatecznie do wniosku, że nigdy nie będę szczęśliwa, jeśli będę upatrywać tego szczęścia w przyszłości – w realizacji pragnień. W ciągłym dążeniu do czegoś. Dzięki temu doszłam do wniosku, że szczęście jest w Tu i Teraz. Ono jest już we mnie (czy nie tego uczy Pani Patrycja?).
      9. Reasumując. Każdy ma swoją drogę. Cieszę się, że znalazł Pan swoją i życzę dalszego rozwoju duchowego. Do Pana nie przemawia to, o czym ja piszę, do innych nie przemawia Pani Patrycja. I o tym właśnie jest ten wpis. O zaakceptowaniu tego, że rozwój duchowy każdego człowieka przebiega w inny sposób.
      10. Nauczyłam się, aby nie dyskutować z osobami, które się ze mną nie zgadzają. Prawda każdego człowieka jest inna, w zależności od tego, czego doświadczył w życiu. I Pan ma rację (bo Pana doświadczenie życiowe mówi Panu, że ją Pan ma) i ja mam rację. Zatem wszelka polemika jest bez sensu. Myślę, że Pan to rozumie. W związku z tym, chciałabym zakończyć tą dyskusję, nawet jeśli chciałby Pan coś jeszcze dodać (choć oczywiście zatwierdzę Pana ewentualny komentarz). Raz jeszcze dziękuję za podzielenie się z czytelnikami Pana doświadczeniem. Myślę, że dla niektórym może być ciekawą inspiracją. Pozdrawiam ciepło!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *