jak poprawić wygląd stosując prawo przyciągania?
Prawo przyciągania,  Szczęście

Czy można zmienić wygląd stosując Prawo Przyciągania?

Jak zmienić wygląd stosując Prawo Przyciągania? I czy to w ogóle jest możliwe? Tak. Prawo Przyciągania działa zawsze i wszędzie. W sposób powtarzalny i świadomy dla osób, które znają jego mechanizm i są już w nim wytrenowane. Oczywiście zawsze do momentu, do którego pozwalają nam na to panujące prawa fizyki rządzące tym światem oraz zbiorowe pojmowanie rzeczywistości. Czyli wyglądem można manipulować tak dalece, jak pozwalają nam na to nasze geny. A jeśli geny na coś nie pozwalają, to możemy przyciągnąć takie zdarzenia, które pozwolą nam odmienić nasz wygląd (np. operacje plastyczne). Jeśli jednak wolałbyś uniknąć tego typu ingerencji w swoje ciało, to i tak możesz bardzo wiele zdziałać. Mi się udało.

Troszkę już na ten temat pisałam we wpisie: “Prawo Przyciągania w praktyce“. Jednak postanowiłam opisać to zagadnienie szczegółowiej, ponieważ ostatnio dostałam trzy pytania na ten temat.

Do jakiego momentu możemy umysłem wpływać na wygląd?

wpływ genów na wygląd stosując prawo przyciągania

Możesz zmienić wygląd tak dalece, na ile pozwalają Ci Twoje geny. Chodzi mi tutaj o ingerencję samego umysłu. O przemianę wywołaną tylko i wyłącznie zmianą myślenia, a właściwie przekonań na swój temat. Bez robienia czegokolwiek innego, bez podejmowania żadnych zmian i wyrzeczeń w życiu. Później porozmawiamy też o wadze ciała, wzroście, masie mięśniowej, a nawet o operacjach plastycznych. Ale najpierw o przekonaniach…

Na ile pozwalają Ci Twoje geny? Odpowiedź jest prosta. Przypomnij sobie jak wyglądałeś/aś w dzieciństwie. We wczesnym dzieciństwie, zanim nabyłeś/aś fałszywe przekonania na swój temat. Zanim nabawiłeś/aś się kompleksów. Jeszcze przed tym, jak zacząłeś/aś rozumieć, co pokazują media. Wizję człowieka pięknego i idealnego. Zanim reklamy wmówiły Ci, że istnieje coś takiego, jak cellulit, pryszcze, zaskórniki i rozdwajające się końcówki. I zanim zacząłeś/aś zastanawiać się, czy aby na pewno nie potrzebujesz tych wszystkich magicznych kremów, które te problemy rozwiązują.

Może w dzieciństwie miałaś/eś piękne, długie i błyszczące włosy. Gładką, mięciutką skórę – bez skazy. Długie rzęsy. Szczupłe nogi, zdrową sylwetkę sylwetkę. Mocne paznokcie. Przywołaj widok siebie z dzieciństwa. Albo pooglądaj stare zdjęcia. Właśnie tak możesz wyglądać. Oczywiście już nigdy nie będziesz miał/a czterech lat 🙂 Ale wyglądać możesz podobnie 😉 Bo Twój wygląd odpowiadał wówczas informacji genetycznej, którą zawiera Twój genom. Zmień przekonania na swój temat, a zmienisz wygląd. Nie wierzysz mi? Opowiem, jak było u mnie.

Jak stałam się brzydka.

jak zmienić wygląd stosując prawo przyciągania

Jako nastolatka miałam mnóstwo kompleksów. Czułam się nieatrakcyjna i beznadziejna. Uważałam, ze moje uda i tyłek są za grube. Pojawił się trądzik. Ścięłam moje długie włosy, przez co miałam problemy z zadbaniem o nie (ułożeniem, pielęgnacją itd). W gimnazjum byłam raczej cichutką, nieśmiałą i zakompleksioną kujonką 🙂 Dlaczego tak się stało, skoro w dzieciństwie uważano mnie za ładną dziewczynkę?

Cellulit.

W momencie, w którym zaczynasz wierzyć, że cellulit dotyczy wszystkich kobiet, a następnie zaczynasz bać się, że i Ty będziesz go mieć – zaszczepiasz w sobie fałszywe przekonanie. Reklamy działają na podświadomym poziomie. Nawet, jeśli jeszcze jako dziewczynka nie myślałaś o tym, że cellulit to jakiś problem, to w późniejszych latach zaszczepione programy dały o sobie znać. Nie mówię, że jest tak u wszystkich. Opowiadam o sobie. Te wszystkie gazetki “Bravo girls”, “Cosmopolitan”, “Magazyn szczęśliwej nastolatki” zaszczepiły we mnie przekonanie, że piękne nogi to szczupłe i długie nogi. Ja mam figurę gruszki. To moje geny. Im więcej więc oglądałam tych gazetek, tym bardziej czułam się brzydka. Gazetki oczywiście były super w moich nastoletnich oczach. Ale ja nie wiedziałam wtedy, jak dużą krzywdę mi zrobią. Obniżyły moje poczucie własnej wartości. Sprawiły, że z kompleksami dotyczącymi figury borykałam się jeszcze przez długie lata…

Nadwaga.

waga ciała a prawo przyciągania

Podobnie jest z figurą, problemem nadwagi. Ja nigdy nadwagi nie miałam. Ale zawsze bardzo współczułam osobom, których ten problem dotyczy. Społeczeństwo często uważa takich ludzi za leniwych. A tymczasem problem otyłości nie jest problemem natury fizycznej, ale psychicznej. Na przykład ktoś, kto od dziecka ma problem z nadwagą ma zaszczepiony w głowie program, że już zawsze będzie gruby. I całe życie musi się z tym zmagać. Próbuje schudnąć, szuka dietetyków, trenerów itd. Ale to nic nie daje… ponieważ problem leży znacznie głębiej. Dopóki nie poradzisz sobie z przekonaniami na swój temat, nie zlokalizujesz tych fałszywych przekonań z przeszłości – nie pozbędziesz się problemu.

Dopóki masz w umyśle przekonanie: “jestem nieatrakcyjny/a, gruby/a, brzydki/a itd” – nie schudniesz. Albo schudniesz, ale za chwilę będziesz miał/a efekt jojo. A co z genami w tym przypadku? Nawet jeśli masz genetyczne predyspozycje do nadmiernego odkładania się tkanki tłuszczowej w niektórych miejscach, to nie masz predyspozycji do bycia otyłą osobą. To tylko Twoje przekonania i przyzwyczajenia z dzieciństwa sprawiły, że masz ten problem.

Zobacz, ja mam figurę gruszki, ale mimo to jestem zadowolona z wyglądu swoich nóg. To było niesamowicie trudne. Do teraz czasami kompleksy wracają. Zawsze tak jest, że z pewnymi przekonaniami trudniej jest sobie poradzić niż z innymi. Czasami, gdy mam gorsze dni, wychodzę ze stanu równowagi, stare programy wracają 🙂 Wydaje się sobie nieatrakcyjna. I wtedy momentalnie uda zaczynają przybierać w tkankę tłuszczową, czy cellulit. Niby to bzdura. Nieistotny problem. Ale cieszę się, że mnie dotyczy, ponieważ między innymi dzięki niemu nauczyłam się walczyć z fałszywymi przekonaniami. Jak również odpuszczać. I czuć się atrakcyjną kobietą niezależnie od kanonów piękna promowanych przez media.

Długie rzęsy.

długie rzęsy a prawo przyciągania

W dzieciństwie miałam długaśne rzęsy. Tak długie, że plątały się w kącikach i często wpadały do oka. Później w gimnazjum zaczęłam się malować. Dlaczego? Bo przecież w makijażu jest się atrakcyjniejszą… Trzeba “podkreślać swój look”, “jesteś tego warta”, itd. Rzęsy zaczęły wypadać, stały się krótsze, mniej gęste i ciemne. Kilka lat temu postanowiłam mieć z powrotem rzęsy tak długie, jak w dzieciństwie. Stwierdziłam, że poprawię wygląd stosując Prawo Przyciągania. Uświadomiłam sobie, że mam w głowie pewne fałszywe przekonanie: “Malowanie rzęs powoduje ich zniszczenie”. Postanowiłam pozbyć się go. Stwierdziłam po postu, że to bzdura. Sama to sobie wmówiłam i to nieprawda. Teraz z powrotem mam długie rzęsy. Stały się tez ciemniejsze i gęste. Nadal delikatnie się maluję, bo uważam nie nie ma w tym niczego złego. Chyba, że malujesz się, bo chcesz przykryć swoje kompleksy. Tak jak ja kiedyś. W takim razie, masz tutaj lekcję do odrobienia…

Długie włosy.

długie włosy a prawo przyciagania

Podobnie było z włosami. Na studiach stałam się “włosomaniaczką“. Zgodnie z zaleceniami na blogach opowiadającymi, o tym, jak dbać o włosy, stosowałam milion odżywek, wcierek, maseczek itd. W którymś momencie uświadomiłam sobie, że to wcale nie te zabiegi sprawiły, iż wygląd moich włosów się poprawił… To moje przekonania na ich temat uległy przeobrażeniu! Odżywka i szampon działają tylko dlatego, ze wierzysz, że zadziałają. I znowu poprawiłam swój wygląd stosując Prawo Przyciągania. Postanowiłam: “Od tej pory moje włosy będą lśniące, zadbane i długie niezależnie od tego, jakich kosmetyków używam”. Powiem więcej (tutaj każda włosomaniaczka mnie wyklnie 😀 ) – używam suszarki (suszę czuprynę gorącym powietrzem) oraz prostownicy. A włosy są takie same, jak podczas okresu włosomaniactwa 🙂 Odżywki nakładam tylko dlatego, że włosy po nich ładnie pachną. Zmień swoje przekonania, a zmienisz swój wygląd 😀

Cera bez skazy.

cera a prawo przyciągania

Ten przykład podaję bardzo często w celu wyjaśnienia, jak działa Prawo Przyciągania. W książce, na blogu, nawet podczas webinaru o tym mówiłam. Z tego powodu, że bardzo działa na wyobraźnię. Skoro jesteś w stanie myślami (a właściwie przekonaniami) wpływać na stan swojej cery, to w ten sam sposób możesz przyciągnąć wszystko. Cokolwiek sobie zamarzysz, zaplanujesz, zwizualizujesz – możesz to mieć. To proste jak pryszcz 🙂

Bardzo łatwo jest mi przyciągnąć pryszcza. Wystarczy o nim pomyśleć. Jeśli “nie przytrzymasz” tej myśli, jeśli jej nie złapiesz i nie podważysz, to pryszcz pojawi się momentalnie. Za godzinę, albo na drugi dzień rano. Kiedy patrzę rano lub wieczorem w lustro, czasem pomyślę: “Ale ładną mam cerę, już dawno nie było żadnej niespodzianki”. Jeśli puszczę tą myśl swobodnie, to mogę być pewna, że przyciągnę pryszcza. Natomiast jeśli zatrzymam ją na sekundkę, skupię się na tym, że to błędne, fałszywe przekonanie i powiem coś w stylu: “To bzdura, mam ładną cerę, ja sama za nią odpowiadam i kontroluję” – wtedy nic mi nie wyskoczy. Nauczyłam się tego, uwaga…w dniu swojego ślubu. Gdy kładłam się spać dzień przed tym pamiętnym wydarzeniem poczułam, że na twarzy tworzy się niespodzianka. Postanowiłam nie dopuścić do tego, abym w dniu ślubu miała pryszcz na twarzy. Zastosowałam mechanizm prawa przyciągania. Zadziałało. Po wielkiej bulwie rano nie było śladu 🙂

To fajny przykład. Ja czasem przywołuję go w myślach, aby udowodnić sobie, że każde pragnienie mogę przyciągnąć szybko i bezproblemowo. Bo skoro pryszcz potrafi urosnąć lub się zredukować od jednej, ulotnej myśli, to czemu w przypadku innych pragnień miałoby być inaczej?

Poważniejsze problemy z cerą.

Wiem, że są osoby, które mają poważne problemy z cerą. I walczą z nimi całe życie. Ich cera pokryta jest bruzdami i bliznami. Bardzo takim osobom współczuję. Pod tym również kryją się traumy i fałszywe przekonania z przeszłości. Zablokowana czakra serca (brak miłości do samego siebie) oraz splotu słonecznego (brak pewności siebie i poczucia mocy). Ale również takie osoby mogą zmienić swój wygląd stosując Prawo Przyciągania. Bez leków, hormonów, zabiegów. Z tym, że podobnie jak w przypadku otyłości problem jest tu trudniejszy. Bo i fałszywe przekonania są mocno zakotwiczone. Ale nie ma takiej traumy, z która nie dałoby się poradzić. To kwestia wytrwałości, rutyny, pracy z emocjami i podświadomością.

Moje kosmetyki.

PS. Obecnie nie stosuje praktycznie żadnych kosmetyków. Owszem, robię delikatny makijaż. Ale nie używam żadnym kremów, peelingów, maseczek, balsamów. Mam przekonanie, że moja skóra tego nie potrzebuje. I wiesz co? Nigdy nie była ładniejsza. No może w dzieciństwie 🙂 Tutaj o tym pisałam: “Aloes, olej kokosowy i woda. Naturalna pielęgnacja”.

Stan równowagi.

Podkreślę jeszcze raz, że stare programy wracają tylko wtedy, gdy wychodzę ze stanu równowagi. Mój balans ma miejsce wtedy, gdy: jestem wewnętrznie zadowolona z życia, rozpiera mnie twórcza energia, jestem “szczęśliwa bez powodu”, wdzięczna za wszystko, co mam. Wtedy, gdy jestem Tu i Teraz. Takie samopoczucie to naturalny stan każdego człowieka. Jeśli czujesz się inaczej to znaczy, że nie jesteś w stanie równowagi. Któraś czakra jest zablokowana. Pisałam o tym tutaj. Jeśli więc, to co opisałam wyżej brzmi dla Ciebie obco i abstrakcyjnie, to zadbaj o odblokowanie czakr i przepływ energii, która w Tobie płynie. Łatwiej jest pozbyć się wówczas fałszywych przekonań na temat wyglądu. Zresztą – wszystkich przekonań.

Miłość do samego siebie.

Najważniejsze jednak, co możesz dla siebie zrobić w kwestii swojego wyglądu to pokochać samego/ą siebie. Nie bez przyczyny wiele osób powtarza hasło: “Najpierw zaakceptuj siebie, a później zobaczysz rezultaty”.

Nie ma niczego złego w dbaniu o swój wygląd. W życiu ważny jest złoty środek i równowaga we wszystkich jego aspektach. Nie oszukujmy się, atrakcyjność pomaga w życiu, a na pewno nie przeszkadza. Choćby dlatego, że buduje pewność siebie. Brak równowagi jest wtedy, gdy ktoś za bardzo zwraca uwagę na wygląd zewnętrzny. Gdy bez przerwy o tym myśli i jest to jego główny problem życiowy. Ale nie mi oceniać takie osoby, każdy ma w życiu własną ścieżkę i swoje lekcje do przepracowania.

Jeśli jednak naprawdę pokochasz siebie, to pokochasz również to, jak wyglądasz. Miłość do siebie to:

  • akceptacja siebie,
  • troska,
  • wybaczenie samemu/samej sobie popełnionych błędów,
  • dbanie o równowagę między ciałem, umysłem i duszą,
  • zadbanie o ciało poprzez zdrowe jedzenie, aktywność fizyczną i spokojny sen,
  • dbanie o umysł poprzez samorozwój,
  • dbanie o duszę poprzez medytację, czy inne praktyki pozwalające wejrzeć w siebie,
  • słuchanie swoich potrzeb.

Jeśli naprawdę pokochasz siebie, to wygląd przestanie być dla Ciebie priorytetem.

Operacja plastyczna.

Większość osób ma jednak pewne lekcje do przepracowania. Ja opisałam Ci swoje kompleksy z przeszłości. Myślę, że każdy ma zakodowane jakieś programy dotyczące wyglądu, które powodują, że czasem wychodzimy ze stanu równowagi. Uważam, że jeśli ktoś ma bardzo duży problem z brakiem pewności siebie, to nie ma niczego złego w tym, aby szukał różnych sposobów na poprawę swojego wyglądu. Jeśli ktoś ma na przykład bardzo odstające uszy, czy krzywy nos i z tego powodu dokuczano mu w dzieciństwie, to operacja plastyczna może pomóc w odblokowaniu czakry splotu słonecznego. Taką operację możesz oczywiście przyciągnąć stosując Prawo Przyciągania.

Często (jeśli nie zawsze) reakcje innych ludzi na nasz wygląd, są odbiciem naszych własnych przekonań. To lustro. Jeśli ktoś Cię ocenia, to zastanów się, co Ty sam myślisz na swój temat. Może być też tak, że operacja, czy inna ingerencja wcale nie pomogą uporać się blokadą. Wtedy trzeba spojrzeć głębiej. Przyjrzeć się własnym przekonaniom na swój temat, poszukać traum z przeszłości.

W odstających uszach nie ma niczego złego. To nie one są problemem. Dla niektórych osób są bardzo seksi. Problemem jest raczej to, co inni powiedzieli Ci na temat tych uszu. Co poczułeś, gdy ktoś je wyśmiewał? Uczucie jakby ktoś Ci przywalił w okolicy przepony – pod klatką piersiową? Ukłucie w sercu? Smutek? Złość? Uświadom sobie, że czyjaś opinia nie musi być Twoją opinią. Ja polubiłam swoje pełne uda, mimo że pewnie Marcin Tyszka nazwałby mnie grubaską 🙂 Gdyby tak zrobił, świadczyłoby to o jego niskim poczuciu własnej wartości. Bo tylko takie osoby dogryzają innym. Sytuacja taka pokazałaby mi również, że mam jakąś lekcję do odrobienia – jakaś trauma czekałaby na zwrócenie na nią uwagi.

Jak zmienić wygląd stosując Prawo Przyciągania w kwestii wzrostu?

wzrost a prawo przyciagania

Na koniec tekstu chciałam jeszcze poruszyć temat wzrostu i masy mięśniowej. Ponieważ takie pytanie też ostatnio ktoś mi zadał. Czy możliwe jest urosnąć stosując Prawo Przyciągania? Tutaj ograniczają nas prawa fizyki i globalna świadomość ludzi. Na ten moment coś takiego jest niemożliwe, ponieważ nasz wzrost to kwestia genów. Ale kto wie, być może za ileś tam lat będzie możliwa taka modyfikacja genetyczna? Jakiś suplement diety bogaty w hormon wzrostu? To, że coś jest niemożliwe teraz, nie oznacza jeszcze, że nigdy nie będzie możliwe. Jeśli ogólna świadomość ludzi, naukowców wzrośnie do tego stopnia, że pojawi się w naszych umysłach przekonanie: “Można zmienić wygląd stosując Prawo Przyciągania w kwestii wzrostu”, to noł problem… Są oczywiście operacje, które umożliwiają delikatne wydłużenie nóg. Ale myślę, że nie o to chodziło osobie, która zadała mi to pytanie.

Jeśli chodzi o masę mięśniową to oczywiście jest to możliwe. Ale same nie urosną. Tutaj sprawa ma się tak samo jak z nadwagą i cellulitem. Musisz coś zrobić, aby mięśnie urosły/tkanka tłuszczowa i cellulit uległy redukcji. Ale jeśli w głowie będziesz miał/a fałszywe przekonania na swój temat, to nic z tego… Ja ćwiczyłam, zdrowo jadłam, piłam mnóstwo wody, stosowałam masaże i kremy, a cellulit i tak był… Problem zniknął dopiero wtedy, gdy zastosowałam Prawo Przyciągania. Czyli uświadomiłam sobie, że mam cellulit, ponieważ wierzę/mam przekonanie, że ten problem mnie dotyczy i trudno jest mi się go pozbyć. Tak samo jest z przyrostem masy mięśniowej.

Ciało daje Ci sygnały.

Istnieją pewne mechanizmy biochemiczne, a nasze ciało jest niesłychanie mądre. Zatem, jeśli nie jesteś w stanie równowagi (nie dbasz o potrzeby ciała, umysłu i duszy), to samo myślenie (stosowanie prawa Przyciągania) nie wystarczy. Ciało wysyła nam sygnały, jeśli “coś mu się nie podoba”. Jeśli jesz więcej niż potrzebujesz, to organizm poinformuje Cię, że odszedłeś/aś od stanu równowagi. Na przykład, jeśli pijesz za mało wody lub jesz za dużo cukru, to zaczną pojawiać Ci się pryszcze. Jeśli w ogóle się nie ruszasz, to nogi mogą być spuchnięte. I tak dalej. Jeśli jednak na poziomie ciała starasz się robić wszystko ok, słuchasz swojego organizmu i nie fundujesz mu patologicznych atrakcji (u każdego będzie to co innego – mnie jest to cukier, alkohol i brak ruchu), a mimo to masz jakieś problemy z wyglądem (lub zdrowiem), to znaczy, że problem jest na poziomie duszy/podświadomości Czyli masz jakieś fałszywe przekonania lub traumy.

Czyli reasumując nie schudniesz, jeśli nie wierzysz (nie jesteś o tym przekonany), że schudniesz. Nie urosną Ci mięśnie, jeśli nie jesteś pewien, że się uda. Nawet jeśli ćwiczysz i stosujesz odpowiednią dietę. Organizm na to nie pozwoli. I w drugą stronę tak samo – jeśli uwierzysz, nabierzesz pewności, że uda Ci się przykoksować 😀 lub schudnąć, to oraganizm będzie Ci to ułatwiał. Będzie Ci się naturalnie chciało mniej jeść, będziesz miał ochotę poćwiczyć. Tak działa Prawo Przyciągania.

Możesz zmienić wygląd stosując Prawo Przyciągania.

Reasumując, nie ma żadnego problemu w tym, abyś zmienił/a wygląd stosując Prawo Przyciągania. Jest na to kilka sposobów. Pamiętaj jednak, że zawsze jest to długi proces i praca z podświadomością. Jeśli masz jakiś problem, to zawsze jest dla Ciebie sygnał, że musisz popracować z jakimiś fałszywymi przekonaniami lub traumami z przeszłości. Przyjrzeć się swoim emocjom. Dlatego właśnie prawo Przyciągania jest fantastycznym narzędziem rozwoju osobistego i duchowego. Dzięki niemu możemy łatwiej ewoluować i rozumieć pewne kwestie na poziomie duszy.

Z miłością, Ula

PS. Jeśli macie jakieś pytania to zadawajcie je proszę w komentarzach. Niestety nie mam czasu na odpisywanie indywidualnie każdej osobie. Mogę to robić w sposób bardziej zbiorowy – w formie wpisu lub odpowiedzi na komentarz.

komentarzy 26

    • Urszula Falkowska

      Nie chodzi o próżność, czy egozim. Ale przede wszystkim na akceptacji samej siebie. Na wybaczeniu sobie błędów z przeszłości. To nie jest łatwe i nikt nie dochodzi do tego szybko. Ale małymi kroczkami. Zaczynając od wsłuchania się w siebie i zauważenia swoich potrzeb. Dbania o swoje ciało, które ciągle wysyła nam sygnały, gdy coś jest nie tak, na poziomie duszy… Miłość do siebie to też zwyczajna troska o siebie i dobroć. Odnalezienie w sobie bezbronnego, skrzywdzonego dziecka. Ja czasem mówię do tego dziecka w sobie: “Co Ci jest kochanie? Czemu jestes smutna? Czego potrzebujesz? Co czujesz? Jestem z Tobą i kocham Cię”. Mimo, że wydawać się to może dziwne, to jest bardzo kojące i oczyszczające. W kwestii wyglądu jest to akceptacja siebie. Ze wszystkimi niedoskonałościami. To zauważenie, że całe to ocenianie samej siebie jest tak naprawdę tylko zbiorem fałszywych przekonań. Cudzych przekonań, które nam wmówiono. Że piękna sylwetka to ta szczupła, a ładna twarz to twarz symetryczna itp. To się może troszkę kłócić. Bo jak to? Mówię, że z jednej strony nie ma niczego złego w dbaniu o wygląd, a z drugiej o akceptacji tego wyglądu? Tutaj wkrada się po cichutku temat “odpuszczenia”, o którym ostatnio szczegółowo pisałam. Żeby Prawo Przyciągania działało, to oprócz tego, że pozbywamy się starych przekonań i układamy dobie w głowie nowe, to musimy tez odpuścić. Presję, opór, zbyt silne pragnienie zmiany wyglądu, które uniemożliwiają manifestację naszego celu. Bo jeśli zbyt mocno ciśniesz, oczekujesz zmiany, to znaczy, że podświadomie wcale nie wierzysz w realizację pragnienia – w tym przypadku – zmianę wyglądu. Pokochanie siebie i akceptacja tego, jak wyglądamy to rodzaj odpuszczenia. Coś typu: “Kocham siebie, lubię swój wygląd, ale jednocześnie wiem, że mogę kreować swoją rzeczywistość. Chcę zmienić swój wygląd, choć tego nie potrzebuję”. Czy dobrze to wyjaśniłam Paula?

  • Michał

    Dziękuję Ula za ten wpis, sam bowiem borykam się z pewnym problemem, który od niedawna spędza mi sen z powiek. I od tamtej pory zacząłem również głębiej szukać rozwiązania tego problemu.

    Jakiś czas temu poddałem się pewnemu zabiegowi. Nie chcę wchodzić w szczegóły, nadmienię tylko że zabieg ten zamiast poprawić komfort mojego życia, znacząco go obniżył. dość powiedzieć, że obecnie myślę o tym przez 80% czasu w ciągu dnia.. Miałem nawet momenty, że odechciało mi się żyć. Na szczęście etap ten jest już za mną. Cóż, gdybym mógł cofnąć czas, na pewno poszukałbym lepszego specjalisty. To niestety już w grę nie wchodzi, pozostaje mi więc albo ponowny zabieg (co również wiąże sie z możliwymi komplikacjami), by poprawić komfort mojego życia, albo zastosowanie mechanizmów prawa przyciągania i cudownej mocy boskiej, twórczej kreacji do której każdy z nas ma dostęp.

    Zastanawiam się jak to dokładnie jest, z tym DNA. Napisałaś że wyglądem można manipulować tak dalece, jak pozwalają nam na to nasze geny.
    W ubiegłym roku czytałem książkę “Bilogia Przekonań” autorstwa Bruce’a Liptona.
    Przytoczę tutaj tylko krótki opis książki:

    ” Biologia Przekonań – Bruce Lipton
    Książka Biologia przekonań przedstawia osiągnięcia nowej biologii. Prezentuje wpływ myśli i percepcji na organizmy. Książkę wydało wydawnictwo Ravi. To nowe zaktualizowane i rozszerzone wydanie na 10-lecie Biologii przekonań.
    Bruce Lipton
    Znany cytolog, odkrył, że sygnały pochodzące z zewnątrz komórek mogą kontrolować nasze DNA.
    Myśli zmieniają ciała

    W toku swoich badań Bruce Lipton odkrył, że za pomocą myśli możemy zmieniać swoje ciało. Okazuje się bowiem, że DNA i geny są kontrolowane przez bodźce pochodzące z zewnątrz. Dlatego możemy wpływać na stan naszego organizmu poprzez sposób myślenia – negatywny bądź pozytywny.

    Bruce Lipton dokonał syntezy cytologii i fizyki kwantowej. W obrazowy sposób przedstawia osiągnięcia epigenetyki – nauki badającej relacje pomiędzy ciałem a umysłem.

    Obala zasady genetycznego determinizmu, mówiące, że to DNA steruje działaniem komórki.”

    Lektura tej książki obudziła we mnie wiarę w to, że my ludzie mamy wpływ na swoje DNA. Poprzez świadomość, wizualizację, afirmację, i przede wszystkim nasze przekonania które kierują ekspresją genów. To brzmi wręcz niewiarygodnie, ale wygląda na to że jest to możliwe.

    Obecnie czytam książkę “Samouzdrawianie metodą Silvy”, José Silva, Richard B. Stone. Wydawnictwo KOS S.C.
    Pozwolę sobie przytoczyć również fragment, który bardzo mnie zaintrygował:

    RELACJA EDA THESSENA
    “Gdyby ktoś mi powiedział sześć lat temu, że kiedyś będę zdrowy i szczęśliwy nie mógłbym się nawet do tej myśli uśmiechnąć. Zanim dowiedziałem się o metodzie Silvy i o możliwościach ludzkiego umysłu bytem tak chory, że nie mogłem nawet sobie wyobrazić, że jestem zdrowy.

    Gdy wodziłem się w roku 1962 lekarze nie dawali mi wielkich szans na przeżycie. Przewidywano, że gdybym żył, miałbym poważne uszkodzenia i porażenie mózgowe. Po dokładniejszym badaniu odkryto także, ze cierpiałem również na zanik mięsni. Poza tym, byłem częściowo głuchy, prawie niewidomy, miałem też zeza.

    “Lekarze eksperci” nie dawali moim rodzicom wiele nadziei, abym kiedykolwiek potrafił czytać lub pisać, czy też funkcjonować poza zakładem zamkniętym, w ,,zewnętrznym” świecie. Z tego powodu i ze względu na moje pogarszające się zdrowie nie rokowano mi długiego życia.

    W wieku dwóch lat przeszedłem pierwszą operację oczu, aby poprawić wzrok i skorygować zeza.

    W latach 1967 do 1979 byłem w różnych instytucjach i szkołach specjalnych, miałem wiele operacji nóg i oczu w celu skorygowania moich licznych problemów. Efekty tych zabiegów były jednak mizerne. Mój wzrok, słuch i mowa ciągle się pogarszały.

    W roku 1978 jedna z moich opiekunek społecznych dala mi do przejrzenia książkę, którą wtedy czytała. Często przeglądałem książki, aby Sprawdzić ile słów jestem w stanie zrozumieć. Tę książkę (Mowa tutaj o książce: “The Silva Mind Control Method” – “Samokontrola umysłu: metoda Silvy” – Jose Silva i Philip Miele) przeczytałem w końcu kilka razy. Zacząłem również ćwiczyć opisywane techniki. Był taki okres, że nawet spałem z tą książką.

    Lekarze nie mogli tego zrozumieć, ale moje zdrowie zaczęło się nagle poprawiać. Nie mówiłem im wtedy co robiłem, ale wykonywałem ćwiczenia zwane “programowaniem”. Najpierw zacząłem chodzić. Wkrótce nie musiałem już nosić specjalnych ochraniaczy ortopedycznych na nogach i na rękach. Słyszałem i mówiłem coraz lepiej. Lekarze przewidywali, że prawdopodobnie całkowicie stracę wzrok. Kiedy jednak zacząłem się wprowadzać w stan alfa trzy lub cztery razy dziennie, mój wzrok się polepszył, (y początkach 1980 roku mogłem na stałe porzucić zakład, w którym przebywałem.

    Parę miesięcy później ciotka powiedziała mi o kursie metody Silvy sugerując, że mi to może pomóc. Nie wiedziała jak bardzo mi już do tej pory pomogło. W grudniu 1980 roku poszedłem na kurs.

    Kurs okazał się jeszcze większą pomocą. Moje zdrowie poprawiło się jeszcze bardziej. W 1981 przestałem nosić okulary i teraz mam wzrok 20/20 i cieszy się doskonałym zdrowiem. W 1982 zdałem eksternistyczny egzamin maturalny myląc się tylko przy jednym pytaniu z trygonometrii i to tylko dlatego, iż nie zaprogramowałem sobie tego zagadnienia jako potencjalnego problemu.

    Innym kłopotem był fakt, że w tym czasie musiałem kupować po dwie pary butów. Działo się tak, ponieważ moja lewa i prawa stopa znacznie się różniły rozmiarem. Zaprogramowałem więc, że z początkiem następnego (1983) roku moje obydwie stopy będą takie same. Wciągu kilku miesięcy moja jedna stopa urosła trzy numery, w stosunku do drugiej.

    Z Przeszłości pozostało mi jeszcze tylko nieznaczne utykanie. To też powinno zniknąć, gdyż jest to mój projekt na rok następny.

    Mój sukces nie jest żadnym “cudem” i nie dokonałem tego, ponieważ mam jakieś specjalne zdolności. Wierzę, że każdy może zrobić to samo. Potrzebna jest tylko wiara, metoda Silvy i praca”.

    I jeszcze jedna, równie interesująca historia:
    RELACJA TAGA POWELLA

    “Zachorowałem na zapalenie szpiku, osteomyelitis, w wieku lat czternastu. Nie jest to wprawdzie rak kości, ale cos bardzo podobnego. W moim przypadku, degeneracja kości następowała w okolicy kolan. Przyczyna zachorowania jest dla mnie tajemnicą. Być może, było to skutkiem niesterylnej operacji, może nie. Lekarze szpikowali mnie antybiotykami, ale nic to nie pomagało. W normalnych warunkach przy osteomyelitis dają antybiotyki i choroba mija.

    Mniej więcej co trzy lata musiałem być operowany. Lekarze odsłaniali zarażone okolice, wycinali chore tkanki, zeskrobywali i skłaniali wszystko z powrotem do kupy.. Wystarczało to maksimum na kolejne dwa lub trzy lata, po czym konieczna była ponowna operacja. Próbowano leczenia radem, przez wstrzykiwanie radu do kolana, aby zabić bakterie. Wystarczyło to tylko na dwa lata. Próbowano innego sposobu, pobierając próbkę bakterii z mojej nogi, osłabiając je radem i ponownie wstrzykując w nogę dwa razy w tygodniu przez sześć miesięcy. Bez skutku. Przeszedłem każdą znaną terapię tej choroby.

    Potem poszedłem na kurs metody Silvy. Mniej więcej w sześć miesięcy po ukończeniu kursu Silvy moje kolano zaczęło znowu puchnąć. Było rozdęte jak balon i mogłem poruszać się tylko o kulach. Zacząłem używać techniki kontroli bólu. której się nauczyłem na kursie, żeby opanować ból, ale gdy kolano jest spuchnięte do takich rozmiarów, człowiek zawsze nim o coś zawadzi (zwłaszcza poruszając się w niewielkiej, zamkniętej przestrzeni, gdzie musiałem pracować). Za każdym razem powodowało to intensywny ból.

    Poszedłem do mojego lekarza i ten zasugerował, abym pojechał do Centrum Medycznego Uniwersytetu na Florydzie w Gainesville. Tam wycięliby mój staw, potem, gotowali go przez dwadzieścia cztery godziny, potem zamrozili na trzydzieści dni i potem włożyli w nogę. Taka operacja jest podobno możliwa do wykonania. Lekarz powiedział “Być może to panu pomoże”. Być może. Cóż to za zapewnienie. Domyślacie się, że nie bardzo paliłem się do tej operacji. W istocie rzeczy, ten zabieg polecany był tylko w skrajnych przypadkach, na ogół tylko wtedy, gdy pacjentowi grozi amputacja nogi. Poprosiłem o antybiotyki. aby uzyskać tymczasową ulgę i powiedziałem mojemu lekarzowi, że pomyślę na ten temat.

    Poszedłem do domu. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, więc położyłem się do łóżka. Moje kolano spuchło do rozmiarów piłki siatkowej. Miałem nawet trudności ze zdjęciem spodni przez to opuchnięcie.

    Pewnej nocy, gdy leżałem w łóżku, zacząłem się zastanawiać: czy rzeczywiście wierzę w metodę Silvy? Jeżeli tak, to dlaczego jej do tej pory nie spróbowałem użyć?… Był to początek roku 1978, sześć miesięcy po ukończeniu kursu podstawowego.

    Wprowadziłem się w stan alfa. Pamiętałem, że podobno białe ciałka krwi są w stanie zniszczyć osteomyelitis. Przypomniałem sobie ćwiczenia wizualizacji z zajęć i zacząłem sobie wyobrażać, że białe ciałka krwi z różnych części mojego ciała gromadzą się w okolicy kolana. Zaczynając od palców stóp, w wyobraźni, zacząłem przywoływać białe ciałka krwi do kolan. Zwerbowałem w ten sposób colą armię i wyobraziłem sobie, ze jest ona w polu, przed bitwą.

    Zgrupowałem moją armię w prawym biodrze i w wyobraźni wsadziłem moich “wojowników” na białe konie, dając im do ręki białe tarcze obronne i ogromne, szerokie, białe miecze. Gdy moja “armia” była gotowa do wymarszu, w myśli krzyknąłem “Do ataku!” i wyobraziłem sobie, że kolejne fale tych wojowników galopowały w kierunku chorego obszaru, atakując białymi mieczami i zabijając wszystkie złe komórki. Chore komórki wyobraziłem sobie jako chude, ciemne kreatury, uzbrojone w wąskie szable i cienkie, łatwe do przebicia, tarcze.

    Posyłałem w zarażoną okolicę batalion za batalionem, falę za falą, moich konnych wojowników i zacząłem bardzo wczuwać się w moje wyobrażenia. W pewnym momencie, odniosłem wrażenie, że moja armia już nie zwycięża przeciwnika, lecz raczej utrzymuje swoje pozycje. Co robi lekarz z moim kolanem -pomyślałem? Skrobie je. W związku z tym sprowadziłem ogromną armatę laserową, dokładnie taką, jaką widziałem na filmie “Gwiezdne wojny”. Zaprogramowałem, że ten laser może zabijać tylko bakterie, ale jest całkowicie nieszkodliwy dla białych ciałek krwi. Wycelowałem laser w kierunku kolana i zacząłem strzelać w zarażoną okolicę. Tak bardzo wczułem się w moje wyobrażenie, że spodziewałem się bólu w momencie, gdy promień lasera zacznie wypalać chore miejsce, żadnego bólu jednak nie było. Czułem nieco ciepła, ale to było wszystko… Przesuwałem ruchem rotacyjnym mój laser w okolicy kolana, podobnie jak to robił lekarz podczas skrobania. Potem “wyłączyłem” mój laser. Byłem tak zmęczony bólem i wysiłkiem, że po prostu zasnąłem.

    Obudziłem się następnego ranka i w okolicy mojego “pola bitwy” , znalazłem tylko torbiel wielkości połowy piłki golfowej. Około południa tego samego dnia. torbiel pękła i wyciekła z niej ciecz. Stan kolana zaczął się poprawiać z godziny na godzinę.

    Od tej pory nie miałem już z kolanem żadnych problemów.

    Po mojej psychiczno-mentalnej operacji metodą Silvy (można to inaczej nazwać) zacząłem się coraz bardziej angażować w czynności poprzednio dla mnie niedostępne. Latem poszedłem z grupą znajomych zagrać po raz pierwszy w życiu w siatkówkę. Poprzednio, gdybym próbował grać w siatkówkę, gra skończyłaby się szpitalem. Cały dzień spędziłem na grze. Tego wieczoru, gdy poszedłem do domu, bolała mnie noga. Bolało mnie kolano. Było to jednak uczucie bardzo przyjemne. gdyż był to ból mięśni. Bolały mnie mięśnie, których nie używałem w ten sposób od czasu, gdy miałem czternaście lat.

    Stan kolana poprawiał się coraz bardziej. Teraz mogę już nawet siedzieć w pozycji jogi. Kupiłem sobie mały, czerwony samochód “Sunbrid”, mogę już z łatwością do niego wsiadać i wysiadać. Prawdziwym dowodem efektywności kuracji była moja zeszłoroczna wycieczka do Egiptu. Mogłem wejść na szczyt i zejść z wielkiej piramidy Cheopsa. Byłoby to absolutnie niemożliwe w moim poprzednim stanie. Po tej wycieczce byłem całkowicie wyczerpany, ale następnego dnia czułem się Już dobrze.

    Moje programowanie umysłowe trwało około trzydziestu do czterdziestu pięciu minut. W tym czasie moja wiara, oczekiwanie i pragnienie wyzdrowienia były bardzo mocne. To, że lekarz chciał zamrozić moje kolano na trzydzieści dni postawiło mnie niemal w sytuacji “życie lub śmierć”. Nie mogłem dłużej zwlekać.

    Wydaje mi się, że sam fakt, iż nie miałem już wyjścia, i ze musiałem cos zrobić właśnie wtedy, dal mi siłę do wyleczenia w czasie jednej sesji. Nie było mowy o “próbowaniu”. Po prostu musiałem to zrobić. Nie było mowy o ,^nam nadzieję, że mi się to uda”, gdy – w każdym innym wypadku – groziło mi wycięcie części mojej nogi.

    To właśnie pragnienie, konieczność wyboru “życia lub śmierci” dało mi wystarczającą ilość energii, aby osiągnąć rzeczy wydawałoby się niemożliwe. Jeżeli ktoś jest w stanie wytworzyć tego rodzaju pragnienie, osiągnięcie jakiegoś celu staje się prostą sprawą. Wiem, bo ja tego dokonałem. Osiągnięty wynik jest skutkiem mojego pragnienia i zastosowania w stanie alfa – metody Silvy”.

    To wszystko brzmi na tyle zachęcająco, że sam zamierzam wybrać się na kurs medody Silvy 🙂 Nie piszę tego po to, by reklamować takie metody czy kursy, ale po to by przekonać samego siebie, a także innych którzy czytają tego bloga i którzy szukają rozwiązań swoich problemów zdrowotnych, by nie tracili nadziei. Ograniczają nas tylko nasze własne przekonania. Jeżeli stopa, która składa się tak samo z kości, mięśni, więzadeł.. może urosnąć o trzy rozmiary w ciągu kilku miesięcy, to potrafimy dokonać naprawdę rzeczy niesamowitych, istnych cudów. Żaden lekarz nie potrafiłby tego wytłumaczyć w sposób racjonalny, a jednak jest to możliwe. Były przypadki wyleczenia się z aids, raka, stwardnienia rozsianego. Czytałem o ludziach z cieżkimi wadami genetycznymi towarzyszącymi im od urodzenia, którzy potrafili odzyskać zdrowie. Wierzę, że to wszystko jest możliwe. Nikt nie mówi że jesteśmy w stanie dokonać tego w tydzień, miesiąc, czy nawet rok. Transformacja skostniałych przekonań wymaga czasu i masy cierpliwości. I ogromu pracy. Jednemu przyjdzie to łatwiej, szybko dojdzie do wysokiego poziomu, ktoś inny będzie musiał pracować nad tym całe lata. Ale to wysiłek który zaowocuje, na każdej płaszczyźnie naszego życia.

    Na koniec przytoczę dwa wersy z Ewangelii św. Marka które od wczoraj siedzą mi w głowie, rozdział 11, 23-24

    “23. Zaprawdę, powiadam wam; ktokolwiek by rzekł tej górze: Wznieś się i rzuć się morze, a nie wątpiłby w sercu swoim, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, spełni mu się.
    24. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, wierzcie że otrzymacie, a spełni się wam.”

    Pozdrawiam serdecznie

    • Urszula Falkowska

      Cześć Michał! Epigenetyka, o której wspomniałeś to jedno z moich największych zainteresowań, konik na studiach. Epigenetyka to nie jest to samo co genetyka! Myślę, że genom jest pewnego rodzaju ograniczeniem w kreowaniu rzeczywistości (wyglądu, zdrowia), ale epigenom umożliwia nam wszelką kreację! Już tłumaczę różnicę między nimi. Wyobraź sobie nuty na pięciolinii. Te nutki metafora naszych genów. Zapis pewnej informacji. Nuty to zapis melodii i rytmu, geny to zapis białek budujących nasze tkanki. Ale oprócz nut są obok pięciolinii pewne informacje: “lento, crescendo, adagio, staccato itd”. To infomacje, jak muzyk ma zagrać. Czy szybko, czy wolno, czy nuty mają się zlewać i łączyć, czy grać je w sposób przerywany. Stopniowo zgłaśniać, czy delikatnie ściszać, itd. Tak samo jest z epigenomem. To jest ta informacja, w jaki sposób nasz organizm ma “zagrać” nasze geny. I tak na przykład. Ktoś może mieć w swoim genomie gen raka płuc. Jego matka, ciotka i dziadkowie mieli tego raka. Ale on sam może nigdy nie zachorować! I to właśnie przez jego epigenom, który stanowi informację, czy dany gen może być “odczytany”, czy jest jakby “przysłonięty” i informacja o syntezie białek (tych odpowiedzialnych za tworzenie nowotworów) jest niedostępna! Epigenetyka, to nauka o tym, jak warunki zewnętrzne wpływają na odczyt informacji genetycznej w naszym organizmie. Jednym z najważniejszych czynników epigenetycznych jest stres (ale tez dieta, aktywność fizyczna, otoczenie np świeże powietrze itd). Stres, czyli nasze emocje. Czyli nasze przekonania 🙂 Stres nie dość, że wywołuje szereg rekcji, które mogą powodować reakcje zapalne w organizmie, to może właśnie być czynnikiem epigenetycznym! Czyli powodować odczyt jakiejś informacji w naszym genomie lub ją blokować. Np. wracając do genu raka, stres może wywołąć szereg reakcji w organizmie, które jakby “przyblokują” lub odblokują jakiś gen. Tzn np. gen raka był zablokowany, ale ktoś swoimi negatywnymi emocjami i przekonaniami(!!!!) może ten gen odblokować. Jesli natomiast ktoś ma przekonanie, że jest zdrowy, nie stresuje się, nie boi choroby itd – wtedy synteza białek odpowiedzialnych za chorobę nowotworowych może nie mieć nigdy miejsca!!! Reasumując. Pisząc o tym, że genom jest ograniczeniem, miałam na myśli to, że pewne geny mamy, innych nie. Ktoś może mieć gen krzywego nosa, bo odziedziczył taka informacje genetyczną po swojej mamie. I raczej nie ma możliwości, aby epigenetycznie zablokować odczyt informacji “o krzywym nosie”. Możemy modulować genami, które jeszcze “nie ujawniły” swoich informacji, są przyblokowane. Ale gen, który mamy od dzieciństwa raczej nie może zostać zablokowany. Bo nie mamy raczej w genomie informacji o innym kształcie nosa. Ale kto wie? Być może to tylko moje fałszywe przekonanie? Może studia narzuciły mi mnóstwo przekonań i dogmatów, które zmienią się z biegiem rozwoju nauki? Może każdy ma w genach informację o różnych kształtach nosa i możemy epigenetycznie sterować tą informacją, czy wybierać sobie ten kształt? A może możemy przekonaniami doprowadzić do jakichś mutacji genetycznych? I nie tyle sterować epigenomem, co genomem – świadomie zmieniając swoje geny? Jedno jest pewne – swoimi przekonaniami można zdziałać cuda. Nie znamy całej prawdy, nikt jej nie zna. Nauka uważa, że przenoszenie w czasie i przestrzeni jest niemożliwe, jak i teleportacja, czy wskrzeszanie zmarłych. Mnichom tybatańskim jednak podobno się to udaje. Pytanie tylko, jak wyszkolonym w Prawie Przyciagania trzeba być, aby robić rzeczy w powszechnym rozumieniu niemożliwe (w globalnej świadomości, świadomości większości ludzi – co dodaje temu przekonaniu ogromną moc – jeśli np 6 mld ludzi uważa, że cos jest niemożliwe, to trudno jest jednostce zmienić “energię” tego przekonania, przeciwstawić się temu). Także Michał, ja nie mówię, że coś jest niemozliwe. Chodziło mi raczej o to, że pewne rzeczy są tak trudne, że niemal niemożliwe. Własnie z tego powodu, że nauka narzuca pewne dogmaty, które istnieją w świadomości większości ludzi, co czyni takie przekonania bardzo mocnymi. Jesli jakies przekonanie jest spotęgowane ileś tam razy, to jest to przekonanie bardzo silne, czyniące pewne ograniczenia w tej czasoprzestrzeni. Ja tak to widzę. Choć między nami – czasem mam wrażenie, że niektóre moje przekonania mają moc wielokrotnie silniejszą, niż zbiorowe przekonanie ludzi na ten temat. Jako jednostki też możemy mieć bardzo dużą moc. Nie wkładam Ci więc do głowy moich fałszywych przekonań 🙂 Uwierz, że masz moc i działaj 🙂

      • Michał

        Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź! 🙂 Teraz to wszystko stało się dla mnie znacznie bardziej zrozumiałe. Trochę jeszcze poszperałm dzisiaj w sieci, i trafiłem na coś takiego jak “biokineza”, umożliwiająca nawet zmianę koloru oczu czy włosów. Ale to już pewnie należy do działu “prawo przyciągania: lvl hard” 😉

        Pozdrawiam 🙂

      • Urszula Falkowska

        Tak, można w ten sposób wyrazić intencje, ale najlepiej mieć w umyśle jednocześnie stwierdzenie: “Lub tyle kilogramów, ile najlepiej abym straciła, dla mojego dobrego zdrowia i samopoczucia”. W ten sposób zostawiamy “furtkę” dla Wszechświata, puszczamy opór, odpuszczamy chęć kontroli i presję. Zosiu polecam Ci spróbować diety IF. Poczytaj sobie o tym. Mówiłam o tym gdzieniegdzie. Właściwie to nie jest dieta, ale model żywieniowy. To cudownie reguluje organizm. I pomoże Ci schudnąć. To nic trudnego. Jesli masz do mnie jakieś pytania z tym zwiazane to napisz maila. Odpowiem w wolnej chwili. Może Twoje pytania jakoś mnie zainspirują i napiszę o tym wpis. Poczytaj o tym np. tutaj: https://piotr-kopczynski.pl/post-przerywany-jak-najefektywniej-wykorzystac-go-do-odchudzania/ Pozdrawiam!

  • Rafał

    Witam a czy będąc na niskich wibracjach można użyć prawa przyciągania? Już tłumaczę w mega skrócie co mam na myśli. Otóż od dwóch lat jestem chronicznie zmęczony są tylko chwilowe okresy kiedy czuje się dobrze. Badania serce, krew wszystko super, u psychologa również byłem nawet u bionergoterapeutki po których wizytach czułem ulgę ale potem wszystko wracało do stanu początkowego. Medytuje od roku, przez pół roku afirimowalem zero skutku. Wkońcu dowiedziałem się o prawie więc zaczołem myśleć pozytywnie ale również akceptować stan rzeczy w jakim jestem. I niestety też nic. Po prostu będąc na tak niskim samopoczuciu moje ciało aż wyśmiewa wszelkie próby wyobrażenia sobie że można czuć się super. Więc reasumując czy będąc w niskich wibracjach można coś pozytywnego przyciągnąć?

    • Urszula Falkowska

      Tak, można. Prawo przyciągania działa zawsze i wszędzie, bo jest to uniwersalne prawo fizyczne. Z tym, że w moim przypadku jest tak, że będąc pozytywną wszystko przyciągam tysiąc razy szybciej niż w złym nastroju. Po prostu wtedy jest latwiej. Myślę, że wynika to właśnie z faktu, że gdy jesteśmy na wysokich wibracjach, to łatwiej jest nam uwierzyć w pozytywne wydarzenia w przyszłości. Czujemy się dobrze już teraz, więc mamy przeświadczenie, wewnętrzne poczucie że wszystko będzie dobrze. Jesteśmy bardziej optymistyczni, wierzymy, że spełni się każde nasze pragnienie. A gdy mamy zły nastrój to często w głowie pojawiają nam się katastroficzne wizję.
      Ale prawo przyciągania działa nawet, gdy ktoś nie jest tego świadomy. I nawet u negatywnych ludzi, niemiłych i odpychających.
      Najważniejsze to zmienić swoje przekonania, zlokalizować te fałszywe, które przeszkadzają nam w realizacji pragnień. Mieć szczerą pewność, że nasze pragnienie się zmanifestuje. A jednocześnie odpuścić presję i oczekiwanie.
      Wibracje można podwyższyć. Serio! W łatwy sposób, powtarzalny. Spróbuj jogi kundalini. Odstaw cukier i alkohol. Śpij 8 godzin. I zobaczysz co się stanie. Zaufaj mi i po prostu spróbuj.

    • Magdalena

      Rafał wczoraj albo przedwczoraj trafiłam przypadkiem (albo i nie …) na wikipedii (wiesz od jednego hasła do drugiego doprowadziło mnie) na notkę o 5 sposobach na radość, czyli walkę ze smutkiem albo inaczej mówiąc 5 drogach radości według Tomasza z Akwinu. Oto co Tomek wykontemplował:

      1. Sprawić sobie jakąś przyjemność

      Jeśli chodzi o ten podpunkt, no to tylko Ty wiesz co sprawia Ci przyjemność. Jeśli nic już nie sprawia Ci przyjemności spróbuj następny podpunkt.

      2. Wypłakać się

      To jest dobre, takie wypłakanie się. Ale np. tak jak u mnie jest, że płaczę prawie codziennie od 1,5 roku, no to jest to wykańczające i ma się wrażenie, że traci się zmysły albo inaczej mówiąc popada się w obłęd. Także jak ze wszystkim z tym też nie można przesadzać. Trudno jest znaleźć złoty środek. Myśli i emocje szaleją. W takim razie może następny podpunkt.

      3. Rozmowa z przyjacielem

      Domyślam się, że to pomaga. Ja nie wiem, bo nie mam przyjaciół. I tutaj mam na myśli prawdziwych przyjaciół. Jeśli Ty czujesz, że masz w swoim życiu osobę, której możesz się wygadać to zrób to. Osobę, która wiesz, że Cię zrozumie cokolwiek byś do niej powiedział. Jeśli nie masz takiej osoby, a terapeutom nie chcesz płacić za rozmowę, to możesz skorzystać z wyobraźni. Tak jak robiła Ania z Zielonego Wzgórza albo Sara Crew. Szczególnie Sara Crew jest tutaj mocnym przykładem. Jeśli nie wiesz kim jest Sara Crew to już mówię. To fikcyjna postać z książki pt. “Mała księżniczka” autorstwa Frances Hodgson Burnett. To książka dla dzieci, ale o Boziu według mnie stanowczo NIE (tylko). Jakiś czas temu przypomniałam sobie, że mam tę książkę. Dostałam ją jako nagrodę “dla uczennicy klasy IV za bardzo dobre wyniki w nauce i wzorowe zachowanie”. Ładnie brzmi co nie ? Na pierwszej stronie jest piękna notka napisana przez moją ówczesną wychowawczynię. Ale jest też data – 23.06.2000 r. Pomyślałam “minęło równo 20 lat”. Pamiętałam, że czytałam ją wtedy jako dziecko. I właśnie jak wspomniałam wcześniej, przypomniałam sobie o tej książce i przeczytałam ją jeszcze raz kilka tygodni temu. Pomogła mi i to bardzo. Do tej pory najbardziej z używania wyobraźni kojarzyłam właśnie Anię Shirley. Teraz do tego grona dołączyła Sara Crew. Jeśli chodzi o temat wyobraźni, przychodzi mi do głowy również film z Eddie’m Murphy https://www.filmweb.pl/film/Wyobra%C5%BA+sobie-2009-318868
      Może już go widziałeś kiedyś i teraz warto go sobie przypomnieć ?
      W każdym razie ja w tych cięższych stanach staram się sobie przypominać Sarę Crew i fakt, że posiadam wyobraźnię i mogę w każdej chwili z niej skorzystać.
      Polecam też najnowszą wersję przygód Ani z Zielonego Wzgórza, serial “Anne”. Ludzie, którzy wzięli się za stworzenie i opowiedzenie tej historii naprawdę zrobili kawał dobrej roboty. Nie zrażaj się, że to historia nie dla Ciebie. Zresztą zrobisz jak chcesz. Po prostu polecam. Każdemu. https://www.filmweb.pl/serial/Ania%2C+nie+Anna-2017-781264

      4. Kontemplacja prawdy. Tomasz mówi: “Nie ma nic przyjemniejszego od kontemplowania prawdy”

      Eh, prawda. Tylko Ty wiesz jaka jest Twoja prawda. Albo nie wiesz (tak jak ja) i się męczysz. Ale zawsze możesz przejść do następnego podpunktu.

      5. Kąpiel i sen

      No to chyba każdy potrafi. Chyba, że cierpisz albo cierpiałeś na bezsenność tak jak ja i teraz masz z tyłu głowy cichutki strach, lęk, że bezsenność znowu powróci. Ja narazie śpię. Cieszę się ogromnie z tego powodu. Czasami krócej czasami dłużej. Ale powtarzam sobie wtedy, że cieszę się, że wogóle spałam. Tak czasami boli mnie głowa i jest mi niedobrze, i nie mam siły np. gdy śpię długo albo mam koszmary/intensywne sny, w których dużo się dzieje. Ale to nie zmienia faktu, że śpię. I to jest dobre. I jestem za to wdzięczna.

      Myślę Rafał, że szukasz tych wszystkich sposobów, bo nie chcesz się czuć tak jak się czujesz. Czyli nie akceptujesz tego co czujesz. Chcesz od tego uciec. Myślę tak, ponieważ widzę to u siebie.

      Staram się wykorzystywać jogę, medytację, sen, kąpiel, rower, spacer, ćwiczenia, jedzenie (wpisz tutaj co chcesz) nie po to, żeby zagłuszyć te niemiłe (delikatnie mówiąc) uczucia i stany, ale po to, żeby pokazać sobie, że robię to wszystko dlatego, bo kocham siebie NA TYLE NA ILE W TEJ CHWILI POTRAFIĘ, troszczę się o siebie, dbam o siebie, POMAGAM sobie jak przyjacielowi albo tak jakbym to robiła, gdybym miała dziecko. Mam nadzieję, że potrafiłabym to robić dla swojego dziecka.

      Zauważam u siebie opór, blokadę, złość, wściekłość, frustrację, strach, niechęć, wkurw. Ale robię to wszystko mimo to. Czasami płaczę tak jakby ktoś odkręcił hydrant albo jeszcze coś innego. Wylewa się ze mnie jak z wodospadu. Zastanawiam się ile tych łez mieści się we mnie. Pewnie wtedy nieźle się odwadniam. Miewam lepsze momenty. Przypominam sobie wtedy, że jeszcze potrafię cieszyć się wiatrem, drzewami, widokiem nieba, dźwiękiem zamarzniętej trawy, widokiem lasu (wpisz tutaj cokolwiek). Cieszy mnie to, że urodziłam się z tą umiejętnością i że ona jeszcze nadal we mnie jest.

      Zastanawiam się, który stan jest prawdziwy – ten, w którym czuję wszechogarniający bezsens i paraliżujący strach, czy ten w których jestem wdzięczna za wszystko i czuję zachwyt nad wszystkim. Nie znajduję odpowiedzi. Być może obydwa są prawdziwe. Albo ten, w który uwierzę mocniej.

      Twoje samopoczucie Rafał nie wzięło się z niczego. Jakaś przyczyna istnieje. Pewnie to wiesz.

      Życzę Ci wszystkiego dobrego, dbaj o siebie.

      Magdalena

      • Urszula Falkowska

        Dziękuję Ci Magda, że tak pięknie odpisałaś Rafałowi. Dopiero teraz zauważyłam, że może moja odpowiedź być może była zbyt “sucha”. Ale to cudownie, że takie Anioły czytają mojego bloga i sobie wzajemnie pomagają 🙂
        PS. Mała księżniczka i Ania z Zielonego do moje ukochane książki z dzieciństwa. Ukształtowały moja osobowość. One, jak i wiele innych książek pomogły mi “odkryć siebie”,poznac siebie, być mniej samotną w mojej “inności”.

        • Magdalena

          Napisałam ten komentarz, bo wiedziałam/czułam, że jeśli nie Rafalowi to może komuś innemu on pomoże.

          Napisałam go również dlatego, żeby pomóc sobie. Ponieważ ja mam problem z docenieniem siebie, uwierzeniem sobie i w siebie, chwaleniem siebie itd.

          Ty Ula robisz bardzo dużo dobrego swoim blogiem i pewnie jako masażysta też. Ale przyszła do mnie dzisiaj taka myśl (chyba podczas pisania tego wcześniejeszego komentarza, a może wcześniej ? nie wiem), że Ty jesteś jak Radość z bajki “W głowie się nie mieści”. A podejrzewam, że nie tylko ja, ale i większość zaglądających tutaj osób, jest jak Smutek.
          Jeśli oglądałaś tę bajkę to zrozumiesz co mam na myśli. Jeśli nie to napiszę tylko, że była tam dziewczynka o imieniu Riley. Nadszedł czas zmian w jej życiu – przeprowadzka, nowa szkoła, nowi ludzie. Radość za wszelką cenę nie chciała dopuścić, żeby Riley się złościła, bała, a już na pewno nie smuciła. Radość była główną dowodzącą do tej pory. Nie pozwalała Smutkowi dotykać panelu sterującego, ani kryształowych kul ze wspomnieniami. Ale to właśnie Smutek pomógł Bing Bongowi lepiej się poczuć kiedy ten był w gorszym nastroju https://www.youtube.com/watch?v=GgQBPSECgZg

          Bardzo lubię tę bajkę.

          Ale pamiętaj Ula Ty nadal jesteś jak Radość.

    • Vri.xc

      Z tym wzrostem, to ja chce tylko powiedzieć, że działa. Jakoś od listopada urosłam 2 cm i nie zamierzam przestać. Wszytko to kwestia przekonań. A tu przekonaniem jest to, że ‘za wzrost odpowiadają geny’- te przekonanie może nas ograniczyć bo myślimy, że już nic nie zmienimy. 🙂

  • Wiktor

    Ja to się zastanawiam czy jest i gdzie jest jakaś granica w naszych przekonaniach. Czy jest coś takiego jak obiektywna prawda. Jak rozpoznać fałszywe przekonanie i odróżnić od “prawdziwego”. Chodzi mi o to, że gdy np. mój dom zacznie się palić, to przekonanie w stylu “jestem ognioodporny” nie zda egaminu ;p Albo skok z 5 piętra z przekonaniem “mam gumowe kości”. I jak w tym gąszczu przekonań nie zatracić kontaktu z rzeczywistością (codzi mi o np. powyższe dwa przypadki)
    Pozdrawiam 😉

    • Vri.xc

      Mam do Pani pytanie. Ja słyszałam, że pewna kobieta zmieniał sobie kolor włosów i strukturę za pomocą prawa przyciągania. Z ciemnych i prostych na jasne i kręcone. Ale czy to Pani zdaniem jest możliwe?

      • Urszula Falkowska

        Odpowiem bardzo szczerze – nie mam pojęcia. Ja nie mam takiego doświadczenia, które mogłoby to potwierdzić. Z drugiej strony nie chce budować w Tobie przekonania, że to niemożliwe, czy trudne. Ja czytałam relacje kobiety, która mówi, że za pomocą prawa przyciągania zmieniła kształt nosa. Nie operacyjnie, ale samym tylko myśleniem. Czy zmyśla? Czy mówi prawdę? Nie mam pojęcia. Proszę próbowałam 🙂

  • Urszula Falkowska

    Ja zawsze tłumaczę to sobie w ten sposób – mogę tyle na ile pozwalają mi prawa fizyki i ogólne przekonanie ludzkości o prawdziwości jakiejś tezy. Tak jak w przypadku Twoich przykładów: uderzenie o ziemię z dużą prędkością lub przebywanie w bardzo wysokiej temperaturze przez jakiś tam czas, spowoduje śmierć organizmu – tak mówią prawa fizyki i wierzy w to pewnie ok 8mld ludzi. Zatem trudno byłoby Ci wyjść poza to, bo siła umysłów (przekonań) 8mld ludzi jest zapewne większą niż Twojego. Ale… Kto wie? Jezus podobno chodził po wodzie i przywracał do życia zmarłych. A tybetańscy mnisi potrafią podobno lewitować i teleportować się (Spalding “Życie i nauki Mistrzów Dalekiego Wschodu”). Może to wszystko kwestia wytreniwania umysłu? Może wszystko jest możliwe, jeśli my mamy silne przekonanie, że tak jest? Nie wiem 🙂 Póki co moje przekonanie o tym, ze upadek z 5 piętra mógłby mnie zabić nie odbiega od przekonania ogółu – wolę więc nie próbować. Pozdrawiam ciepło – świetne pytanie.

    • Wiktor

      Dzięki za odpowiedź. Tak sobie zerknąłem na te książki Spaldinga. Nie wiem dokładnie o czym są, ale widziałem że jest coś w nich o świadomości Chrystusowej w nas. Jeśli chodzi o Jezusa, jego nauki, a także o wiele wiele wiecej. Jeśli ciekawi cię jak wygląda cały wszechświat, jakie duchowe jednostki nim kierują, jak powstaliśmy my i jak wygląa życie na innych planetach to polecam serdecznie Księgę Urantii. Nie ma chyba drugiej takiej księgi. Obecnie jestem w trakcie jej zgłębiania.

      • Magdalena

        Czytając Twój komentarz zastanawiam się jak trafiłeś na tę książkę.
        Przpomniało mi się także, że kilka dni temu – od jednego hasła do drugiego – doprowadziło mnie na wikipedii do opisu świętych ksiąg hinduizmu, które (według wikipedii) swoją objętością przewyższają Biblię sześciokrotnie https://pl.wikipedia.org/wiki/Wedy Wspominam o tym, bo napisałeś “nie ma chyba drugiej takiej księgi” 🙂

        Ksiąg i w ogóle prób zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości, po prostu WSZYSTKIEGO co nas otacza i nie tylko oraz znalezienia odpowiedzi na wszelkiej możliwości pytania – jest po prostu wiele. Możnaby poświęcić życie na szukanie ich wszystkich, a potem ich dogłębne studiowanie. Ale czy w głowie nie pojawiłyby się kolejne pytania i znowu chęć znalezienia na nie odpowiedzi ? Czy nastąpiłby moment kiedy już żadne pytanie nie pojawiłoby się w głowie ? Czy w ogóle chciałbyś, aby taki moment nastąpił ? Znałbyś już wszystkie odpowiedzi. Czy chciałbyś poświęcić życie na studiowanie tych wszystkich ksiąg ? Ten rodzaj głodu chyba nie ma końca.
        Prędzej czy później dochodzimy do wniosku (sami albo zostajemy do tego zmuszeni), że nie pozostaje nam nic innego jak zaakceptować to, że nie poznam całej prawdy, nie odnajdę odpowiedzi na wszystkie pytania i nie dowiem się wszystkiego.

        Niewątpliwie wiara i zaufanie w coś co opiekuję się nami, prowadzi nas i pomaga nam nieustannie, sprawia, że czujemy spokój, ciepło, opiekę, prowadzenie, życzliwość, dobro, akceptację. Czyli chyba po prostu miłość. Tą bezwarunkową. A gdy czujemy to wszystko, wtedy zmienia się nasze spojrzenie na życie. Zmienia się nasz odbiór rzeczywistości. Zmienia się nasza perspektywa, a co za tym idzie zmienia się to jak wygląda nasze życie. Dlatego ludziom, którzy wierzą (najlepiej w coś dobrego) żyje się spokojniej, przyjemniej, lepiej, łatwiej. Chyba można uznać zdanie: “to w co wierzysz staje się Twoją prawdą” za rzeczywisty/faktyczny opis rzeczywistości/życia.

        Włączył mi się analizator wnikliwy albo myśliwiec. Przepraszam, tak mnie jakoś naszło. I po prostu pomaga mi to, gdy tak piszę do kogoś. Nie zawsze, ale dzisiaj pomogło.

        Pozdrawiam i życzę wszystkim miłej niedzieli 🙂

        • Wiktor

          Jak trafiłem? A no tak jak piszesz – “od jednego hasła do drugiego” ;p
          Uważam mimo wszystko Księgę rantii za coś bardzo wyjątkowego. Z wielu względów. Długo by pisać. Jak dla mnie najciekawszą kwestią jest to, że księga która została wydana 1955 roku przewiduje odkrycia naukowe z przyszłości. Np. w 2004 bodajze odkryliśmy że w 1572 roku wybuchła supernowa i że był to wybuch gwiazdy podwójnej. Księga Urantii oczywiście to opisuje. Jak również inne kwestie, np. opowieść Biblijna o Adamie i Ewie jest poniekąd prawdą, Eden był na Ziemi, a Adam Ewa mieli za zadanie udoskonalić nasz gatunek. Było to jakieś 37000 lat temu. Nauka znalazła pewien allel mikrocefaliny w 2005 który znacząco wpłynał na nasz rozwój jako ludzi. I naukowcy datują początki tego allelu na jakieś – zgadłaś – 37000 lat. Polecam cały artykuł o takich przepowiedniach naukowych tu: http://members.optusnet.com.au/~pmjaworski/kunauka.naukawksiedze.html

  • Sebastian

    Mam pytanie czy jest możliwe żeby kształt mojej głowy się zmienił, mam z tego powodu ogromy kompleks gdy patrzę w lustro, czy częste wymawianie prośby o to żeby kształt mojej głowy był bardziej “symetryczny” ma sens? :((

    • Urszula Falkowska

      Cześć Sebastian. Prawdę mówiąc – nie wiem. Staram się dzielić na blogu swoim doświadczeniem, natomiast takiego problemu nigdy nie miałam,wiec nie potrafię się do tego odnieść. Niektórzy uważają, że absolutnie wszystko jest możliwe, jeśli chodzi o zmianę wyglądu. Ale przede wszystkim musisz pokochać siebie, polubić i zaakceptować swój wygląd. Zmiana musi najpierw zajść wewnątrz siebie, a dopiero później będą zmiany na zewnątrz. Pomyśl też o pomocy psychologa, albo kursie Silvy – jeśli tak jak napisałeś w innym komentarzu, nadal miewasz myśli samobojcze 🙁 Często ktoś obcy może pomóc nam uporządkować myśli i emocje, uswiadomic pewne kwestie. Także w pierwszej kolejności musisz spojrzeć w głąb siebie i uporządkować fałszywe przekonania i traumy. Bo bez tego trudno jest stosować świadomie Prawo przyciągania. Pozdrawiam ciepło, Ula

    • Michał

      Witaj Sebastianie. Przeczytałem Twój komentarz, i choć krótki, to jednak poczułem ogromny ciężar Twojego bólu. Przedstawię Ci mój punkt widzenia, mam nadzieję że chociaż odrobinę Ci pomoże.

      Myślę że w zależności od poziomu świadomości, wiary i przekonań nawet bilokacja jest możliwa. Lewitacja, telekineza, psychometria. Zmiana koloru oczu, wzrost, kształt nosa, uszu, barwa głosu. Ale podejrzewam że trzeba by mieć wtedy bardzo wysoki poziom świadomości np. Jezusa Chrystusa. Swoją drogą, znalazłem kiedyś informację o pewnym papirusie, znalezionym początkiem dwudziestego wieku, wedle którego Jezus miał mieć zdolności zmieniania kształtu, by pozostać nierozpoznawalnym. Nie wiem ile w tym prawdy, i czy w ogóle taki papirus istnieje. Nie wiem też co skrywają tajne archiwa watykańskie, ile pradawnych ksiąg tam spoczywa, jaka wiedzia została ukryta, jaka została ujawniona. Pewnych rzeczy nie dowiemy się nigdy, ale prawo mamy wierzyć w to, co chcemy.

      Wiemy za to że prawo przyciągania działa, że możemy wpływać na nasze zdrowie intencją, możemy kształotwać swoje życie za pomocą wiary i ufności. Dzięki spokojnej akceptacji. Kiedy dajemy się prowadzić. Kiedy przyzwalamy. Kiedy serce i umysł pracują koherentnie, są spokojne i zrównoważone. Kiedy w naszym życiu panuje rónowaga i harmonia. I kiedy nie burzymy tej harmonii przez stawianie oporu usilnym pragnieniem odwrócenia, odczarowania, zmienienia stanu nieporządanego na stan o którym marzymy. Którego pragniemy tak chorobliwie że aż wpadamy w amok, nasze tętno przyspiesza, nadnercza wyrzucają coraz więcej kortyzolu i adrenaliny. Tak bardzo tego pragniemy, że nie możemy zaakceptować stanu który występuje w tym konkretnym momencie. A cierpliwość też jest bardzo ważna w kreacji.

      Wszystko ma swój czas, ciąża trwa 9 miesięcy, bo taki jest jej czas, i kropka. Nikt się o to nie kłóci, nie przebiera nogami w miejscu żeby dziecko rozwinęło się i przyszło na świat w trybie instant już po trzech miesiącach, ważąc 3,5 kg i mając dostając 10 w skali Apgar. Takie rzeczy się nie dzieją. Piskę z kolei potrzebuje 21 dni żeby się wykluć, nie 61, nie dziewięć miesięcy żeby się wykluć, ale właśnie 21 dni. W życiu wszystko ma swoje cykle, swój własny rytm. Pory roku, dni, noce, wysokie i nieskie temperatury. To wszystko płynie naturalnym rytmem. Jeśli my umieszczamy jakąś intencję w polu, ona też potrzebuje swojego czasu, by dojrzeć. By te okoliczności mogły się ułożyć w taki a nie inny sposób. By mogły się boskim sposobem zbiec, przychodząc do nas w najmniej spodziewanym momencie tak naturalnie i niespodziewanie, że aż budząc zachwyt nad tajemnicą życia.

      A Takie palące pragnienie, jeśli jest naprawdę palące tak mocno, że aż zaczyna smażyć nasze neurony w tym pięknym superkomputerze spoczywającym pod czaszką, i to w dodatku jeśli chodzi o tak trudny do zmiany przypadek jak na przykład kształt głowy który nam nie odpowiada – rodzi to ogromną bezsilność. Rodzi niemoc. Bezradność. A z niemocy i bezradności bardzo krótka droga do depresji, nerwicy. Później kiedy się człowiek w porę nie opamięta, tak się uwikła w chorobliwe wręcz myślenie o tym czego nie chce, tak będzie to karmił swoją uwagą, że urośnie to do takich gargantuicznych rozmiarów, że będzie bardzo, bardzo ciężko się z tym uporać. Pojawi się bezsenność, ciało zacznie emitować te negatywne emocje w postaci manifestujących się kolejnych chorób. To droga ku samozagładzie, bolesna i bardzo samotna. Bo wówczas więkoszość ludzi których znasz, odwróci się od Ciebie, przeważnie tak jest.

      Jako że w życiu wszsytko ma swoje cykle, tak i nasze życie i życie każdego człowieka jest indywidualnym i niepowtarzalnym cyklem samorozwoju, doświadczania, nauki. Jedna osoba już za tego życia osiągnie oświecenie, będzie potrafiła zginać łyżki siłą woli, poczuje jedność z całym wszechświatem i będzie mogła żywić się do końca życia tylko światłem słonecznym, ktoś inny będzie potrzebował na to jeszcze dziesiątek inkarnacji, jeśli reinkarnacja faktycznie ma miejsce w naszej wielowymiarowej podróży duszy (Ja wierzę że istnieje, ale szanuję że ktoś może myśleć i wierzyć w coś zupełnie innego). Nik z nas zatem nie wie, czy osiągnie aż taki poziom w tym życiu, czy nie. Dążenie do tego to wartościowy cel, zresztą ciągłe wzrastanie to cel sam w sobie, który nie ma finału. To przygoda, w której czeka nas po drodze wiele przeszkód, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Ale by zmienić cokolwiek w swoim życiu, zawsze trzeba najpierw to zaakceptować. Cokowiek by to nie było. I to też jest wyzwanie, nie wszystko przychodzi nam łatwo. Jesteśmy tylko ludźmi, w dodatku wielu z nas tak tkwi w programach tak bardzo szkodliwych, które tak głęboko zapuściły swoje korzenie, że wymaga to często ogromnej samodyscypliny, wytrwałości i jeszcze większej wiary, by programy te transformować. Odinstalować i wgrać nowe. Ale jeśli zaakceptujemy coś, wtedy umysł się zaczyna rozjaśniać. Brak akceptacji to ciągłe wracanie do przeszłości. Akceptacja uwalania przeszłość, kotwicząc nas znowu w Tu i Teraz. I ukazuje przed nami często wachlarz możliwości, co możemy zrobić już teraz. W tym konkretnym momencie.

      Problem który opisujesz, ma swoją nazwę w psychologii. Dysmorfofobia to pewne zaburzenie postrzegania swojego własnego ciała, przekonanie o deformacji jakiejś jego części, często dla innych wyglądającej zupełnie normalnie. I pojawia się tutaj kluczowe słowo w jednym zdaniu. PRZEKONANIE o deformacji, a nie obiektywne stwierdzenie faktu. Gdybyś był na świecie zupełnie sam, i nie miał się z kim porównać, najpewniej pomyślałbyć że z Twoją głową wszystko jest jak najbardziej w porządku. Nie miałbyś punktu odniesienia, jakiejś “normy” do której mógłbyś się porównać, nie cierpiałbyś z tego powodu.

      Przyczyna takiego cierpienia, i to nie tylko Twojego, ale naprawdę wielu ludzi bierze się jak już napisałem wyżej z porównań. I to porównań, które mają swoje źródło w wydealizowanej wizji człowieka którą karmią nas reklamy, filmy, przemysł muzyczny, cały przemysł rozrywkowy, branża gastronomiczna, turystyczna, i wiele wiele innych. Wszystko naj, najpiękniejsze noski, najgęstsze włosy, najlepiej zbudowane ciało, najszybszy samochód, największy dom, najwięcej znajomych. Najpiękniejszy uśmiech, najwięcej pieniędzy. Wychowywanie konsumenta. Kierunkowanie na konsumpcję, w dodatku odzieranie z własnej indywidualności, zabieranie ukradkiem pewnośći siebie i poczucia własnej wartości. Dla zysków własnych, tak niestety funkcojuje masa koncernów. Wystarczy się rozejrzeć. To temat naprawdę rozległy, obszerny tak, że brakłoby mi nocy, żeby to wszytko opisać. Ale, ad rem.

      Przeciętny człowiek chłonąc zewsząd takie obrazy, jest programowany. Powoli zaczyna siać szkodliwe przekonania w swoim umyśle, i to zupełnie nieświadomie. To ego zaczyna go spychać w otchłań niemocy. A jeśli czegoś mi brakuje? Czy byłbym szczęśliwy mając mniej odstające uszy? Czy z moją głową wszystko jest ok? I tak przywiązuje się do swoich myśli o problemie którzy stworzył swoim punktem widzenia (właściwie nie swoim, a wgranym najczęściej przez otoczenie), że traci uważność. Przywiązuje się do “swojej” wizji, z którą zaczyna się utożsamiać. W którą zaczyna wierzyć. I w którą zaczyna nieustannie pompować cały wachlarz emocji, najczęściej negatywnych.

      Przywiązanie jest z kolei według mnie drugą największą przyczyną cierpienia, zaraz obok porównywania się . Choć porównywanie się też wynika z przywiązania. Przywiązania do pewnego programu, do pewnej wizji siebie. Wizji która jest iluzją, bo wynika tylko z przekonań. Przekonań o samym sobie. Rownież przekonań czyichś, włoczonych w nasz system rozumowania. Ego tak naprawdę jest taką iluzją samego siebie, kiedy ono się rozpływa, opadają kurtyny. Człowiek zostaje nagi, skąpany w miłości która zawsze wypływa z niego najczystrzyszm źródłem. Pełen współczucia, zrozumiena. Akceptacji.

      Ilu ludzi, tyle różnych głów, różnych punktów widzenia, poglądów, zainteresowań, cech charakteru. Próba wpasowania się do “norm” które nam narzuca dzisiejsze społeczeństwo jest zwyczajnie niemożliwe. To kolejna iluzja w którą wiele osób wierzy. W życiu nie ma tak, że jedna rzecz spodoba się wszsytkim ludziom na tej planecie. Zawsze będzie tak że coś co podoba się jednemu, komuś innemu nie spodoba się wcale. A coś co odbiego od normy, może na swój indywidualny i niepowtarzalny sposób być wyjątkowo piękne. Na przykład znam osobę która kiedyś miała krzywe zęby. Przeszkadzało jej to bardzo, w lustrze nie mogła ich ogląć. Jak zapewne się domyślacie, postanowiła je wyprostować. I fakt, po wyprostowaniu ma idealne, proste zęby. Jak z teledystku. Piękny uśmiech. Choć dla mnie był piękniejszy, kiedy te zęby nie były idealnie proste. Widzisz? Tak samo i Twoja głowa, może spotkasz wkrótce kobietę która będzie zachwycona kształtem Twojej głowy, jej piękną asymetrią, dostrzeże tam coś, czego nawet Ty jeszcze nie dostrzegasz. Wszystko jest stanem umysłu. Spróbuj spojrzeć z róznych punktów widzenia, postaraj się odpuścić ten, do którego tak bardzo się przywiązałeś, że aż zrósł się z Twoim ego. Pomyśl sobie, gdybyś przez najbliższe dwadzieścia lat miał każdego dnia budzić się z tymi myśami o Twojej głowie, jak wyglądałoby Twoje życie? Czy to jest tego warte? Tą energię można przekierwać w bardzo twórczy sposób tak, by przynosiła Ci znacznie, znacznie więcej korzyści. Trzymam kciuki żeby Ci się to udało! 🙂

      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.