miłość bezwarunkowa
Duchowość,  Szczęście

Miłość bezwarunkowa. Naucz się przebaczać i współczuć.

Czym jest miłość bezwarunkowa? Masz kochać ludzi, którzy Cię skrzywdzili? Przysłowiowego „menela”? Muszę to wyjaśnić, ponieważ sądzę, że jest to jeden z najważniejszych celów, dla których rodzimy się na tej cudownej planecie. Musimy nauczyć się kochać bezwarunkowo.


Z tym, że słowa „miłość”, „kochać” nie do końca oddają sens tego wszystkiego. Nie chodzi o taką miłość jaką czujesz do najbliższych osób, dzieci, przyjaciół, czy partnera. Od jakiegoś czasu (choć nie potrafię powiedzieć, jak długo) wiem, czym jest miłość bezwarunkowa. I zdecydowanie jest to inne uczucie niż do męża, czy rodzeństwa. Słowa nigdy nie oddają rzeczywistości. Od zawsze intuicyjnie czułam, coś na kształt miłości bezwarunkowej względem innych ludzi, choć potrzebowałam wewnętrznej transformacji i różnych doświadczeń, aby móc poczuć to w pełni.

Jakich doświadczeń? Przede wszystkim zadania kilku ran sobie i innym. To takie doświadczenia uwrażliwiają na krzywdę i uświadamiają kilka ważnych prawd. Ponadto, jak zapewne wiesz, moje życie odmieniła medytacja i joga kundalini. Co ma medytacja do miłości? Ano zaraz się dowiesz 🙂

Miłość bezwarunkowa to rodzaj współczucia.

miłość bezwarunkowa


Bardziej chodzi tutaj o współczucie niż o miłość. O DOBROĆ płynącą z serca, troskę, zrozumienie i brak oceny. O zauważenie w drugim człowieku pięknej duszy, skrzywdzonego dziecka, które bardzo chce być szczęśliwe. I walczy, szuka sposobów, aby to szczęście odnaleźć.

Współczucie kojarzy nam się z czymś negatywnym. Pamiętam, ze kiedyś ktoś mi zwrócił uwagę w komentarzu, że to złe słowo. Nieraz kojarzy się z politowaniem, żalem, odrazą. Ale nam tutaj chodzi o inny rodzaj współczucia.

Zacznę od wspomnienia z dzieciństwa.

Pamiętam korytarz w mojej podstawówce. Na przerwach zawsze było głośno. Kompletnie nie przypominam sobie, skąd w moim umyśle pojawiła się wtedy pewna myśl. Ale samo przemyślenie bardzo utkwiło mi w pamięci i towarzyszyło przez długie lata. Brzmiało ono: „Chcę być dobra. To jest najważniejsze. Muszę być dobra dla innych. Chce być bardzo dobrym człowiekiem”.

Czemu dzieciak w podstawówce ma takie myśli? Kompletnie nie pamiętam. Wiem, jednak że w jakimś sensie ukształtowało to moją osobowość i stosunek względem innych ludzi. Może to dlatego, że wzorowałam się zawsze na mojej babci. To był dla mnie wzór bezgranicznej dobroci. Chciałam być taka jak ona. Choć ta myśl, nie była związana z babcią. Jestem pewna, że przyszła do mnie „ni z gruchy, ni z pietruchy” 😊

Miłość bezwarunkowa to zaprzestanie oceniania.

Zawsze intuicyjnie czułam, że źle jest negatywnie myśleć o innych ludziach. Czułam, że nie powinno się nikogo oceniać i obgadywać. Kiedy tylko mogłam, zazwyczaj w dyskusji zmieniałam temat, gdy dotyczył negatywnych aspektów innych osób. Choć oczywiście nie zawsze potrafiłam… To była moja największa słabość, której nie potrafiłam zwalczyć. Bo wszyscy przecież oceniają. Złoszczą się, obgadują, dyskutują o życiu innych. Tak nas nauczono, przyzwyczailiśmy się, że możemy być sędziami. Bo przecież „to wszystko prawda”, albo „mam przecież prawo do własnej opinii”. Uważam, że wyzbycie się oceniania innych jest częścią miłości bezwarunkowej – w pewnym sensie ją definiuje. I nie chodzi tutaj tylko o głośne plotkowanie. Chodzi również o Twoje myśli. Ocenianie w myślach, niczym nie różni się od bezpośredniej krytyki.

Gdy umysł zacznie krytykować…

Nawet, jeśli w Twoim umyśle pojawi się ocena i krytyka odnośnie innego człowieka, to spróbuj zastąpić te myśli innymi. A mianowicie – spójrz na to, co robi ta osoba, z innej perspektywy. Jeśli robi coś głupiego lub złego, spróbuj poczuć troskę i współczucie. Ponieważ prawdopodobnie jest zagubiona, nie ma kontaktu ze swoim wnętrzem. Pamiętaj, że KAŻDY Z NAS PO PROSTU SZUKA SZCZĘŚCIA. Nawet, jeśli ktoś jest bardzo złym człowiekiem, to nie narodził się zły. Tak jak Ty, ma w sobie mnóstwo traum i fałszywych przekonań, które go ukształtowały. Trudno jest mu mieć wysokie wibracje, jest smutny, nieszczęśliwy, pogubiony, brakuje mu sensu życia. W każdym z nas kryje się malutkie dziecko, które trzeba przytulić. A jeśli nikt tego nie zrobi (my sami) to robi rzeczy, które mogą krzywdzić innych.

Zobacz w drugim człowieku siebie samego.

Możesz też pomyśleć o tej osobie, jak o sobie samym. Postaw się w jej sytuacji. Czy chciałbyś, aby ktoś krytykował Ciebie? Jak byś się poczuł, gdybyś wiedział, że ktoś mówi o Tobie negatywnie (za plecami, czy w myślach)? Nikt nie lubi być osądzany. Za każdym, razem, gdy powiesz o kimś „debil”, pomyśl, co czułbyś, gdyby ktoś powiedział tak o Tobie. Generalnie nic przyjemnego.

Ja wczoraj miałam taką sytuację. Kiedy przechodziłam przez jezdnię, kierowca na przejściu dla pieszych wykonał bardzo niebezpieczny manewr. Pomyślałam sobie przestraszona: „Co za idiota”. A potem uświadomiłam sobie: „Na pewno był strasznie zestresowany. Gdybym to ja jechała autem i doprowadziła do takiej sytuacji, byłoby mi strasznie głupio, wstyd i byłabym mega zestresowana. Nie chciałabym, aby ktoś mnie wyzywał”. Każdemu zdarza się nie kontrolować umysłu. Zwłaszcza, jeśli chodzi o stare, wyuczone, automatyczne schematy, które obserwujemy również u innych. Ale ważne, żeby być świadomym takich myśli. Umieć je złapać i zastąpić innymi.

Czy kochasz samego siebie?

miłość bezwarunkowa

A zdanie „Czy chciałbyś, aby ktoś krytykował Ciebie?” wcale nie zrobiło na Tobie wrażenia? Wiesz, czemu może tak być? Bo często największymi obgadywaczami, jesteśmy my sami wobec siebie. Jeśli mówisz do siebie: „Jestem idiotą”, to bez problemu tak samo nazwiesz innych. Jeśli nie lubisz siebie samego, to nie będziesz potrafił pokochać bezwarunkowo innych ludzi. Czyli spojrzeć na nich ze współczuciem i zrozumieniem. Nie mówiąc już o stworzeniu trwałego i szczęśliwego związku ze swoją bratnią duszą. Najpierw trzeba pokochać siebie, a później przychodzi miłość do innych. Miłość do siebie samego, to ważna życiowa misja. Jak to zrobić? Odnaleźć kontakt ze swoim wnętrzem. Dowiedzieć się, jak piękną duszą jesteś. Twórczą, dobrą, doskonałą. W jaki sposób? Wystarczy podjąć decyzję, ze chcesz, aby tak się stało. A wtedy staną się cuda. Poprowadzi Cię Twoja podświadomość, intuicja, Siła Wyższa.

Miłość bezwarunkowa będzie dla Ciebie naturalna.

Dzięki medytacji i rozwojowi duchowemu można odkryć (POCZUĆ), czym różni się „umysł”, od „duszy”. Nie da się tego opisać, tego trzeba doświadczyć. Jest to uczucie spokoju, świetlistości, połączenia ze wszystkim, co istnieje. Na początku doświadcza się tego na krótko, zazwyczaj podczas medytacji (ale też nieświadomie, podczas różnych sytuacji życiowych, kiedy jesteśmy Tu i Teraz). I jest to najprzyjemniejsze odczucie, którego można doznać w życiu. Później ten rodzaj „poznania, wewnętrznego spokoju i wykroczenia poza umysł” jest z Tobą coraz częściej. U oświeconych osób podobno na stałe. Jeśli doświadczyłeś „tego czegoś” i gości to w Twoim życiu regularnie, to naturalnym stanem rzeczy jest, że chciałbyś, aby inni tez to poczuli.

Zatem, jeśli masz do czynienia z ludźmi zagubionymi, nieszczęśliwymi i krzywdzącymi innych, to współczujesz im, że nigdy nie doświadczyli tego czegoś. Nie doświadczyli uczucia, które uświadamia nam, że istnieje coś więcej niż umysł. Że można być szczęśliwym bez powodu, niezależnie od zrealizowanych pragnień i celów. Że chwila obecna może być przyjemna sama w sobie. Możesz rozkoszować się samą obecnością.Brzmi dziwacznie? To medytuj regularnie. Prędzej, czy później tego doświadczysz.

Jeśli poznasz swoją prawdziwą naturę (czyli doświadczysz tego uczucia) to będziesz patrzył zupełnie inaczej na innych ludzi. Miłość bezwarunkowa/ współczucie przyjdzie do Ciebie samoistnie. To nie będzie wymuszone. W każdym zaczniesz dostrzegać skrzywdzone i zagubione dziecko, które chce być szczęśliwe, ale nie wie, gdzie tego szczęścia szukać.

Mój idol Yongey Mingyur Rinpocze mówi…

Doskonale opisał miłość bezwarunkową Yongey Mingyur Rinpocze, mnich tybetański,  o którym pisałam ostatnio na Facebooku (25.02.2020). Nazwał ją współczuciem:

„Buddyjskie rozumienie współczucia różni się nieco od zwyczajnego znaczenia tego słowa. Dla byddystów współczucie nie oznacza tylko współczucia drugiej osobie. Tybetańskie określenie nying-dzie mówi o całkowitym i bezpośrednim otwarciu serca. Chyba najbliższym angielskim odpowiednikiem nying-dzie jest love, czyli miłość – ale bez przywiązania i oczekiwania, ze otrzymamy coś w zamian. Współczucie w rozumieniu tybetańskim jest spontanicznym uczuciem związku ze wszystkimi żyjącymi istotami. To, co wy czujecie, czuję również ja. Nie ma między nami żadnej różnicy”

„(…) im wyraźniej widzimy rzeczy takimi, jakie naprawdę są, tym chętniej otwieramy serce na inne istoty. Kiedy uświadomimy sobie, że inni doświadczają bólu i nieszczęścia, ponieważ nie znają swojej prawdziwej natury, spontanicznie kieruje nami ogromne życzenie, by oni również zaznali tego poczucia pokoju i świetlistości.”

(Cytaty z ksiażki “Żyj z radością. Jak odkryć tajemnice szczęścia”)

Kocham Cię.

Nie musisz mówić wszystkim naokoło, że ich kochasz. Nie ma takiej potrzeby. Zresztą to zdanie zarezerwowane dla zakochanych, bratnich dusz. Zamiast tego przytul kogoś, kto jest smutny. Pomóż tym , którzy tego potrzebują. Nie oceniaj innych i nie obgaduj – nawet w myślach.

Pozdrawiam Cię cieplutko i przytulam, Ula 🙂

komentarzy 7

  • Magdalena

    https://www.filmweb.pl/film/Odrobina+nieba-2011-541210 Trafiłam na ten film w niedzielę 21 lutego. Kilka dni wcześniej pomyślałam, że chciałabym obejrzeć jakiś dobry, przyjemny film. Dawno nic mnie nie ciekawiło. I pojawił się 🙂
    Przez okno wpadały promienie popołudniowego słońca, które idealnie współgrały z odcieniami i paletą barw filmu.

    To czego doświadczyła główna bohaterka i uczucia z tym związane, ja doświadczam odkąd pamiętam. Nie codziennie. A skoro ja to doświadczam to pewnie każdy to doświadczył.
    Myślę sobie wtedy: czy to co teraz czuję jest właśnie miłością bezwarunkową ? Tylko nie wiedziałam, że to jest to ? Tak jak ta rybka, która chciała dowiedzieć się czym jest ocean, nie zdając sobie sprawy, że ona cały czas jest w oceanie.

  • Urszula Falkowska

    Myślę, że to było właśnie to uczucie 🙂 A nam w rozwoju duchowym chodzi o to, żeby czuć się tak, najczęściej, jak się da.

    • Magdalena

      Pamiętam, w 2019 roku w okresie chyba Wielkanocy, oglądałam “Pasję” Mela Gibsona. Wiele razy oglądałam ten film. Ale tym razem CZUŁAM to co On (Jezus). Np. pierwsza scena: Jezus przeżywa rozterki emocjonalne w Ogrójcu (chyba tak się nazywało to miejsce :)) – CZUŁAM te emocje. Serce biło mi szybko, spociłam się, miałam wrażenie, że wiem dokładnie co On teraz czuje i myśli, ciało osłabło, ogromny strach, nudności, wątpliwości. I w takim stanie “przeżyłam/poczułam w kościach” cały fim.

      Natomiast w 2020 roku, gdy znowu puścili “Pasję” na Wielkanoc, byłam ciekawa czy i tym razem w taki sposób doświadczę/poczuję ten film. Tym razem nie czułam Jego emocji. Pamiętałam doznania z zeszłego roku, wiedziałam co się dzieje, rozumiałam, współczułam, ale NIE ODCZUWAŁAM TEGO tak jak wtedy. Obserwowałam bieg wydarzeń i w moim umyśle przez cały seans krążyła myśl “jakie to uczucie tak kochać jak Jezus ?”

      Innymi słowy – Jak to jest czuć miłość bezwarunkową 🙂

      💚🙃🖐️

    • Magdalena

      No właśnie nie jestem pewna czy to jest to uczucie, które Ty opisałaś powyżej … raczej coś jakby … nachodzi mnie wtedy percepcja/perspektywa/świadomość/postrzeganie osoby, która jest nieuleczalnie chora. Bo takiemu człowiekowi zmienia się postrzeganie świata. Zastanawiałam się nieraz czy inni zdrowi ludzie też miewają takie zmiany postrzegania. Widzisz wtedy co jest warte uwagi a co nie. Zachwyca cię wszystko. Doceniasz wartość i wagę wszystkiego co składa się na życie.
      A w ogóle to przecież każdy umrze, ale ludzie myślą, zachowują się i patrzą na wszystko jakby mieli żyć wiecznie. Dlatego, gdy ktoś ma wypadek, zachoruje i jak to mówi wiele osób “otrze się o śmierć” nagle zmienia im się perspektywa/myślenie/postrzeganie na wiele spraw, na wszystko co ich otacza – po prostu na życie. Albo – ŻYCIE 🙂
      Czasami, gdy nachodzi mnie ten stan, pojawia się strach i myśl: “Czy ja umieram ? I dlatego czuję to … wszystko?” A zaraz potem myślę sobie: “Przecież z każdym dzniem zbliżam się do śmierci 🙂 więc tak, Magda, umierasz 🙂 I to jest ok :)”

  • Marta

    Jakie bardzo moje jest to “uczucie”. Pojawiło się niedawno i próbuje je ogarnąć umysłem- nie daje się. Jakby coś się we mnie nowego otworzyło.

  • Karolina

    Wszystko co piszesz rezonuje z moją duszą, ze mną. Jesteś bardzo mi bliska choć sie nie znamy, a może znamy 🙂

    Nie ocenianie… jakie to trudne. Ja też źle się czułam gdy ktoś oceniał innych ludzi nie chciałam tego słuchać, czułam, że tak nie można, jednak nieswiadomie robiłam to samo. Jako dziecko, niczym gąbka chłoniesz co mówią dorośli.. siedzisz pod stołem i słyszysz mamę plotkującą z sąsiadką, kto co ma, komu sie sie nie powiodło lub powodzi za bardzo, tam ktoś przytył, schudł, zbrzydł, kupił nowe auto, ktoś się na starość rozwiodł itp itd. A później w jakimś momencie życia patrzysz przez okno, widzisz człowieka z butelką % i cyk OCENIASZ w myślach. Takich ocen dokonywałam w ciągu każdego dnia setki, czy dotyczyły ubrania, statusu, czy sytuacji i wypowiedzi drugiego człowieka, zachowania, przerozmaite. I w końcu uświadomiłam to sobie, obiecałam sobie, że nie chce tak żyć ani karmić sie takimi myślami. Od tego momentu wyłapuje te myśli, gdy sie pojawiają choć wiadomo zdarza się, że “płynę” nieświadomie z umysłem. Ale tak jak piszesz najważniejsze to sobie je uświadomić nawet gdy jest po fakcie.
    “Miłujcie nieprzyjacioły swoje, powiedział Jezus – co oczywiście znaczy: nie miejcie nieprzyjaciół”

    Ciemności nie da się zwalczyć, ale możesz wpuścic do niej swoje światło, tak właśnie chcę zyć.
    Pozdrawiam i przytulam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.