człowiek z ziemi
Duchowość,  Nauka,  Szczęście

“Człowiek z Ziemi” (2007) – film o ludzkim ego.

“Człowiek z ziemi” to jeden z lepszych filmów, jakie ostatnio widziałam. Mogę nawet śmiało powiedzieć, że jeden z najlepszych filmów, jakie widziałam kiedykolwiek. Nie znajdziesz w nim wartkiej akcji, emocjonującej fabuły, ujmujących zdjęć i wyjątkowej muzyki. Na grze aktorskiej się nie znam, ale to również nie jest powód, dla którego produkcję tą uważam za dzieło wybitne. Co zatem jest w nim takiego wyjątkowego? Tematyka, której chyba nikt nigdy w żadnej ekranizacji nie podjął.

“Człowiek z Ziemi” w nieoczywisty sposób opowiada o ludzkim ego. O tym, że większość ludzi przez całe życie wierzy w dogmaty: religijne, naukowe, kulturowe, wynikające z wykonywanej przez nich pracy. Najciekawsze jest to, że mnóstwo osób, które obejrzą/obejrzały ten film w ogóle tej puenty nie pojmą. Dlaczego? Ponieważ podobnie, jak bohaterowie “Człowieka z Ziemi”, nie zdają sobie sprawy, że na ich poczucie własnego “ja” wpływają dogmaty. Nie potrafią zadawać pytań, nie kieruje nimi ciekawość świata i pokora. Wydaje im się, że wszystko już wiedzą. Nie dopuszczają do siebie możliwości, że rzeczywistość, którą przyjęli za “prawdziwą”, może być zupełnie inna. To ego nie pozwala im spojrzeć na świat z szerszej perspektywy.

Zatem, mam dla Ciebie propozycję. Przeczytaj moją recenzję i interpretację tego dzieła. Nie będę wyjawiać tutaj szczegółowo fabuły i proszę, abyście nie zdradzali jej w komentarzach. Nie odbierajmy zabawy komuś, kto jeszcze tego filmu nie oglądał. Jeśli nie oglądałeś jeszcze “Człowieka z Ziemi’, postaraj się wygospodarować czas na tę ucztę. Następnie zastanów się, czy któryś z bohaterów, nie jest Twoim “lustrem”. Czy potrafisz przyglądać się z ciekawością opiniom odmiennym od Twoich? Jak często myślisz w duchu: “Wiem, ze nic nie wiem”? Jak często negujesz jakąś historię/pogląd/alternatywę tylko dlatego, że odbiega od Twojego obrazu rzeczywistości? Wyuczonych schematów i przekonań?

“Człowiek z Ziemi” – fabuła.

Akcja dzieje się tak naprawdę w jednym pomieszczeniu. Zamiast wybuchów, pościgów i intryg dostajemy tutaj zwykłą rozmowę. Dyskusję grupy znajomych, którzy po raz ostatni widzą ich kolegę, mającego zamiar wyprowadzić się na stałe. Mężczyzna ten pociągnięty za język przez przyjaciół, wyjawia im pewną tajemnicę. Okazuje się, że ma około 14 tysięcy lat. Proces starzenia jego organizmu zatrzymał się, gdy skończył trzydziestkę. Pamięta więc wszystko, co wydarzyło się na świecie od czasów Paleolitu. (Nie zdradziłam tutaj zbyt wiele, ponieważ tego można dowiedzieć się opisu filmu na Filmwebie). Wśród jego znajomych są: gorliwa katoliczka, psycholog, dwóch profesorów, z których jeden zajmuje się wykładaniem prehistorii na uniwersytecie, a drugi biologii komórki, studentka, zakochana w nim kobieta. Główny bohater odpowiada na ich pełnie niedowierzań pytania. Opowiada o różnych wydarzeniach, których doświadczył i ludziach, z którymi miał do czynienia. Całkowicie burzy światopoglądy swoich przyjaciół. To, o czym mówi, zupełnie im nie odpowiada…

Recenzje i komentarze.

“Człowiek z Ziemi” skłonił mnie do przemyśleń. Jednak samo obejrzenie go nie sprawiło, że postanowiłam napisać ten wpis. Skłoniły mnie do tego komentarze i recenzje na Filmweb.pl osób, które ten film obejrzały. Bardzo ciekawie rozłożyły się tutaj głosy widzów. Znaczna część z nich oceniła produkcję, jako dzieło wybitne, przyznając mu 10 na 10 gwiazdek. Drugie tyle osób stwierdziło, że “Człowiek z Ziemi” im się nie podobał. Zazwyczaj za potwierdzenie swoich recenzji podawali argumenty typu: “To o czym opowiada główny bohater jest niemożliwe”, “Historycznie i merytorycznie jego opowieści nie mają sensu”, “Pseudonaukowa papka (…), nieudolna próba obalania religijnych faktów”. Wiesz dlaczego film tak bardzo im się nie spodobał? Ponieważ nie zauważyli, że fabuła nie ma na celu obalania żadnych faktów. Nie ma szokować. Znaczenie i puenta ukryte są tutaj znacznie, znacznie głębiej. Osoby, którym film się nie podobał nie zauważyły, że opowiada on… o nich samych 🙂

Oczywiście nie twierdzę, że film musi odpowiadać wszystkim. Jeśli komuś się nie podoba, to nie oznacza, że na pewno jest człowiekiem posiadającym wygórowane ego. Być może na negatywny odbiór wpływają też inne czynniki. Jednak czytając recenzję użytkowników Filmwebu odniosłam wrażenie, że osoby te po prostu “Człowieka z Ziemi” nie zrozumiały.

Pseudonauka i fakty religijne.

Weźmy na przykład stwierdzenie: “Pseudonaukowa papka (…), nieudolna próba obalania religijnych faktów”. Autor ujawnia tutaj swoje cechy. Przywiązanie do religijnych i naukowych dogmatów. Brak pokory, ciekawości świata i wysokie ego. Przejawia agresję w stosunku do kogoś/czegoś (tutaj filmu), podważającego jego “prawdę”, wpojone przekonania. Nie rozumie, że mądrym człowiekiem nie jest ten, kto nauczył się tego, co inni uważają za prawdę. Ale ten, kto zauważa, że “prawda” nie istnieje. Ale do tego za chwilę wrócimy. To zabawne, że film w istocie opowiada właśnie o takich osobach. Przyjaciele głównego bohatera przejawiają dokładnie takie same cechy, jak autor komentarza.

“Pseudonaukowa papka” – to stwierdzenie pokazuje, że autor komentarza rozróżnia “prawdziwą naukę” od “pseudonauki”. Nie rozumie, że wszystko było kiedyś “pseudonauką” – zanim jeszcze ktoś znalazł dostateczne dowody potwierdzające “naukowość” tego czegoś. Każde nowe spojrzenie było kiedyś wyśmiewane. Jednak od zawsze jest tak, że tylko osoby ciekawe świata, cechujące się odwagą i “otwartym umysłem” są twórcami innowacyjnych idei. Naukowcy cytujący innych uczonych nigdy nie zmieniają świata. Mechanika kwantowa i ogólna teoria względności Einsteina też uważana była początkowa za pseudonaukę. A obecnie nie ma chyba bardziej rozpoznawalnego naukowca.

“Fakty religijne” – ten człon sam w sobie jest przezabawny. Ponieważ religia nie opiera się na faktach, ale na wierzeniach. Wszystko, co zostało napisane jest w Piśmie Świętym było przez wieki przeinaczane. Niektóre treści były w nim dodawane, inne ucinane. Wszystko na użytek instytucji, jaką tworzą ludzie Kościoła Katolickiego (czy inne organizacje chrześcijańskie). Jaki użytek? Władza, pieniądze, respekt, kontrola wiernych, takie tam. Jaką masz pewność, że to, co przedstawia Pismo Święte jest prawdą? Może nią być – oczywiście, że tak. Prawdziwe może być każde słowo. Ale równie dobrze wszystko może być wymysłem. Nie wiemy tego, bo nie żyliśmy na Ziemi 2 tysiące lat temu.

Zadawaj pytania.

Celem filmu nie jest zatem burzenie jakiś wierzeń, obalanie naukowych dogmatów. Szokowanie widza nieujawnioną nigdy wcześniej wiedzą. Ja tutaj widzę tylko jeden morał – ZADAWAJ PYTANIA. Rozwój duchowy polega głównie na zadawaniu pytań. Nie wierz nikomu na słowo. Ani naukowcom, ani duchownym, ani politykom, ani specjalistom w jakiejś dziedzinie. Oni mogą mieć racje, ale nie muszą. Nie chodzi o to, żeby kogoś krytykować, podważać jego kompetencję, dokuczać, kłócić się. Absolutnie! Masz być po prostu ciekawy. Prawdziwie mądry człowiek, to ktoś, kto cechuje się pokorą. Rozumie, że nie ma jednej prawdy. Wszystko zależy od indywidualnego punktu widzenia. Jeśli spojrzysz na dziewiątkę z góry, to wydaje się szóstką. Perspektywa zmienia wszystko. Tak samo, jak doświadczenie danego człowieka zmienia jego sposób patrzenia na świat.

A świat nie jest taki oczywisty, jak mogłoby się nam wydawać. Nic nie jest czarno-białe. Są odcienie szarości. Świat jest dziwny, niezbadany i zupełnie inny, niż nam się wszystkim wydaje.

Ego.

ego maski

Ego to nasze poczucie własnego ja. Kim jestem? Masażystką, biotechnologiem, pisarką, dietetykiem, muzykiem, blogerką, żoną, córką…? To nasze maski, które zakładamy stosownie do okazji. Nasze przekonania, które nabywamy w ciągu całego życia. Obraz świata, który przedstawili nam rodzice, nauczyciele, media, społeczeństwo, w którym żyjemy. A co jest pod maską? Tabula rasa – czysta tablica. Rozwój duchowy zaczyna się tam, gdzie zaczynamy zdawać sobie sprawę, że nie jesteśmy naszym ego. Naszymi myślami – świadomymi i podświadomymi. Gdzieś tam kryje się coś więcej. Ale dostrzec to możemy dopiero wtedy, gdy spojrzymy na te myśli z dystansu. Zdejmiemy maski. I wtedy też zaczynamy zauważać maski innych ludzi. Przestajemy ich oceniać, bo wiemy, że maska to tylko zasłona. Zaczynamy bardziej czuć, niż rozumieć. Łapiemy balans i dystans wobec wszystkiego, co nas otacza. Stajemy się wolni.

Prawdziwa wolność zaczyna się wówczas, gdy zdajemy sobie sprawę ze wszystkich masek. Uświadamiany sobie, że przekonania, które nosiliśmy przez całe życie wcale nie należą do nas. Ktoś nam je narzucił. Albo uprzejmie podarował pod łatką “religijnych faktów” i “prawdziwej nauki”.

Zauważ swoje maski.

Trudno jest od razu pozbyć się wszystkich masek. Ale z czasem człowiek zauważa ich coraz więcej. Przestaje wierzyć w dogmaty, zaczyna kierować się w życiu tym, co czuje. Faktami staje się to, czego samodzielnie doświadczyliśmy. Choć i doświadczenie można podważyć, jeśli uznać, że nasze ograniczone 5 zmysłów nie mówi nam o świecie wszystkiego.

Nigdy nie zakładaj, że “Ty wiesz lepiej”, a ktoś się myli. To tylko Twoje przekonanie, Twoja prawda, Twoja maska.

“Człowiek z Ziemi” – podsumowanie.

“Człowiek z ziemi” pomaga uświadomić sobie, jak wiele masek mamy na sobie. To film, który nie tyle burzy spojrzenie na świat, co spojrzenie na nas samych. Czy potrafisz przyznać “Wiem, że nic nie wiem”? Jak często kłócisz się z kimś w obronie swoich racji? Czy zdajesz sobie sprawę, że to co widzisz, zawsze zależy od punktu widzenia?

Aby rozwinąć ten temat zachęcam Cię jeszcze do przypomnienia sobie mojego wpisu: “Wiem, że nic nie wiem. Najmądrzejsze, co możesz powiedzieć” oraz po obejrzeniu filmu przypomnij sobie ten wpis (specjalnie nie podaję tytułu artykułu, aby nie robić spojlera).

Jeśli masz ochotę obejrzeć inne ciekawe, inspirujące filmy, to zachęcam do przeczytania tego wpisu.

Jeśli oglądałeś ten film, to podziel się proszę opinią w komentarzu. Jestem bardzo ciekawa, czy tylko mnie tak urzekł.

Pozdrawiam cieplutko, Ula 🙂

komentarze 22

  • Wiktoria

    Zazwyczaj nie piszę komentarzy, ale tym razem muszę zrobić wyjątek. Napisała Pani świetną recenzję. Począwszy od nakreślenia fabuły, a skończywszy na maskach. Nie oglądałam tego filmu, ale w 100% mnie Pani zachęciła. Bardzo podobał mi się przykład dziewiątki w odniesieniu do perspektywy. Naprawdę każde słowo tej recenzji jest przemyślane, trafnie określa podłoża problemów tkwiących w naszym społeczeństwie.

  • Magdalena

    Wszystko co jest w nadmiarze szkodzi. W tym także zadawanie pytań i podważanie wszystkiego. Umysł w takim permanentnym stanie spowoduje poczucie braku sensu, braku wiary i braku zaufania do wszystkiego co Cię otacza.

    W takim miejscu nie ma się czego chwycić.

    Jest tylko wszechogarniająca pustka, najciemniejsza ciemność i poczucie bycia pozostawionym samemu sobie.

    Jak Ryan Stone w filmie “Grawitacja” z 2013 r.

    • Urszula Falkowska

      Zawsze ważny jest złoty środek. Jednak większość ludzi pytań zadaje wcale, więc rozpoczęcie tego procesu może okazać się początkiem rozwoju.

      • Piotr

        Przypomina mi się potęga teraźniejszości 🙂 tekst świetny, a co do nadmiaru a czym pisze poprzedniczka to im więcej tym lepiej. Ale coraz częściej widzę, że ludzie nie chcą zmian. Umysł w takim stanie będzie czysta miłością bez cienia strachu i bólu.

  • Marcin

    Bardzo przenikliwa recenzja. Podobnie odbieram ten film. Nie bez znaczenia jest to, co przytrafia się Panu psychologowi pod koniec filmu – co jeśli maska ego wpija się tak głęboko w tożsamość że nie wytrzymuje konfrontacji z wiedzą aspirującą do ‘prawdy obiektywnej’? Dogmaty dają ludziom poczucie bezpieczeństwa, poczucie ważności i wygodne skróty myślowe, by jak najmniej myśleć, a to wszystko usypiacze ciekawości. Dualizm wszystkiego sprawia, że z jednej strony jesteśmy ego – sumą wpływów zewnętrznych i naszej decyzyjności, z drugiej zaś jesteśmy też duszą o percepcji i duszy wykraczającej poza jedną tożsamość. Kluczem jest złoty środek, o którym piszesz- przełamując schemat nawyków myślenia i postępowania, czuje się ciekawość, integrując dwie cząstki siebie. Szczęśliwi ci, którzy nie w zaszczytach i tytułach upatrują swojej siły sprawczej, a w ciekawości poznania.

    • Urszula Falkowska

      Dokładnie tak. Ten film pełen jest smaczków. Mimo małego budżetu, powolnej akcji – człowiek nie może się od niego oderwać, zastanawiając się – co jeszcze uwypukli, uzewnętrzni scenariusz?

        • Urszula Falkowska

          Tak, bezpieczne. To zwykła platforma jak Netflix. Nie pamiętam jak długo. Specjalnie nie podawałam we wpisie, gdzie oglądałam, bo nie chcę żeby mi ktoś zarzucił potem namawianie do zakładania kont,czy ściąganie z nielegalnych źródeł.

          • Magdalena

            Zarówno do Netflixa jak i do CDA Premium czułam i w sumie nadal czuję niechęć. Nie mam tam kont. Jednak chęć obejrzenia tego filmu wygrała 🙂 I po raz kolejny Ula – dziękuję.

            Wahałam się czy napisać ten komentarz, ale skoro go czytasz to znaczy, że zdecydowałam się podzielić refleksjami i odczuciami.

            Płakałam wczoraj siedząc na krześle. Objęłam siebie rękami i mówiłam do siebie: “Wszystko będzie dobrze. Przecież wiesz, że wszystko mija i to też minie. Nawet tego nie jesteśmy do końca pewni, ale tak nam podpowiada doświadczenie. Jestem z Tobą. Jestem przy Tobie cały czas. Wypłacz się.” Obejmowałam siebie i kołysałam się. I nagle przypomniał mi się ten film, więc od razu wstałam i poszłam go obejrzeć. Obejrzałam od razu obie części 🙂 I tak minęła mi spora część dnia 🙂

            Po pierwsze, napełnił mnie S P O K O J E M.
            Poczuciem, że nie jestem osamotniona.
            Poczuciem zrozumienia, które wypływało w stronę głównego bohatera.
            Poczuciem, że wszystko jest dobrze. Dam radę.
            Poczuciem, że z czasem w końcu ZAWSZE przychodzi moment akceptacji … bo już nie ma innej drogi. Akceptacja to jedyna droga, na którą jeszcze nie weszliśmy, i która nam pozostała do spróbowania. Mimo, że od dawna chcieliśmy na nią wkroczyć, ale coś nas blokowało. Moment kiedy szczerze akceptujemy fakt, że prawdopodobnie nie znajdziemy odpowiedzi. I, że można żyć dobre, normalne, spokojne życie pomimo tego głębokiego i czasami obezwładniającego poczucia, że nie wiem… nic nie wiem.

            Po drugie – odkryłam dwie cudowne piosenki (napisy końcowe w drugiej części z 2017 :))

            Dzięki Ula 🙂 dzięki dzięki dzięki

          • Urszula Falkowska

            Kochana ❤ Dziękuję, ze się tym podzieliłaś. To piękne, co napisałaś i bardzo mądre. I jest to głęboka mądrość, nie z poziomu ego. Przytulam Cię mocno 🙂

          • Magdalena

            Ja już nie wiem co jest czym. I co wypływa z czego. Ale to nic. Odwzajemniam przytulenie, dziękuję za mile słowa i dobranoc Ula

  • Michał

    Świetny wpis Ula, z przyjemnością czyta się Twojego bloga 🙂 Zgadzam się ze wszsytkim co napisałaś, choć mnie naszły jeszcze inne refleksje.

    Ja podczas seansu i tuż po filmie poczułem ogromną samotność. Ale późńiej nadszedł spokój. I po raz kolejny dotarło do mnie jak kruche jest ludzkie życie. Jak nietrwałe. Może przecież zakończyć się w jednej sekundzie, tak naprawdę nikt nie zna daty ani godziny swojej śmierci. Ani śmierci swoich bliskich. Samotność i poczucie straty. To były moje dominujące uczucia podczas oglądania tego filmu.

    I zgadzam się też z tym co napisał powyżej Marcin: „Dogmaty dają ludziom poczucie bezpieczeństwa, poczucie ważności i wygodne skróty myślowe, by jak najmniej myśleć, a to wszystko usypiacze ciekawości. Dualizm wszystkiego sprawia, że z jednej strony jesteśmy ego – sumą wpływów zewnętrznych i naszej decyzyjności, z drugiej zaś jesteśmy też duszą o percepcji i duszy wykraczającej poza jedną tożsamość. Kluczem jest złoty środek, o którym piszesz- przełamując schemat nawyków myślenia i postępowania, czuje się ciekawość, integrując dwie cząstki siebie. Szczęśliwi ci, którzy nie w zaszczytach i tytułach upatrują swojej siły sprawczej, a w ciekawości poznania.”

    Ja dodałbym od siebie jeszcze, że szczęśliwi ci, którzy odnajdują przyjemność w każdej bieżącej chwili, traktując ją jak świętość. Nadając sens na bieżąco każdej, nawet najmniejszej czynności którą wykonują. Każdej kropli deszczu, każdemu doświadczeniu. Nadając niepowtarzalną wartość każdej osobie którą spotykają na swojej drodze. Doświadczając rzeczywistości dla samej przyjemności jej doświadczania.

    Teraźniejszość to wszystko co mamy, mieliśmy i kiedykolwiek będziemy mieć. Nie doceniwszy teraz tej chwili, w momencie kiedy piszę te słowa, ona ucieknie już bezpowrotnie. Utracę ją i już nigdy nie powtórzy się okazja by dokładnie tę konkretną chwilę powtórzyć, w dokładnie tych samych okolicznościach, o tej samej porze, będąc tą osobą o tych samych poglądach, w takim samym nastroju, w tym samym wieku, tymi samymi słowy. Będą inne chwile, ale ta już nie powróci nigdy. Bo jest unikalna i wyjątkowa. I z każdym zdaniem przychodzi kolejna chwila, z każdą sekundą, minutą, z każdą godziną. Z każdym dniem, tygodniem, miesiącem. Rokiem. Ale to co już upłynęło, staje się tylko wspomnieniem. Każdą chwilę która już nie jest teraźniejszością, tracimy. Już nie mamy na nią wpływu. Doświadczamy utraty na bieżąco, w każdej sekundzie, dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. A czym jest ta chwila? Jest mrugnięciem oka. Wdechem, wydechem. Uderzeniem serca. Jest nieuchwytna. Raz utracona, utracona zostaje na zawsze. Ale zarazem jest również nieskończona, bo przecież trwa nieustannie, od naszych narodzin do naszej śmierci. Nigdy się nie kończy. Jest nieustającą zmianą.

    Jeśli dusza istnieje – a wierzę że tak jest – wątpliwym jest, by odczuwała stratę tak, jak odczuwa człowiek. Przecież jest wielowymiarowa i nieśmiertelna. A człowiek jest tylko pyłem na wietrze zmian. Ziarenkiem piasku w żarnach losu. Ludzie się starzeją, umierają. I odchodzą. A często nim odejdą, muszą pogodzić się z odejściem kogoś bliskiego, z jego utratą. Ale też z utratą swojego zdrowia, utratą statusu społecznego, utratą majątku. Ile osób każdego dnia musi stawić czoła utracie ukochanego bądź ukochanej. Życie biegnie swoim rytmem i naturalnym jego rytmem jest również to, że człowiek musi pogodzić się z utratą rodziców, kiedy odchodzą. Niektórzy ludzie muszą pogodzić się jeszcze większą utratą, kiedy tracą swoje dziecko. Nawet kiedy dokonujemy wyborów, w każdej chwili swojego życia, jednocześnie musimy z czegoś zrezygnować. Decydując się na zaparzenie herbaty w tym momencie, jednocześnie rezygnujemy z picia kawy. I nawet wówczas coś tracimy, choć wtedy tego nie dostrzegamy.

    Dusza człowieka nie boi się straty, ale ego owszem. Stąd tworzy czasem niezdrowe wręcz przywiązania, im silniejsze, tym boleśniejszy powodujące później ból, kiedy nadchodzi strata. My, ludzie, lubimy mieć wszystko pod kontrolą. To też jest zdrowe, bo dzięki temu stawiamy sobie cele i mamy motywację by do nich dążyć i realizować samego siebie. Jednak to poczucie kontroli ma również swój cień, jakim jest przywiązywanie się do tego co już wiemy, do opinii na czyjś temat, do pewnych mechanizmów w jakich nauczono nas że funkcjonuje świat, do ludzi. Do wizji samego siebie, do określonych rezultatów. Sami się też przez to ograniczamy. Wielu z nas kiedy boi się innej prawdy niż swoja własna, wypiera ją. Bo wizja do której jesteśmy przywiązani jest jak stalowa zbroja, mająca ochronić nas przed utratą tego, co znamy. Bo to co nieznane, budzi strach.

    Ale pamiętając o tej kruchości życia, mając świadomość własnej śmiertelności i tego że na wszystko przychodzi kiedyś czas, łatwiej dostrzec świętość w zwykłej codzienności. Doświadczając życia w miłości, łatwiej również pogodzić się ze stratą. Bo kochać, to pozwolić też odejść. Ludziom, poglądom, opiniom. Jak zmarszczki na zbożu, jak fala, jak to określił bohater tego filmu. Kiedy wszystko czego człowiek w życiu doświadczał z miłością, i w miłości pożegna. Wiedząc, że dał z siebie wszystko.

    Film naprawdę wartościowy, dziękuję 🙂

    Pozdrawiam 🙂

    • Magdalena

      Jedyne co mogę polecić, to szukanie do skutku dobrego terapeuty. “Dobrego” to znaczy odpowiedniego dla Ciebie. Prawdopodobnie nie znajdziesz go od razu. Ale wcale nie musi tak być 🙂 Nie zniechęcaj się i szukaj, aż znajdziesz. A znajdziesz – to jedno mogę zagwarantować.

      Sam, (prawdopodobnie) będziesz kręcił się w kółko.

      Życzę wytrwałości

  • Urszula Falkowska

    Michał, pozwolę sobie nie skasować tego komentarza, tak jak prosiłeś, bo jest bardzo mądry. Skoro go napisałeś to znaczy, że taka poczułeś potrzebę w sercu, nie przekreślaj swoich uczuć. Tym bardziej, że może on pomoc innym – wiem, że wiele osób czytających mojego bloga ma podobne odczucia do Ciebie. Myślę, że jeśli trafią na ten komentarz, poczują, że nie są sami w swoim odosobnieniu…
    Myślę, że zaprzyjaźnilibyście się z Magdą, która często czyta mojego bloga. Macie podobna energię, a jednocześnie jesteście bardzo starymi, doświadczonymi i poszukującymi duszami. Czujecie głęboko, chcecie poznać różne odpowiedzi – tak mocno, że nie możecie spać,przestać myśleć i analizować…

    • Michał

      Kiedyś nawet o tym myślałem. Ale później zamiast myśleć, zacząłem działać, sam. Opierając się na całej wiedzy którą zgromadziłem, analizując wszystkie swoje schematy postępowania które doprowadziły mnie w to miejsce w którym jestem, ale także i te które wczwsniej wyniosły mnie wysoko, znacznie wyżej niż kiedykolwiek wcześniej mógłbym się spodziewać. Teraz tylko mi pozostaje odnaleźć balans, złoty środek. Wyciągam wnioski, podnoszę się i i idę dalej, nawet kiedy zdarzy mi się upaść. A jedyną osobą która może mi pomóc, jestem ja sam. Żaden terapeuta, żaden przyjaciel mi nie pomoże, to mogę zrobić tylko ja. To uświadomiłem sobie już jakiś czas temu.

      Czasem przychodzą gorsze dni, ale one też przychodzą po coś. Nie mogę obwiniać całego świata, żadnej osoby, żadnej okoliczności za swoje samopoczucie. Nawet samego siebie nie mogę obwiniać, choć już i to kiedyś przerobiłem. Zródłem wszelkiego cierpienia jest umysł. O tym już nie raz się przekonałem. Wiem też, że nie jestem swoimi myślami, choć zdarzy mi się o tym zapomnieć i wpaść po raz kolejny w pułapkę, utożsamiając się z nimi.

      A Ulę poprosiłem o usunięcie komentarza, bo nazajutrz kiedy go przeczytałem poczułem w nim dużo smutku, a nie chciałbym tej energii rozsiewać, lepiej dzielić się radością.

      Gdybym od, powiedzmy, nastu-lat zmagał się z problemami które nie miałyby końca, pewnie udałbym się do terapeuty. Ale od lat powiedzmy, trzech, problemy które pojawiają się, rozwiązuje. Miałem dużo gorsze chwile, ale byłem w stanie się z nimi uporać. Czasem trwa to dłużej, czasem krócej i wciąż zdarzy mi się upaść. Ale za każdym razem kiedy się podnoszę, wstaje silniejszy, moja wiara w siebie wzrasta coraz bardziej. A takie komentarze jak choćby Twój, też mi pomagają. Bo budzą we mnie jeszcze większą determinację do pracy własnej 🙂

      Dziekuję za dobre chęci, ale nie skorzystam z porady. Zamiast tego decyduje działać sam, i gdziekolwiek mnie to zaprowadzi, biorę za to pełną odpowiedzialność.

      Pozdrawiam serdecznie. 🌷

      • Magdalena

        Posłuchaj mnie uważnie. A raczej przeczytaj uważnie. Ja nie jestem Ulą. Napiszę Ci to wprost.

        Nie dasz rady sam. Będziesz kręcił się w kółko. I tak trafisz do specjalisty. Tylko, że do pierwszego lepszego. Będziesz w stanie ledwym do odratowania. Może będziesz miał szczęście i natrafisz na dobrego i profesjonalnego człowieka. Ale nie liczyłabym na to, że uśmiechnie się do Ciebie szczęście. Dlaczego miałoby to zrobić? Gdy ty odwracasz głowę od niego? Dlatego dopóki jeszcze nie jesteś w tym najgorszym stanie szukaj świadomie terapeuty.

        Każdy człowiek na tej ziemi potrzebuje terapii. Dlatego tak wielu ludzi szkoli się w tym kierunku. I z każdym kolejnym rokiem będzie ich przybywać więcej. Ponieważ takie jest i będzie zapotrzebowanie na najbliższe kilkadziesiąt lat albo i więcej.

        Nie posłuchasz mnie, bo ja też nie słuchałam nikogo. Chcesz się przekonać jak smakuje najciemniejsza ciemność, wszechogarniająca pustka? Chcesz poczuć to w kościach? Proszę bardzo.

  • Michał

    Magdaleno, naprawdę doceniam twoje zaangażowanie, bo widzę że chcesz mi pomóc. Dziękuję Ci za to z całego serca.

    Ja nie neguję w żadnym stopniu psychoterapii, żadnego terapeuty w najmniejszej mierze nie deprecjonuję, ani jego, ani jego pracy. I wiele osób pragnie zostać terapeutą z powołania, by pomóc innym. To bardzo wartościowi ludzie, raczej niewielu z nich motywowanych jest jedynie chęcią zarobku. I są jak najbardziej potrzebni innym, a ja sam też nie uważam by szukanie pomocy u terapeuty było czymś wstydliwym, czy źle swiadczacym o człowieku. Raczej świadczy to o dojrzałości i ogromnej odpowiedzialności za swoje własne życie. O świadomości własnych niedoskonałości. O determinacji w dążeniu do tego, by stać się lepszą wersją samego siebie, zarowno dla siebie, jak i swoich bliskich i każdej osoby którą się spotyka
    na swojej drodze życia.

    Ja sam w pewnym okresie swojego życia uczęszczałem na terapię, ale ukierunkowaną na leczenie zespołu stresu pourazowego, i cieszę się że się wówczas na nią zdecydowałem – naprawdę mi pomogła. Nie uważam tego za coś, czego mógłbym się wstydzić. I jeżeli ktoś czuję potrzebę by szukać pomocy u terapeuty, jak najbardziej polecam. Natomiast obecnie, ja sam kompletnie nie czuję żeby szukać pomocy u terapeuty. Czy kiedyś przyjdzie moment że zasięgnę u któregoś pomocy? Nie wiem, być może. Nie wykluczam żadnej możliwej opcji która kiedykolwiek mogłaby pomóc, czy mnie, czy komuś innemu. To jedna z wielu potencjalnych opcji, całego rozległego i głębokiego oceanu możliwości. A ja nie wykluczam żadnej z nich. Biorę pod uwagę masę rzeczy które mogą pójść źle, jak i całą masę rzeczy które mogą pójść znakomicie. Nie wiem co będzie za rok, za pięć albo za dziesięć lat. Nie jestem jasnowidzem. Chociaż, jeśli widzę jakie myśli dominują w moim umyśle w ciągu dnia, od rana do wieczora, po części trochę jestem. Bo te myśli mogą sugerować, jaka przyszłość mnie czeka. A coraz częściej uświadamiam sobie te myśli, w szczególności te które mi nie służą, łapiąc się na tym że wpadają one w taki wyżłobiony tor, automatycznie, w tor po którym impulsy nerwowe w połączeniach nauronalnych w moim mózgu wędrują sobie po sobie znajomych, dobrze wyślizganych ścieżkach . Wyznaczenie nowych kosztuje sporo wysiłku i samodyscypliny, wytrwałości i cierpliwości. Z terapeutą czy bez niego.

    Wiem, że się nie znamy. Każde z nas może wyrobić sobie jakiś szczątkowy, poglądowy obraz drugiej osoby z kilku, czy kilkudziesięciu komentarzy znajdujących się w internecie. Ale będzie to obraz niepełny, cała reszta będzie bowiem domysłem, wypełnieniem utworzonym przez umysł, który z racji swej natury, szuka jak najmniejszej linii oporu szukając ułatwień poznawczych, by nie tracić na darmo swojej cennej energii. A bez całej wiedzy o doświadczeniach drugiej osoby, przeszłości, charakterze, pragnieniach, ambicjach, traumach, relacjach i całym kalejdoskopie czynników układających się w jedną całość tak unikalnie, że tworzących nas – bo każdy z nas jest wyjątkowy i indywidualny na swój własny sposób – można się pomylić i wydać krzywdząca dla drugiej osoby opinię, choć wynikająca ze szczerych i dobrych intencji. Mnie wiele razy się to zdarzyło, zresztą, wciąż nad tym pracuję.

    Napisałaś : “Nie dasz rady sam. Będziesz kręcił się w kółko. I tak trafisz do specjalisty. Tylko, że do pierwszego lepszego. Będziesz w stanie ledwym do odratowania. Może będziesz miał szczęście i natrafisz na dobrego i profesjonalnego człowieka.” – naprawdę doceniam szczerość. Ale pisząc w ten sposób, założyłaś, że jest to jedyna wizja jaka może mnie spotkać, mało zresztą optymistyczna. Czytając twoje słowa czułem, jakbyś wydawała na mnie w ten sposób jakiś wyrok. Jakbyś stwierdzała już w ten sposób niezaprzeczalnie, że tak potoczy się moja przyszłość. Ale nie zapominaj, że to tylko jedna z wielu opcji. Tę możliwość o której piszesz widzę i jestem jej świadomy, ale nie uważam że jest jedyną i nieuchronną – tym bardziej że moje zachowanie, moje nawyki i sposób myślenia dzisiaj, porównując do tego co było choćby jeszcze miesiąc temu – diametralnie się od siebie różnią.

    Ja nie chce się ograniczać, nie wykluczam zadnej opcji, a twoją poradę jak najbardziej biorę pod uwagę, i być może kiedyś, za rok, dwa czy dziesięć przypomni mi się, kiedy będę jej potrzebował. I ogromnie Ci dziękuję, za podzelenie się twoim punktem widzenia. Ale obecnie ja naprawdę kompletnie nie czuję, by szukać pomocy u terapeuty. Widząc to jak się czuje dzisiaj, jak się czułem wczoraj, czy choćby tydzień temu, kiedy pisałem tamten komentarz – idzie tylko w dobra stronę. Nie dzieje się to natychmiast, w ciągu jednego dnia, a jest to proces. Proces, ktory umacnia we mnie również cierpliwość, za co jestem bardzo wdzięczny. Znowu zacząłem wierzyć w siebie.

    Pod koniec napisałaś jeszcze: “Ale nie liczyłabym na to, że uśmiechnie się do Ciebie szczęście. Dlaczego miałoby to zrobić? Gdy ty odwracasz głowę od niego? Dlatego dopóki jeszcze nie jesteś w tym najgorszym stanie szukaj świadomie terapeuty.” – Wiesz co? Kiedyś liczyłem na to. Liczyłem że spotka mnie coś, co przyniesie mi szczęście. Jakaś okoliczność, jakaś osoba. Coś z zewnątrz. To z jednej strony, a z drugiej, liczyłem na zmianę i na szczęście, robiąc to samo, zachowując się tak samo. A głupotą jest robienie tego samego i oczekiwanie innych rezultatów. One się nie pojawią. Robiąc to samo, otrzymamy te same rezultaty. Zmiany zacząłem zauważać kiedy odważyłem się zajrzeć do środka, głęboko do wnętrza samego siebie. Kiedy stanąłem nagi ze wszystkimi swoimi zachowaniami które sprowadzają mnie w dół, z nawykami które mi szkodziły, z programami po których krążą moje myśli. Kiedy odważnie i krytycznie spojrzałem na samego siebie. Wiele z tych programów już przerobiłem, ale wiele jeszcze mam do rozrobienia. Szkodliwe nawyki pożegnałem, powitałem nowe, takie, które mi służą. Nie odwracam głowy od szczęścia – pragnę być szczęśliwy tak, jak chyba każdy z nas tego pragnie. Ja robię to po swojemu, bo tak czuję w sercu. Wybrałem taką samotną pracę, i ona też przynosi mi mnóstwo satysfakcji, kiedy udaje mi się przepracować kolejne schematy zachowań, kiedy udaje mi się zrozumieć i uświadomość głęboko coś, na co wcześniej byłem ślepy. Ale to moja droga, moja droga nie musi być czyjaś drogą. I najczęściej nie jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.